Harry Potter - Book And Scroll

7.3.14

44. W bibliotece

"No matter how it starts it ends the same
Someone's always doing someone more
Trading in the passion for that taste of pain
It's only gonna happen again

And though I'm trying not to look in your eyes
Each time I do they kind of burn right through me
Don't want to lay down in a bed full of lies
And yet my heart is saying come and do me
Now we're just a web of mystery
A possibility of more to come

I'd rather leave the fantasy of what might be
But here I go falling again!

It's the fallin' in love that's makin' me high
It's the being in love that makes me cry cry cry
It's the fallin' in love that's makin' me high
It's the being in love that makes me cry cry cry
All night... all night!"
- Michael Jackson, "It's The Falling In Love"




- Jestem kompletnie wykończona – wyrzuciła z siebie Carmen, rzucając się na łóżko w dormitorium.
- Byłabyś bardziej, gdyby nastąpił kolejny atak – zauważyła Hermiona.
- Nie nastąpiłby. Przecież Potter dzisiaj nie grał, a to na nim zależy Voldkowi.
- W tych sprawach mogłabyś być trochę bardziej poważna...
- Bo? - Brown uniosła się na łokciach i spojrzała krytycznym wzrokiem na dziewczynę.
- Bo tu chodzi o coś więcej, niż tylko zepsuty mecz!
    Chwilę wcześniej wróciły z meczu Hufflepuffu ze Slytherinem, po miesiącu spokoju Dumbledore zdecydował, że mogą znowu grać. Zaostrzyli jedynie środki ostrożności. Nie trzeba dodawać, kto wygrał, chociaż Gryfoni naturalnie i tak kibicowali Puchonom. Doprowadziło to do głośnych okrzyków i nawet sprzeczek ze Ślizgonami, stąd zmęczenie Carmen, która dość mocno... zaangażowała się w całą sprawę.
    Zapadła cisza, przerwana nagle przez Hermionę.
- Idziesz na ten cały bal? - zapytała, jakby od niechcenia. W rzeczywistości ciekawość aż ją zżerała od środka i przez to nie zamierzała się na nią gniewać. A Car to widziała.
- Tak. Nie. Może. Nie wiem. - Dziewczyna widocznie postanowiła wymienić wszystkie opcje, aby Granger sobie wybrała.
- A konkretniej? - Hermiona nie zamierzała odpuścić.
- A konkretniej... - Wzrok Carmen jakby zaszedł na chwilę mgłą, a potem nagle się ożywiła, chyba sobie coś przypomniała. - Muszę iść do biblioteki.
- Co... Co? - Brunetka czuła się nieźle skonfundowana, ale nie doczekała się odpowiedzi. Za to Brown już wstała z łóżka i zmierzała do drzwi dormitorium. - Mogę iść z tobą?
- Jak chcesz.
    Nie czekając ani chwili dłużej, Hermiona poderwała się na nogi, chwyciła kilka książek, które miała do oddania i ruszyła za koleżanką. Przeszły szybko przez Pokój Wspólny, gdzie napotkały Harry'ego, który spojrzał na nie ze zdziwieniem, a ona cicho mu odparła, że wszystko wyjaśni później. Wzruszył ramionami i powrócił do rozmowy z Ronem.
    Tymczasem Carmen zupełnie jakby wypiła przed chwilą Eliksir Energii – Hermiona nie mogła za nią nadążyć, trzymając niepewnie "Historię trzeciego pokolenia Inków według Rabanabasza Collinsa Pierwszego" i "Magię z zaświatów – sprawdź, zobacz, zapomnij". Gdy były już niedaleko, zdecydowała się poruszyć zasadniczą kwestię.
- Co cię nagle wzięło na bibliotekę? Nie chodzisz tam za często.
    Od razu zauważyła, że Gryfonka uwielbia książki, ale nie miała pojęcia, skąd je bierze – sama pani Pince widziała ją może ze dwa razy. To wszystko wydawało się Hermionie coraz dziwniejsze i stwierdziła, że już długo nie wytrzyma – musi się dowiedzieć prawdy. Koniecznie.
- "Historiozofia pradziejów magicznych ze szczególnym uwzględnieniem mikstur uzdrawiających". Szukamy tej książki – zakomunikowała jakby nigdy nic Car i otworzyła wielkie drzwi biblioteki.
    Od razu owionął je przyjemny zapach starych pergaminów i atramentu przemieszanych z kurzem. Dla Granger był to najmilszy narkotyk, jaki ktokolwiek mógł kiedykolwiek wynaleźć. Wciągnęła powietrze z lubością i odesłała machnięciem różdżki swoje tomiszcza na miejsce. Była miło zaskoczona, gdyż prawdopodobnie nikogo oprócz nich tutaj nie było – zasługa dzisiejszego meczu. Poza tym kto by się przejmował pracą domową na poniedziałek w sobotę...?
- W którym dziale mam szukać? - zapytała w końcu. - Historia, filozofia, magomedycyna czy eliksiry?
- Właśnie dlatego jesteś mi potrzebna – absolutnie nie wiem – odparła poważnie Car i ruszyła w najdalsze zakamarki regałów.
    Hermiona rzuciła okiem i już wiedziała, że zostały jej dwie ostatnie dziedziny. Z ciężkim westchnieniem, ale jednocześnie z iskierką nadziei w sercu skierowała się na prawo, aby przestudiować książki o eliksirach. Może jeśli pierwsza znajdzie ten tom, dowie się, dlaczego stał się nagle taki ważny? Wszystko było istotne. Jedno było pewne – na pewno nie zapomni takiego pokręconego tytułu.
    Tymczasem Carmen udała się prosto do działu filozoficznego. Nerwowo przejeżdżała palcami po tytułach. Dopiero w dormitorium przypomniała sobie, że obiecała sobie przeczytać tę książkę, chciała jeszcze bliżej poznać umysł autora. Chciała być zaskoczona, cokolwiek. Miała jedynie nadzieję, że Hermiona nie skojarzy faktów.
    Coraz szybciej przeszukiwała wzrokiem półki, lecz niestety nic nawet nie przypominało tego, czego szukała. Zagryzła wargi, wsłuchując się w panującą wszędzie ciszę. W końcu zrezygnowana udała się do kolejnego działu. Historia bardziej ją interesowała i tu pokładała większe nadzieje. Jej palce ponownie dotknęły grzbietów skórzanych okładek i rozpoczęły swoją wędrówkę.
    "Kolumbowska teoria świata", "Grecy, dyski, mydło", "Sphinks i tajemnica braku nosa", "Rozpruwacz, Rozpruwacz i Kuba", "Dorożkami wiktoriańskiej Anglii"... Nie o to chodziło.
    Zdenerwowana przesuwała się coraz szybciej, aż w końcu coś ją zatrzymało. Było to coś twardego i trochę ciepłego. Przerażona nagłym kontaktem, spróbowała odskoczyć, ale czyjeś ręce chwyciły ją za ramiona, a potem zasłoniły usta.
- Cicho, wariatko! - dobiegł ją znajomy głos. Zbyt znajomy. Speszona podniosła wzrok wyżej i ujrzała to, czego się spodziewała. A raczej kogo.
- Cholera, wystraszyłeś mnie! - Wyrwała się z uścisku.
- Inaczej mam na imię, Brown – oznajmił z lekkim rozbawieniem Snape.
- Co ty tu robisz?! Ktoś może nas zobaczyć... - zaczęła Car, ale skończyła, gdyż mężczyzna skutecznie ją uciszył.
    Przysunął się mocno do niej, co sprawiło, że praktycznie uszło z niej powietrze. Błyskawicznie poczuła jego chłodne wargi na swoich, odrobinę cieplejszych. Odruchowo zarzuciła mu ręce na szyję, jeszcze bardziej się przybliżając. Mruknęła cicho, gdy jego język musnął jej, a potem brutalnie rozpoczął dziki taniec. Nie mogła się opanować i obiema dłońmi jeszcze mocniej przycisnęła od tyłu jego głowę, przy okazji mierzwiąc mu włosy. Czuła, jakby ogromny płomień palił ją od środka, tak bardzo go pragnęła. Jeszcze chwila i nie wytrzyma, musiała się opanować. Leniwie oderwała się od niego, a on warknął, ponownie się przysuwając.
- Przestań... Proszę – powiedziała, wpatrując się w jego czarne jak noc tęczówki. Zaraz chyba się rozpłynie.
- Dlaczego, Brown? Dlaczego...? - zapytał jedynie, na chwilę znowu łącząc ich wargi, ona jednak dzielnie się powstrzymywała.
- Bo ktoś nas... zobaczy – odparła, oblizując powoli wargi. Po chwili zaczęła trochę bardziej myśleć racjonalnie. - Piłeś?
- Troszeczkę – przyznał niechętnie Snape. - Ale tylko kieliszek z moim chrześniakiem na uczczenie zwycięstwa w meczu. - Uśmiechnął się triumfalnie, a jej się cholernie spodobał jego zapach przemieszany z alkoholem. Ten jeden, jedyny raz.
- Miałeś tego nie robić. Obiecałeś, Severusie.
- Oj, daj spokój, Brown. Naprawdę mogłabyś...
- Skończ. Z tą. Brown. Mam imię – wyszeptała, zbliżając swoją twarz do jego tak, że ich oddechy się teraz mieszały. Rzuciła przelotnie okiem na jego usta i utkwiła wzrok w oczach.
- Doprawdy? - Uniósł brew, jakby naśmiewając się z niej. Irytowało ją to, ale jednocześnie była ciekawa, co zrobi dalej z tym ich "zawieszonym" pocałunkiem. Ona jedynie mruknęła potakująco, czując, że już długo nie wytrzyma. - Skoro tak tego chcesz... Carmen. Carmen. Carmen. Carm...
    Przyzywana właśnie Carmen nie wytrzymała i przycisnęła się mocno do niego, wpijając się zmysłowo w jego usta. Po raz pierwszy spodobał jej się posmak alkoholu, który ją chyba też odrobinę zamroczył. Dotyk tych mimo pozorów aksamitnych warg przywodził jej na myśl powiew świeżego powietrza. Jak promyk słońca w ciemnym lochu.
    Popchnął ją gwałtownie w kierunku regału tak, że musiała się złapać jednej z półek, aby nie upaść. Tego było za wiele, nie chciała stracić poczucia władzy, więc okręciła się tak, że zamienili się miejscami. Nie odrywając się od niego, całowała mocniej i szybciej, on nie był dłużny. Ogarnął ich szał zmysłów, zapomnieli o wszystkim. Jęknęła trochę głośniej, niż powinna, gdy poczuła dłoń Snape'a na swoim udzie. Instynktownie oplotła go nogą, zrzucając przy okazji kilka książek.

***

    Hermiona ze znudzeniem przeglądała ostatnie dwie półki w dziale eliksirów, gdy nagle jedna książka przykuła jej uwagę. Zamrugała. Tak, to było to. Chwyciła zdobycz w dłonie i zauważyła, że nie ma ona nawet dziesięciu lat. Musiała być całkiem niedawno wydana. Niepewnie oczyściła okładkę z kurzu, odsłaniając srebrne litery tytułu i zielono-czarną okładkę. Co dziwne, nie było autora. Powoli przeszła do strony tytułowej. To, co tam zobaczyła, sprawiło, że prawie krzyknęła i upuściła tom. Nie, to nie może być prawda. Wykluczone.

HISTORIOZOFIA PRADZIEJÓW MAGICZNYCH ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM MIKSTUR UZDRAWIAJĄCYCH

HOGWART, 1990

SEVERUS SNAPE
MISTRZ ELIKSIRÓW

ALBUSOWI, ZA WSZYSTKO I NA ZAWSZE

    Niby na co Carmen była książka jednego z nauczycieli? Owszem, lubiła eliksiry, ale takie nagłe zainteresowanie książką o tak pokręconym tytule? Tak nawiasem mówiąc, to tylko Snape mógł wymyślić coś tak chorego. Cztery dziedziny pomieszane ze sobą – chyba chciał, żeby nikt nigdy tego nie przeczytał. W innym wypadku nadałby jakąś sensowniejszą nazwę. Już "Grzybki w pradziejach" brzmiały bardziej zachęcająco.
    Nagle Hermiona usłyszała coś w rodzaju odgłosu spadających książek. Hałas? W bibliotece? Musiała to sprawdzić. Szybko zatrzasnęła... dzieło nauczyciela i wyjrzała zza regału. Nikogo tu nie było. Ruszyła dalej i gdy nadal nic nie słyszała, postanowiła poszukać Carmen. Potrzebuje wyjaśnień. Po co jej ta książka?
    W umyśle Hermiony kiełkowała pewna myśl, ale stwierdziła, że jest kompletnie niedorzeczna. I bezsensowna. Dlatego lepiej skupić się na czymś innym.
    Nie znalazła jej w dziale filozoficznym, więc skierowała się do historycznego, który był niedaleko. Już miała wejść w rząd szaf, gdy dobiegł ją dziwny odgłos. Dziwny i bardzo niepokojący. Zaraz... Tam miała być Carmen? A skoro tak to...
    Hermionie zrobiło się niedobrze, gdy usłyszała jej jęk. Dwa przyspieszone i głośne oddechy sprawiły, że coś mocno przekręciło się jej w żołądku. Bała się, co zastanie za regałem, ale musiała to powstrzymać. No żeby tak bezcześcić książki?!
    Odetchnęła raz i drugi, po czym szybko wyjrzała za róg. Zaraz potem krzyknęła. Następnie usłyszała inny krzyk i głośne przekleństwa. A później upadła na podłogę.

***

- Co z nią zrobimy?
- Wiesz, mogę ją przenieść do Zakazanego Lasu i...
- Severus!
- To może pusta Komnata Tajemnic?
- Nie ma mowy.
- Tak wszyscy wychwalacie tę nadzieję, a jak przychodzi co do czego to...
- Zamknij się – warknęła Carmen.
- Zmuś mnie. Jakoś wcześniej nie miałaś nic przeciwko – zadrwił.
- Miałam, ale użyłeś perswazji.
- Ach, czyli to wszystko to moja wina? - zapytał Snape, krzyżując ręce na piersi.
- Czy to ja do ciebie przyszłam? Nie. - Carmen miała coraz bardziej rozwścieczoną minę, której już nawet nie starała się ukrywać.
- Specjalnie się nie broniłaś, Brown – rzucił oburzony.
- Och, wróciliśmy do Brown? A gdzie się podziało Carmen? - Swoje imię wymówiła w sposób, który go pariodował.
- Zniknęło, gdy tylko pojawiła się ona – prychnął i wskazał na Hermionę palcem.
- To moja przyjaciółka i jakbyś nie zauważył, nie dałeś mi nawet powiedzieć, że ona tu jest! - krzyknęła głośniej.
- Nie musiała tu ładować swojego kudłatego łba.
- Coś ty powiedział?
- To, co słyszałaś. Co zrobisz, Brown, rzucisz się na mnie? - Spojrzał na nią sugestywnie z drwiącym uśmiechem.
- Może. Mam czarny pas w baritsu.
- Nie wiedziałem.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Kłamiesz.
- Przekonaj się.
- Chętnie... przejdziemy do mnie?
- Na dzisiaj ci raczej wystarczy – zauważyła Carmen, jednocześnie poprawiając włosy i wygładzając koszulę.
- Mi nigdy nie wystarczy, moja droga.
- Kłamiesz – stwierdziła, ponownie czując dziwne gorąco w przełyku.
- Jane – dobiegł ich głos z podłogi. - Hermiona Jane Granger.
- Obudziłaś się! - zawołała Brown i uklękła przy niej. - Bredzisz?
- Imię. Dla dziewczynki. Tak, jakbyście się zastanawiali.
- Majaczysz.
- I Harry dla chłopca. Albo Mike. Mike jest w porządku.
- Nieźle się walnęłaś w głowę, Granger – kwaśno zauważył Snape.
- Ja nie... - Dopiero teraz go zobaczyła po przebudzeniu i zaczęła panikować. Przecież to nauczyciel! Ale zaraz... To nie ona miała z nim romans, tylko jej współlokatorka... - Ja stanowczo ostatnio za dużo mdleję.
- Idź do uzdrowiciela, Granger. Może przy okazji zrobi ci coś z tymi zębami – rzucił mężczyzna. Teraz przesadził – Carmen spojrzała na niego tak zimno, że cud, iż jeszcze nie zamienił się w posąg.
- Severusie Tobiasie Snape – wycedziła. - Wyjdź.
- Słucham? - zakpił.
- Wersja dla niedosłyszących lub chorych umysłowo: tam kawałek dalej masz taki wielki prostokąt z czymś wystającym. To drzwi z klamką. Naciśnij klamkę, wyjdź i zamknij drzwi. Taka filozofia.
- A właśnie, czy to moja... - Chciał zapytać, wskazując na książkę obok siedzącej na podłodze Hermiony.
- Wyjdź. Do pokoju! - wykrzyknęła dziewczyna i pogroziła mu palcem.
- Czy ty każesz mi iść do pokoju? Dobra, dobra, już idę. Tylko nie próbuj tych sztuczek na mnie. No przecież idę, idę... Nie rób głupich rzeczy, jak zwykle zresztą – powiedział kąśliwie i wyszedł.
    Car odetchnęła i odwróciła się do Hermiony, która wpatrywała się w nią z otwartymi ustami. Po chwili przełknęła ślinę i głośno zapytała:
- Jak to się stało?




_____________________________________________
Historiozofia to filozofia historii.

18 komentarzy:

  1. GENIALNY rozdział :) Scena gdy Hermiona ich przyłapała była boska!!
    I oczywiście, że chcę scenę Harrymionową :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O JAAAAAA!
    O ja! O ja! O ja!
    Cudowne, no po prostu zakochałam się!
    Bardzo mnie zaciekawiła książka Snape'a. Mam nadzieję, że napiszesz o niej więcej ;)
    I tak w ogóle to Carmen jest bezbłędna, a Snape taki.. Snejpiasty xD
    Merlinie, uwielbiam Cię i Twoje opowiadanie!

    PS I tak, chcemy, a przynajmniej ja chcę scenę Harrymionową! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej hej :P
    Jestem tu nowa, wpadłam tu przypadkowo i się zakochałam :D
    Piszesz tak, ze jak zaczynam czytać to nie mogę skończyć. Miałam do przeczytania od początku to siedziałam pół nocy bo się nie mogłam oderwać. Wciągajace.. :D No troszku brakuje takich słodkich scen z kochankami bo je się najprzyjemniej czyta :> Mogłam sobie usiąść i zapomnieć o problemach których ostatnio miałam zbyt dużo, tak się oderwać od wszystkiego :) Więc dołączam do grona i czytam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że komentujesz :D Serio, aż pół nocy? :O
      Mi zapomnieć o problemach pomaga właśnie pisanie, to wręcz moje uzależnienie. Zaczęłam tego bloga, gdy właściwie wszystko w swoim życiu zaczynałam od nowa i bardzo mi pomógł. No i cudowni czytelnicy :D

      Usuń
    2. No dokładnie, też pisze jak chce się czymś zająć i nie myśleć. Albo rysuje bo też mi wychodzi. Co do blogów mam małe doświadczenie, sama miałam ale niestety nie skończyłam i gdzieś zaginą.. :( Jest tysiące blogów ale mało wartych uwagi, a twój jest :) Jestem więc czytelniczka od niedawna. Moje opowiadania leżą odłogiem, mam słomiany zapał, ciesze się że ciebie nie opuszcza bo miło się czyta, czekam na nastepny i scene z naszą ukochaną parą :d

      Usuń
  4. Ojej wspaniały rozdział.;3
    Oczywiscie chce Harrymionową scenkę.^^

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG kompletnie nie wiem jak to skomentowac xD
    Zaskoczylas mnie ale to dobrze:-)
    Hermiona w koncu sie dowiedziala o schadzkach Carmen i Severusa i nie moge sie doczekac co bedzie dalej!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. AA!! CUDO!! Kocham to opowiadanie! Scena jak Hermiona ich przyłapała była genialna :D. Imię. Dla dziewczynki. Tak, jakbyście się zastanawiali haha :D. Oczywiście, że chcę Harrymionową scenę! Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału :)!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahhahahahhaxd
    Ten rozdział mnie rozwalił.
    Psychicznie, umysłowo i fizycznie xD
    G.e.n.i.a.l.n.y.:)
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahah wooow
    Zajebisty rozdział xD
    Szalony Snape napada na uczennicę ^^
    Jeeej szkoda mi trochę Hermiony to na pewno niezły szok, ale fajnie że wreszcie się dowiedziała. Ale kuuurcze co teraz bd? już nie mogę się doczekać nowego rozdziału. No i bd tam Barnabas ♥
    Ale ryly? Historiozofia pradziejów magicznych ze szczególnym uwzględnieniem miktur uzdrawiających? hahaha spoko naprawde tylko Snape mógłby wymyślić taką książkę xD ale w sumie... Car czyta jego książkę, Hermiona pana profesora Wampirka :P

    Pozdrawiam, życzę duuużo weny :)
    ~Julla

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam podejrzenia, ale teraz wiem na pewno - chcesz mnie zabić.
    Owszem, mam gorączkę, jakieś 38,9 a przez Ciebie i Twoją...scenę w bibliotece, mam około 40 stopni. Czerpiesz sadystyczną radość z powolnej śmierci Twojej ofiary? ;_; Powiedz mi, jestem ciekawa ;_;
    W sumie dobrze, że urywasz w TAKICH momentach (przynajmniej teraz) bo z pewnością bym tu zeszła. I kto by teraz pisał taki ładny komentarz?
    "Albusowi, za wszystko i na zawsze" <-- Brzmi jak wyznanie miłości XD CARMENT, INTERWENIUJ!
    Ej, Hermiona, luz. To nie jest bezczeszczenie książek. To raczej...chrzciny. No, coś w tym guście :D
    Hahahah, jak Carmen się wkurzyła, to przypomniałam sobie "Salę samobójców": "Widzisz ten prostokąt z klamką? To drzwi. Wyjdziesz sobie przez nie, do ogrodu, tam odetchniesz a później wypierdalaj!" :33
    KOCHAM CIĘ SEVERUSIE. Zwłaszcza kiedy jesteś pijany i nienasycony :33
    Pis, joł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. stfu, nie CARMENT tylko CARMEN
      sorry nie widzę ;_;

      Usuń
  10. Tak bardzo cudownie. Scena z Hermioną wymyślającą imiona nieziemska. Zaskoczyłaś mnie totalnie :3 Świetnie grasz na emocjach, pisząc to naprowadzasz czytelnika na sytuację i pozwalasz mu mieć własne wyobrażenie. Gratuluję. Notka prześwietna, na coś takiego czekałam :>Scena Harrymione - of course, byle długa :D
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. WOW. Więcej nie komentuję. To słowo zawiera wszystko. I SEVERUS <3.

    OdpowiedzUsuń
  12. Będę oryginalna. Nie chcę Harrymionowej scenki! Ja chcę bitwę o Hogward! Chcę krwi, śmierci i Irytka śpiewającego o klęsce Voldka! No! Ale nie mam nic przeciwko odrobinie Bellatriks...Jakbyś kogoś uśmierciła też by było fajnie...Jakiś zwrot akcji, ranny Severus/Harry...Jeju...Ja naprawdę mam coś nie tak z tą moją łepetyną...Rozdział zwyczajowo już może dostać tylko określenie świetny!

    D.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ostatnio stałam się leniwa bardzo i nie chciało mi się komentować. Także ten rozdział bardzo przypadł mi do gustu, bardzo przyjemnie się go czytało. Czekam na Harrymionową scenę
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. hahaha rozwaliłaś mnie naprawdę! uwielbiam ten parring. Jest taki zakazany, a ak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej :P
    Zrób Harrymionową scenkę! Żeby można było żygać tęczą i tańczyć z jednorożcami na różowej polanie! Tak! :D
    Czy to dziwne, że kręci mnie Barnabas i z chęcią widziałabym go u boku Hermiony? bo Harry jest taki...zbyt kochany jeśli można to tak ująć, a Barnabas ma w sobie tą nutkę tajemniczości i magii, która bardzo mi się podoba xd
    Pozdrawiam i życzę weny
    Faith
    PS. W wolnej chwili zapraszam do mnie. Liczę, że pozostawisz za sobą ślad w postaci komentarza dont-trust-strangeres.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow, genialne dialogi! Zwłaszcza między Carmen, a Snape'm ;P Dołączam się do prośby o Harrymionową scenę haha xD
    Moim zdaniem bardzo dobry rozdział ;) Na początku było trochę sztywno, ale później wszystko nabiera rozpędu i paraliżuje ;P Uwielbiam Snape'a w Twoim wykonaniu, jego boskie riposty, czarny humor i ogólnie .. całokształt ;P

    hgwk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll