Harry Potter - Book And Scroll

28.2.14

43. Porozmawiajmy

"Posępny duch mój... O, niech twoja ręka
O struny harfy potrącić pośpieszy;
Niech spod pieszczonych palców twych piosenka
Łagodnym szmerem ucho me ucieszy.
Jeśli w mym sercu tli choć skierka mała
Drogich nadziei - ten dźwięk ją dobędzie,
Jeśli łza jedna w tym oku została -
Spłynie - i w mózgu palić już nie będzie...

Lecz graj pieśń dziką, głęboką, co wzrusza,
Niech pierwszy akord weselem nie brzęknie:
Pomnij, minstrel, łez żądna ma dusza;
Gdy mi łzy nie trysną - serce moje pęknie...
Ach, bo to serce z dawna bólu syte,
Bezsenne, milcząc znosiło swą nędzę;
Dziś czas już skończyć - niech pęknie rozbite
Albo niech pieśni ulegnie potędze."
- George Gordon Byron, "Posępny duchu mój"

    Był zły. Przed chwilą skończył lekcje i był bardzo, bardzo zły. Gniew wręcz z niego kipiał, a jednocześnie czuł się okropnie bezsilny. Niech Merlin przeklnie Czarnego Pana! Co on sobie wymyślił? Chce być nieśmiertelny? Mieć nieograniczoną władzę? Spełniać swoje chore ambicje? W porządku! Ale niech jego w to nie miesza! Dosłownie.
    Oddawać krew, też coś. Już wcześniej mówił, że jakaś lekarka będzie mu robiła transfuzje, ale nie brał tego na poważnie. A chyba powinien, gdy się zgadzał. Teraz, a właściwie to już w styczniu, miał się przekonać na własnej skórze (krwi?), co też dokładnie Czarny Pan miał na myśli.
    Zamknął książkę i wstał, wzdychając ciężko. To naprawdę zaczynało go powoli przerastać. A nawet szybciej. Chciał coś z tym zrobić, ale nie bardzo mógł.
    Na dodatek Potter coraz bardziej zatruwał mu życie. Teraz widział go cały czas z Hermioną, praktycznie bez przerwy. Doszło do tego, że nawet, gdy zamykał oczy, widział te paskudne okrągłe okulary. Tego też miał dość.
    Przeszedł do swojego gabinetu i ponownie westchnął. Życie wampira naprawdę nie było łatwe. Na początku myślał, że wielkie łóżko mu wystarczy, niestety się mylił. W końcu dał za wygraną i Dumbledore pozwolił mu wnieść tu trumnę, bo inaczej zwyczajnie nie mógłby funkcjonować.
Obrzucił skrzynię tęsknym wzrokiem. Może sen mu dobrze zrobi? Wydawało mu się to trochę dziecinne, ale nie miał lepszej alternatywy.

***


    Hermiona spakowała swoje książki do torby i szybko wyszła z klasy eliksirów po skończonych zajęciach. Harry zrobił to samo i po chwili już wchodzili po krętych schodach na piętro. Weszli w jeden z setek zakurzonych korytarzy, gdzie stały srebrne zbroje, a na podłodze leżał wytarty dywan.
Pogrążeni w rozmowie, mijali innych uczniów. Nie zauważyli , że większość była bardziej podekscytowana, niż zwykle. Dopiero, gdy skręcając wpadli na większą grupę ludzi, popatrzyli po sobie zdziwieni.
- Jak myślisz, o co chodzi? - zapytał Harry.
- Dokładnie nie wiem, ale się domyślam – odparła Hermiona, próbując ustać na palcach i zobaczyć powód tego całego zamieszania.
- Niby jak?
- Harry, jest grudzień. Pomyśl, co może być takiego ważnego? Oprócz końca semestru, chociaż to i tak poniekąd się łączy.
- Chyba nie chodzi ci o...
- Właśnie o to. Sam zobacz – powiedziała, wpychając się z nim w końcu pomiędzy resztę uczniów.
Ich oczom ukazał się ogromny plakat. Tło było białe, natomiast zdobiły je różne świąteczne elementy, które magicznie się poruszały, a czerwona, wymyślna czcionka układała się w słowa:

BAL BOŻONARODZENIOWY
24 GRUDNIA

TYLKO DLA UCZNIÓW OD PIĄTEJ KLASY WZWYŻ

WYMAGANY STRÓJ WIECZOROWY
GODZINA ROZPOCZĘCIA: 20.30
WIELKA SALA

- I stąd to zamieszanie? - ponownie zadał pytanie Harry, gdy wyrwali się z tłumu napierających na siebie nastolatków.
- Jak widać. Dla niektórych to bardzo ważne... - oznajmiła Hermiona, lekko się czerwieniąc.
    Chłopak spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem i nagle... olśnienie! Oby tak dalej, rozumienie dziewczyn szło mu coraz lepiej.
- Hermiono – odchrząknął z poważną miną i spojrzał jej w oczy.
- Tak? - zapytała, a w jej źrenicach zalśniła nadzieja.
- Chciałem się ciebie zapytać czy...
- Hmmm?
- Czy może dowiedziałaś się czegoś o Carmen i o tej osobie, z którą się spotyka? Od naszej rozmowy w szpitalu minęło trochę czasu i pomyślałem, że może już wiesz... Bo jeśli nie, to na tym balu na pewno się dowiemy! - wyrzucił z siebie dumny, jak mało kiedy.
    Hermiona musiała przez chwilę dojść do siebie, zanim zamknęła usta. Potem jeszcze zamrugała parę razy i w końcu... wybuchnęła śmiechem.
- Harry, czy ty naprawdę... Naprawdę myślałeś, że o to mi chodzi? - zapytała, dławiąc się ze śmiechu.
- No... A nie o to? - Wybraniec stał bezradnie pod ścianą, zastanawiając się, co zrobił nie tak.
- Nie. Sugerowałam ci, i, na oba G w inicjałach Gryffindora, już nigdy tak nie zrobię, abyś mnie zaprosił na ten bal, Chłopcze, Który Się Trochę Pogubił.
    Chłopak uniósł głowę i utkwił w niej błagalny wzrok. Mimo to po chwili się uśmiechnął, podszedł do niej bliżej i pocałował ją mocno. Gdy się oderwali od siebie, powiedział cicho:
- Myślałem, że to oczywiste, Panno Wiem-To-Wszystko-Ale-Jednak-Nie-Wszystko-Granger. - Tym razem to on się zaśmiał, a ona spojrzała na niego karcąco. A raczej próbowała, bo zaraz znowu się rozpromieniła i przytuliła go mocno.
- Tak nawiązując do tej twojej teorii... Carmen nigdy by nam się nie pokazała na tym balu z kimś, nie chce ujawnić swojej tajemnicy, więc tego nie zrobi nawet podświadomie. Do tej pory tego nie rozgryzłam. A ty jak uważasz?
- Uważam – zaczął trochę ciszej, niż wcześniej – że powinniśmy się przenieść w inne miejsce, bo aktualnie połowa korytarza się na nas gapi.
    Hermiona rozejrzała się i od razu zaczerwieniła. Faktycznie, odgrywali tu niezłe przedstawienie. Trochę jej było wstyd, ale z drugiej strony... Była szczęśliwa, więc chyba nie powinna jej martwić opinia innych?
- Masz rację, idźmy gdzieś indziej – rzuciła radośnie, pocałowała go w policzek i splotła swoją rękę z jego. Razem przeszli przez resztę korytarza i ruszyli kolejnymi schodami w górę.
    Mijali właśnie klasę obrony przed czarną magią, gdy Hermiona przypomniała sobie, jak okropnie wyglądał profesor Collins dzisiaj na lekcji. I na poprzedniej. Tak właściwie to na wszystkich ostatnio sprawiał straszne wrażenie. Był blady jeszcze bardziej, niż w ogóle myślała, że to możliwe. Cienie pod jego oczami stały się jeszcze ciemniejsze, z sarnich oczu zniknął ten charakterystyczny blask. Gdyby go widziała pierwszy raz w życiu, pomyślałaby, że ma depresję. A w każdym razie jakiś rodzaj załamania nerwowego.
- O czym myślisz? - zagadnął ją delikatnie Harry. - Stało się coś?
- Nie, to... - W końcu Hermiona postanowiła przestać unikać tematu. I to było chyba najrozsądniejsze. - Chodzi o profesora Collinsa. On... nie jest ostatnio sobą, zauważyłeś?
- Tak. Ostatnio zamiast okazywać mi swą niechęć, po prostu mnie ignoruje – prychnął chłopak.
- To nie jest tak. Myślę, że może mieć jakieś problemy, ktoś powinien się tym zainteresować i...
- I tym kimś powinnaś być ty? - Harry uniósł pytająco brew.
- Cóż... Możliwe. Nie zrozum mnie źle, naprawdę. To ciebie kocham, a on jest kimś w rodzaju... mentora. Naprawdę nie mam złych zamiarów, on też nie. Chcę mu pomóc. Zasługuje na to. - Hermiona wyrzuciła z siebie wszystko, co jej leżało na sercu. No, może oprócz paru szczegółów związanych z jej relacją z Barnabasem, ale przecież to nie było nic takiego, prawda?
    Harry milczał. Po chwili spojrzał jej w oczy i rzekł:
- Idź do niego – wskazał jej ręką drzwi od klasy i nawet spróbował się uśmiechnąć, co jednak marnie mu wyszło. Ale się starał. - Będę w Pokoju Wspólnym.
- Dzięki. Jesteś cudownym chłopakiem – powiedziała radośnie i wpięła się na palce, aby go mocno pocałować. Gdy się odsunęła, dodała z lekkim zaniepokojeniem: - Mam nadzieję, że masz dobrą szatę wieczorową na ten bal?
- Mam. Spokojnie, nie jestem Ronem – oznajmił i uśmiechnął się, tym razem szczerze, po czym odszedł dalej korytarzem.
    Hermiona weszła do pustej sali, szybko przeszła przez całą jej długość i stanęła przed drzwiami profesora Collinsa. Były ładnie zdobione, ale delikatnie i bez zbytniej przesady. Znacznie lepiej, niż za "kadencji" Umbridge. Wzdrygnęła się lekko na wspomnienie tej różowej ropuchy. Ohyda.
    Zapukała i czekała na reakcję, jednak żadnej nie było. Po kolejnej próbie spotkała się z takim samym rezultatem. Może nie było go w komnatach? Zawiedziona już miała odejść, ale postanowiła spróbować jeszcze raz i nacisnąć klamkę, tak dla pewności. Ustąpiła od razu.
    Niepewnie uchyliła drzwi na szerokość kilku centymetrów. Nie dobiegł ją żaden odgłos, wszędzie panowała cisza. Niepewnie weszła do środka i rozejrzała się dookoła. Było tu nawet całkiem miło – ciemno, ale miło. Okna zostały zasłonięte ciężkimi kotarami, natomiast obok wielkiego łoża stała biblioteczka zapełniona książkami. Zaciekawiona podeszła do niej, zapominając o tym, gdzie się znajduje. Nie ośmieliła się jednak uchylić przeszklonych drzwiczek, za to swobodnie mogła odczytać tytuły z grubych grzbietów tomów. Znalazła między innymi "Stwory nocy", "Wampiry i ludzie: podobizny i metamorfozy", "Wichrowe wzgórza" i "Mistrz i Małgorzata". Było tego o wiele więcej. Odwróciła się w poszukiwaniu innych regałów, lecz w tym samym momencie zesztywniała. Jej wzrok napotkał coś dużego, czarnego i zdecydowanie ciężkiego. Czegoś, czego normalnie się nie widuje, a już na pewno nie w sypialni.
    Mało tego – wieko trumny zaczynało się uchylać. Zdążyła zauważyć jedynie długie, cienkie palce z ostro zakończonymi paznokciami i czarnym pierścieniem otwierające wieko od środka. Potem była już ciemność.


***

    Bolały ją plecy. Mocno. Głowa trochę mniej, ale jednak. Spróbowała unieść dłoń, aby zweryfikować swoje obrażenia, ale została powstrzymana. Zamrugała kilka razy, a rozmazana plama przybrała obraz twarzy znajomego wampira.
- Gdzie... Co się stało? - zapytała zaskoczona. Lekko się rozejrzała i zdążyła się zorientować, że leży na miękkim łóżku.
- Zemdlałaś, Hermiono – powiedział spokojnie Collins, odgarniając jej włosy z czoła i wpatrując się w nią. Nadal sam nie wyglądał za dobrze. - Możliwe, że to przemęczenie. Dobrze się czujesz?
- Ja... Tak – odparła speszona. Nie chciała się przyznać, że taka mała drobnostka przeraziła ją na tyle, że straciła przytomność. Przecież doskonale wiedziała, gdzie nosferatu zapadają w drzemkę, więc dlaczego tak się zachowała? Czego jej organizm się spodziewał? Kocyka, kubka z czekoladą i poduszki z idiotycznym wzorkiem?
- Masz może ochotę na herbatę? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Bardzo chętnie. Mogę już usiąść? - Niepewnie uniosła się na łokciach.
    Barnabas skinął głową i machnięciem dłoni wyczarował dwa kubki z gorącym napojem. Hermiona ostrożnie upiła łyk i od razu zrobiło jej się lepiej.
- Więc... stało się coś, że mnie szukałaś? - Mężczyzna wpatrywał się w nią z ciekawością.
- Cóż... - W końcu przypomniało jej się, po co tu przyszła. - Martwiłam się o pana... ciebie.
- O, a to ciekawe – skomentował z uśmiechem i również upił łyk, odsłaniając białe kły.
- Po prostu... chciałam ci pomóc jakoś, może coś zrobić... Nie lubię, gdy jesteś smutny. Widzę to, naprawdę. I tak właściwie jest mi wtedy ciężko, bo każdy się z kimś spotyka, rozmawia z kimś, a ty, Barnabasie... Jesteś sam.
- Dziękuję, że mi o tym przypomniałaś.
- Tak, wiem, że to niezbyt, hmmm... grzeczne, ale nie chcę, aby tak było. Jest jakiś konkretny powód twojego żalu? Może mogłabym jakoś temu zaradzić. - Jej kubek był już do połowy opróżniony.
- To bardzo miłe z twojej strony. Tylko, że to nie jest wcale proste, wręcz przeciwnie. Nękają mnie demony. Przeszłości, teraźniejszości. Przyszłości. Chyba przestaję sobie z tym radzić... - Pochylił głowę, wpatrując się w prawie niewidoczny wzorek na narzucie.
- Możesz mi opowiedzieć. Powinno potem być ci łatwiej – podsunęła Hermiona.
- W wielkim skrócie... moja rodzina odeszła. Moja jedyna miło... radość z życia zniknęła – wyznał.
- I co zrobiłeś?
- Chciałem rzucić się z klifu. Niestety, nie zadziałało. Byłem wampirem. Zacząłem zabijać niewinnych mieszkańców – ukrył twarz w dłoniach. W jego głosie słychać było wielki żal.
- Tak, ale przy tym uczyłeś się magii – zauważyła dziewczyna. - Próbowałeś ratować swoje życie przed ruiną.
- Tak, robiłem to, prawda? - Ożywił się, a jego twarz zaczęła wyrażać zdecydowanie, jakby podjął jakąś decyzję.
- Walczyłeś, Barnabasie! - Hermiona też się mimowolnie podekscytowała. - Na swój szalony, nieziemski sposób. Walczyłeś tak zaciekle, że trzeba było zamknąć cię w trumnie, aby cię powstrzymać!
- Merlinie, masz rację! - wykrzyknął.
- Walczyłeś, bo masz to we krwi. A teraz masz szansę, by znowu walczyć.
- I walczyć będę! - wstał, patrząc dumnie gdzieś w dal. Brunetka wpatrywała się w niego zafascynowana. Wydawał się teraz niezniszczalny, potężny, jakby mógł dokonać wszystkiego. Naprawdę niezła przemiana.
    Nagle się odwrócił, pochylił się w jej stronę, spojrzał jej prosto w oczy i zapytał:
- Skąd tyle o mnie wiesz? - Hermiona poczuła, że robi jej się gorąco. No tak, tego nie przewidziała.
- Hmmm... To znaczy, ja... Biblioteka – odparła speszona. On, ku jej wielkiemu zdziwieniu, tylko kiwnął głową. Nie pytał, nie chciał nic więcej wiedzieć. A szkoda, bo natrafiła na dość ciekawe legendy i chciała się dowiedzieć, co jest prawdą. Były to różne średniowieczne historie, a także nowożytne. Jak wspomniała w rozmowie, mieszkańcy pewnego miasteczka zamknęli go kiedyś w trumnie i zakopali ze strachu o swoje życie, więc nie mógł się wydostać przez parę lat. Do tego mnóstwo różnych historii o wielkiej miłości do wampira, których Hermionie już tak nie chciało się czytać, jednak jedna szczególnie przyciągnęła jej uwagę. Mimo to zamierzała go o nią spytać innym razem.
    On tymczasem znowu przysiadł obok niej na łóżku i spojrzał na nią, lecz tym razem dostrzegła te cudowne iskierki w jego oczach. To było niesamowite jak jedna rozmowa może zmienić podejście człowieka.
- Dziękuję ci, Hermiono – powiedział, przerywając przyjemną ciszę. - Za wszystko.
- Ależ nie ma sprawy, po prostu... czułam, że to będzie ci potrzebne.
- Jestem ci naprawdę wdzięczny. - Położył jej dłoń na ramieniu. Wzdrygnęła się lekko, ale nie odsunęła. - Gdybyś tylko miała jakiś problem, zawsze służę ci pomocą. I nigdy nie zdradzę twojej tajemnicy – dodał, przy okazji mrugając.
- Jakiej? - zapytała ze zdziwieniem.
- O tym, że w bibliotece szukasz haczyków na nauczycieli, nieładnie. - Zaśmiał się i udał, że grozi jej palcem.
- Ach, gdyby tylko było coś na profesora Snape'a... Szanuję go, ale czasami po prostu mam ochotę zrobić mu coś... niezbyt przyjemnego. Możesz to również potraktować jako tajemnicę – dodała szybko, a on teraz już na dobre parsknął śmiechem.
- Od dawna nie miałem tak dobrego humoru – powiedział. - A jeśli chodzi o Snape'a, to mogę ci trochę o nim opowie...
- Nie, dziękuję – zaprzeczyła ostro. - Jeszcze to wykorzystam i oboje będziemy mieli kłopoty.
- Właściwie... Nie mam nic przeciwko kłopotom z tobą.
    Zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem starego zegara w kącie. Stare wskazówki właśnie zaczynały wskazywać piątą po południu. Hermiona z ciekawością obserwowała wahadło wynalezione przez Galileusza, gdy nagle...
- Godryku i Gryffindorze, już późno! - wykrzyknęła i prawie upuściła pusty kubek. Szybko wstała, poprawiła włosy i skierowała się do wyjścia.
- Do widzenia, Hermiono – dobiegł ją miły i zrelaksowany głos Barnabasa.
- Do zobaczenia! - odkrzyknęła, chwyciła w biegu swoją torbę i wybiegła z gabinetu, a potem z klasy, kierując się do Pokoju Wspólnego.




___________________________________________
Rozmowa w kontekście "walcz, Barnabasie" itp. przerobiona z "Mrocznych cieni".

10 komentarzy:

  1. Godryku, kocham to opowiadanie! <3
    Super, świetnie, wspaniale, cudownie, nieziemsko!
    BARNABAS <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały rozdział :)
    Jaki ten Harry nie domyślny! Jak wyleciał z tą Carmen to po prostu wybuchnęłam śmiechem! Biedna Hermiona musiała go oświecić że chodzi jej o to żeby ją zaprosił!!
    Eh nie mogę doczekać się następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeej, rozdział jest super :D
    Wyyybacz, że kilku ostatnich nie komentowałam, ale tak jakoś się złożyło...
    Biedny Barnabas, ale fajnie było zobaczyć jak Hermiona "zagrzewa go do walki" i tag, zauważyłam że to było podobne do jednej rozmowy z "Mrocznych cieni" :P
    hahahah już myślałam, że wygada jej jakiś sekret nietoperka, na przykład taki gryfoński... ale nieee Hermiona nie chciała -.- mimo to mam nadzieję, że jakoś się w końcu dowie, najlepiej w jakiś zabawny sposób :D
    Ciekawa jestem jaką bombę zaplanowałaś dla nas w następnej notce, już nie mogę się doczekać

    Pozdrawiam, życzę weny i żebyś jak najdłużej utrzymała te piątki ^^
    ~Julla

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaja sobie robisz? Jaka transfuzja?! Co transfuzja?! Jeszcze się jakieś zakażenie wda (taki burdel u tych całych śmierciożerców jest, że z pewnością łatwo o niedomyte igły, strzykawki, etc. no sorry, tyle facetów + jaszczurka, wąż i szczur? nie ma bata, żeby czysto było.) i...i... nie pozwalam, okej? Możesz powiedzieć tej czarnej plamie, że igły to on sobie w dupę może wsadzić jak mu się tak strasznie nudzi. -.- Odwalić się od Barnabasa!
    Bomba z Carmen? :D ahahaha, dawać! :D
    Wstyd. Zaniedbujesz naukę. No wstyd po prostu! :D
    (ale jak dla mnie to nadal możesz zaniedbywać, jeśli to = nowy rozdział) :):):):):)
    Haloo, w razie czego wpadnie SEVERUS HARLEY XDDDD i pogada z kim trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana! Właśnie skończyłam oglądać Mroczne Cienie. Czytam, czytam i prawie padłam! Transfuzja! Julia Hoffman i jej tajemnica lekarska, haha. Rozdział genialny, z niecierpliwością wyczekuję następnego piątku. Kocham Barnabasa, kocham Johnny'ego, kocham twój blog.

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmm mnie nie przeszkadza, że przestała się nim interesować ^^. Chętnie go przygarnę ;p. I wgl bad luck Harry, still you know nothing about girls XD. Ach, wspaniały pomysł z balem. Będzie się działo ^^. Czekam z niecierpliwością i pozdrawiam,
    Honeyed Girl.
    PS. U mnie na Rivendell już drugi rozdział. Zapraszam!
    rivendell-high-school.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej! Mam nowy rozdział do czytania! Sorry, że wcześniej nie skomentowałam, ale mam urwanie głowy z własnym blogiem. Rozdział ciekawy, no i Barnabas...Doprosiłam się:) Ciekawa jestem co zrobi Carmen...Węsze w tym krzywdę dla Snape'a. Ale pewnie okaże się, że źle węsze:-/Rozdział jak zawsze świetny:)
    D.

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znowu nie mam pomysłu na komentarz, ale jak ci trochę napiszę, to może zaczniesz się do mnie znowu odzywać.
    Nazwij to opowiadanie wszystkimi znanymi formami słodzków, będziesz jak Sherlock-Chemik.

    Jeszcze chyba nie dobranoc.

    Joker

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll