Harry Potter - Book And Scroll

14.2.14

41. Wszystko widział śnieg

"Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem,
A stanę się tej myśli narzędziem, zegarem,
Na twarzy ją pokażę, popchnę serca biciem,
Rozdzwonię wyrazami i dokończę życiem.
Jam się w miłość nieszczęsną całym sercem wsączył..."
- Juliusz Słowacki, "Kordian"

    Ten tydzień w szkole mijał wyjątkowo spokojnie. Harry ponownie przyzwyczajał się do rytmu nauki i Hermiona musiała przyznać, że naprawdę zaczął się przykładać. Przestał odkładać większość prac domowych na ostatnią chwilę, a nawet wypożyczył jakąś książkę z biblioteki.
    Jedyne, co ją zdziwiło, to pierwsza lekcja obrony przed czarną magią po powrocie Harry'ego. Profesor Collins wszedł wtedy do klasy, a w jego oczach mogła wyraźnie dostrzec ból. Aż dziwiła się, że nikt inny nie zwrócił na to uwagi.
    Jak zwykle stanął przed biurkiem i przywitał się. Tyle, że dodał do tego jeszcze:
- Pan Potter. W końcu pana widzę na zajęciach. - Wyczuła w jego głosie coś w rodzaju pretensji i nie podobało jej się to. Zdecydowanie.
- Tak, hmmm... W końcu doszedłem do siebie. - Harry chciał na początku odpowiedzieć coś mniej stosownego, ale gdy poczuł jak Hermiona lekko ściska pod stołem jego rękę, uspokoił się. I tak nic by mu to nie dało.
- Rozumiem, że nadrobił pan materiał? - Wampir uniósł odrobinę głowę, jakby chciał jeszcze bardziej uwypuklić to, że jest wyższy.
- Oczywiście – powiedział spokojnie Harry.
- To dobrze – odparł szybko Barnabas i zwrócił się do całej klasy. - Wzór ucznia, naprawdę! - Po czym dodał ciszej: - Bierzcie z niego przykład... - Ale nie popełniajcie tego błędu i nie wybudzajcie się, pomyślał. Tego dnia miał naprawdę parszywy humor. - Dzisiaj zajmiemy się wyjątkowo silnym zaklęciem ochronnym, więc lepiej przygotujcie...
    Dalsza część lekcji upłynęła już w milszym nastroju. Collins po prostu ignorował Harry'ego, starał się też nie zwracać uwagi na Hermionę, ale... niezbyt mu to wychodziło. Co chwilę przyłapywała go na krótkim spojrzeniu czy nawet lekkim półuśmiechu w jej stronę. Co tu ukrywać, trochę ją to peszyło, ale nie mogła za bardzo nic na to poradzić. W końcu Barnabas zawsze był dla niej miły, a ostatnio musiał mieć złe dni, to wszystko.
    Gdy w piątek ostatnia lekcja dobiegła końca, wszyscy uczniowie ogromnie się ucieszyli. Zresztą chyba było tak zawsze – weekend to dzień najbardziej wyczekiwany, tym razem nawet przez Hermionę. Dlatego gdy wracała z Harrym do Pokoju Wspólnego, aby trochę odpocząć i odłożyć torby, szczerze się uśmiechała. Plotki na temat powrotu Harry'ego znacznie przycichły, za to zastąpiły je spekulacje na temat Balu Bożonarodzeniowego. Uczniowie kompletnie nie wiedzieli, czego się spodziewać, podejrzewali jedynie, że będzie podobnie jak dwa lata wcześniej.
    Harry doskonale pamiętał tamto wydarzenie i niezbyt mu się uśmiechało kolejne. Mimo to postanowił o tym nie myśleć, w końcu został jeszcze prawie miesiąc.

***


    Hermiona odłożyła książki na odpowiednie miejsce i przeciągnęła się. Widziała Carmen, która zachowywała się dziwnie, nawet jak na nią. Obserwowała lekkie podenerwowanie na jej twarzy, gdy spoglądała na siebie w lustrze i przygładzała ubranie. Nie był to mundurek szkolny, co nie powinno nikogo dziwić w piątek po południu, ale i tak wywarła wrażenie na Hermionie. Wyglądała po prostu ładnie, jakby dzisiaj szczególnie o to zadbała.
    Przypomniała sobie słowa Harry'ego, gdy jeszcze leżał w Skrzydle Szpitalnym. Dzięki temu właśnie dotarło do niej, że Brown szykuje się na spotkanie z kimś. Na pewno. I to z człowiekiem, człowiekiem! W tej chwili wydało jej się dziwne, że ktoś w ogóle zdecydował się z nią związać. Carmen nie była łatwą osobą, zdecydowanie. Chociaż po tym, co wcześniej ją spotkało... Powinna być szczęśliwa.
    Hermiona już otwierała usta, aby w końcu zapytać dziewczynę wprost, dlaczego nie mówi jej o pewnych rzeczach, lecz w tym samym momencie dobiegł ją głos wołający ją po imieniu. Spojrzała na zegarek. Faktycznie, powinna już iść, a biedny Harry nie może przyjść po nią do dormitorium. W duchu przeklęła staroświeckie zasady dotyczące chłopców w żeńskich dormitoriach. Kiedyś to wydawało jej się właściwe, ale teraz... wiele rzeczy utrudniało.
    Szybko chwyciła płaszczyk i szalik, po czym weszła do Pokoju Wspólnego, gdzie czekał na nią Harry.
- Co tak długo? - zapytał przekornie, całując ją lekko w policzek.
- Zaczytałam się – odparła dziewczyna, lekko się rumieniąc.
- Tak myślałem. Idziemy?
- Idziemy – przytaknęła.
    Złapali się za ręce i wyszli z zamku, kierując się na rozległe błonia. Na zewnątrz Hermiona szczelniej zapięła płaszczyk i poprawiła szalik. W powietrzu czuć było wyraźnie, że nadszedł grudzień. Bijąca Wierzba zrzuciła z siebie wszystkie listki, a Zakazany Las już nie zielenił się na tle nieba, które robiło się coraz bardziej pomarańczowe. Tafla jeziora zrobiła się czarna, nie mącił jej żaden podmuch wiatru.
    Szli ścieżką prowadzącą do małej chatki Hagrida. Niewiele rozmawiali, w końcu mogli rozkoszować się swoim towarzystwem w ciszy, której w szkole zbyt wiele nie było. Na dodatek byli pewni, że niedługo i tak dudniący głos Hagrida wypełni im uszy. Nie, żeby tego nie lubili. Ten półolbrzym zawsze był dla nich miły i z radością ponownie się z nim spotykali. Minusem były jedynie twarde jak tłuczki ciasteczka i dziwnie smakująca herbata. Harry nie chciał wiedzieć, co jest w jej składzie, tak na wszelki wypadek.
    Gdy byli już prawie na miejscu, Hermiona zatrzymała się. Chłopak popatrzył na nią zdziwiony, a ona uśmiechnęła się, pokazując palcem w górę. Faktycznie, coś tam było. Białe, puchate coś.
- Harry, widzisz to, co ja? - zapytała z wyraźną radością w głosie.
- Chyba tak. Idzie zima – stwierdził.
- Pierwszy śnieg w tym roku! - wykrzyknęła, strącając z ramienia pojedynczy płatek.
- Przecież widzę – odparł rozbawiony Gryfon, widząc prefekt swojego domu zachwycającą się zamarzniętą wodą.
- Oj, przecież lubisz śnieg! Ulepimy niedługo bałwana?
- Możemy. Ale bez nosa, dobra? - zażartował.
- I jak go nazwiemy? Beznosy? - uniosła brew.
- Może. – Uśmiechnął się i znowu chwycił ją za dłoń. - Lepiej chodźmy, bo się spóźnimy. Później pobawisz się w śniegu.
- Nie śmiej się ze mnie – powiedziała karcąco i szturchnęła go w ramię. - Co roku razem z tatą lepiliśmy bałwana, jeszcze zanim dowiedziałam się o magii.
- Tutaj to jest niepotrzebne. Wystarczy, że mamy Malfoya w zamku i... - W tym momencie przerwał, bo oberwał śnieżką w ramię. Już miał odparować atak, gdy drzwi chatki przed nimi się otworzyły i stanął w nich ucieszony Hagrid.
- Cholibka, w końcu przyszliście – zagrzmiał, a oni wymienili porozumiewawcze spojrzenia. - Wchodźcie już, herbatka stygnie.
    Zdjęli z siebie okrycia i usiedli na swoich zwyczajowych miejscach. Półolbrzym podał im ogromne kubki z dziwnie bulgocącym płynem, a na stole postawił talerz z ciastkami wielkości dłoni dorosłego człowieka. W końcu usiadł na wielkim, ciosanym z drewna krześle i przyjrzał im się bacznie.
- Dawno żem was nie widział. Wszystko wporząsiu?
- No jasne, Hagridzie. Przepraszamy, że tak długo nas u ciebie nie było, ale Harry miał ten wypadek, a wcześniej tyle się działo... - Hermiona zaczęła wyrzucać z siebie słowa jak z karabinu, opowiadając parę ciekawych rzeczy z życia w szkole. Gajowy pytał też o chorobę Harry'ego, przeklinając jednocześnie Śmierciożerców i ich wymyślne zaklęcia.
- Zaraz, gdzie Ron się zapodział? - Para popatrzyła na siebie, po czym oboje się lekko zaczerwienili.
- Wiesz, tak właściwie to pewnie jest z Luną... - zaczął chłopak niepewnie.
    Hagrid najpierw zmrużył dziwnie oczy, a potem spojrzał na nich z niedowierzaniem. Odetchnęli z ulgą, gdy na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, znikający częściowo w gęstej brodzie.
- Cholibka, żem dopiero teraz zobaczył, że wy smalicie do siebie cholewki! - przerwał ciszę po jakimś czasie. Na te słowa Harry i Hermiona wybuchli śmiechem. - No, ale co jam takiego powiedział?
- Hagridzie, nikt... Nikt już tak nie mówi – wyjaśniła, wciąż rozbawiona, Gryfonka.
- Dokładnie! - potwierdził Potter, po czym dodał poważniej: - Ale masz rację – powiedział i lekko ścisnął dziewczynę za dłoń, uśmiechając się do niej, co ona odwzajemniła.
- Ja żem zawsze wiedział, cholibka, że wy do siebie pasujecie – stwierdził z wyraźną dumą gajowy.
- A jak tam Madame Maxime? - zapytał, trochę uszczypliwie, Harry.
- No, wiecie... - Trochę posmutniał. - Dawno się nie odezwała, ale myślę, że będzie wporząsiu... Jeszcze herbatki?
    Rozmowa ciągnęła się dość długo. Niebo na zewnątrz kompletnie pociemniało, śnieg sypał coraz mocniej, zbierając się grubą warstwą na parapecie okna, a Hermiona zaczęła się zastanawiać, czy nie powinni już wracać, aby żaden nauczyciel ich nie złapał. W końcu Harry zgodził się z nią i pożegnali się z Hagridem.
- Przyjdźcie jeszcze niedługo, Rona też przyprowadźcie. Bidulek, na pewno też się stęsknił...
- Przekażemy mu, że się o niego martwiłeś – zapewnił Harry, podał ramię Hermionie i razem ruszyli w stronę zamku.
- Naprawdę było przyjemnie – oznajmiła, gdy już trochę oddalili się od chatki.
- Od początku tak mówiłem. I nie mogę zapomnieć jego miny, gdy w końcu dotarła do niego brutalna prawda o nas...
- Dlaczego brutalna? - zaperzyła się Hermiona.
- Dlatego. - Chwilę później Harry posłał w jej stronę naprędce ulepioną śnieżkę.
- Pfff... Nie trafiłeś. Nawet nie wiesz, z kim zadzierasz.
- Ależ wiem. - Tym razem zimna kula dosięgła celu. - Musimy skończyć to, co zaczęłaś zanim weszliśmy do Hagrida. - Ponownie trafił.
- Tego za wiele. Szykuj się! - powiedziała wyzywająco i posłała śnieżkę prosto w chłopaka, trafiając w jego czarną czuprynę.
- Ej, ja ci nie celowałem w twarz!
- Nie ustalaliśmy żadnych reguł.
- Nie? Sama tego chciałaś! - Odbiegł kawałek dalej, chowając się na chwilę za zasypanym krzakiem i formując szybko w dłoniach kulki. Gdy było ich już około dziesięciu, wychylił się i spojrzał w stronę Hermiony.
- Wyjdź i walcz jak na Wybrańca przystało! - powiedziała, a on zaniemówił. Zobaczył ścianę śniegu, która ją zasłaniała, a obok całą artylerię lodowych pocisków.
- Co... co ty zrobiłaś?!
- Kilka prostych zaklęć – odparła ze słodkim uśmiechem i wymierzyła w niego, niezwykle celnie. - Poddajesz się?
- W życiu! - odkrzyknął i znowu się schował. Chwycił jedną z kulek i rzucił w jej kierunku, a kiedy odskakiwała, wybiegł z kryjówki i pobiegł szybko w jej stronę. Nie minął moment, a już leżała w śniegu, powalona przez Harry'ego.
- Wygrałem – mruknął, patrząc jej w oczy.
- Chciałbyś – dodała ze złowieszczym uśmiechem, po czym szybko zrzuciła go z siebie, zamieniając się teraz miejscami. - Teraz się poddajesz?
- Może... - powiedział, unosząc kąciki ust coraz wyżej.
    Mimo tego, że było ciemno, wyraźnie widział jej twarz. We włosach miała trochę śniegu, który pod wpływem ciepła jej ciała zaczął topnieć, co dało niesamowity efekt. Policzki jej się zarumieniły, oddech miała przyspieszony i wyglądała po prostu pięknie. Odruchowo odgarnął jej włosy z czoła. Wtuliła policzek w jego zimną dłoń i naprawdę poczuł się wtedy wspaniale.
    Zbliżył swoją twarz do niej, widział na jej rzęsach kropelki wody. Tak wiele dla niego znaczyła. Poczuł się, jakby była w jego życiu od zawsze. Była jego częścią. Wierzył w to.
    Gdy ich usta się zetknęły, poczuł wszechogarniające go ciepło. To wyjątkowo miłe uczucie. Z Cho tak nie było. Hermiona sprawiała, że jego świat wirował, w ogóle istniał. To był delikatny i krótki pocałunek, ale zawarli w nim wszystko. Znaczył naprawdę wiele.
    Lekko odsunęli się od siebie, a Harry pogładził ją lekko po policzku.
- Wygrałem. – Uniosła brew. - You rock my world – powiedział i uśmiechnął się. Usiedli na mokrym śniegu, ale Hermiona rzuciła na nich zaklęcie suszące i ogrzewające, więc nie marzli.
- Harry... To naprawdę nie jest sen, zwyczajna iluzja? - zapytała nieśmiało.
- Przecież siedzimy tutaj, razem – odparł zdziwiony. - Doskonale wiesz, że jesteś dla mnie ważna. Nie zamieniłbym cię na nic w świecie. Bez ciebie... - Spojrzał na nią. - Bez ciebie czuję się niekompletny.
- To prawda? Mówisz to, bo musisz czy...
- Hermiono. Popatrz na mnie.
    Uniosła lekko wzrok, odnajdując zielone źrenice.
- Jesteś dla mnie wszystkim. - Chwycił lekko jej twarz w dłonie, wpatrując się w oczy koloru starego złota. - Kocham cię.
- Co... Co proszę? - zapytała, nie wiedząc, co się właściwie dzieje.
- Nie mówiłem ci tego, ale... Hermiono Granger, kocham cię.
- To... Ja nie... - zaczęła się coraz bardziej jąkać, w jej oczach pojawiły się łzy. - Nie spodziewałam się tego...
- Dlaczego? Myślałem, że to oczywiste. Jesteś niezwykła i pamiętaj o tym.
- Po prostu... Harry, piszą o tobie w gazetach. W podręcznikach do historii. To jest niewiarygodne. Zawsze mi się podobałeś, marzyłam o tej chwili... To jest zbyt piękne. Byliśmy razem, ale nigdy mi nie mówiłeś takich rzeczy. Czy na pewno wiesz co...
- Jestem tego całkowicie pewny. Kocham cię. Chciałbym wiedzieć: czy ty mnie też? - zawiesił lekko głos, patrząc na nią w taki sposób, że Hermionie zabrakło tchu.
    W odpowiedzi pocałowała go, długo i mocno. Była ogromnie szczęśliwa. Tego wieczoru spełniło się jedno z jej największych marzeń. Nie mieściło jej się to w głowie, ale stwierdziła, że Wszechświat nie funkcjonuje racjonalnie. Coraz bardziej podobał jej się ten brak logiki w działaniu.
    Objęła go mocno za szyję i przyciągnęła do siebie. Śnieg znowu sypnął mocniej i czuli spadające na nich i topniejące szybko płatki.
- Kocham cię, Harry Potterze. I już zawsze będę – wyszeptała pomiędzy pocałunkami.
    Na te słowa oderwał się od jej ust i mocno ją przytulił. Czuła jego ciepłe dłonie na swoich plecach, mimo dość grubego płaszczyka. W tej chwili wszystko wydało jej się możliwe.
    Po jakimś czasie wrócili w końcu do zamku, ponownie zachowując się jak dwójka wariatów, jednak bez przeszkód trafili do Pokoju Wspólnego. To, że na ich drodze nie stanął Snape, wydało im się wręcz cudem.
    Pożegnali się czule i rozeszli do swoich dormitoriów.
    Harry zastał tam Rona przyczepiającego na ścianę obok łóżka kolejny plakat Armat z Chudley. Nawet się nie odezwał, tylko rozmarzony rzucił się na łóżko, w końcu zapominając o złu czekającym w wielkim świecie.
    Hermiona natomiast zastała Parvati, ale siedziała ona przy oknie i widocznie znowu rozpamiętywała śmierć Lavender. Po tym wydarzeniu kompletnie ucichła.
    Nie zamierzała sobie psuć nastroju ponurymi rozmyślaniami, więc chwyciła jedną z książek, lecz zupełnie nie mogła się skupić. W końcu zrezygnowała z tego pomysłu i poszła do łazienki wziąć relaksującą kąpiel.
    Jednego mimo wszystko była ciekawa: gdzie podziewa się Carmen?

10 komentarzy:

  1. Jest!!!Wreszcie!Nie pomyliłaś się przy numerowaniu?Napisałaś 42, a nie było 41, chyba, że ja o czymś nie wiem... Eee... Ja tego oczywiście nie przeczytam- jestem fochnięta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiadam na własny komentarz...To jest dziwne.Wycofuje to o złym numerze-albo Jacksa poprawiła, albo muszę wymienić telefon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacksa poprawiła i bardzo dziękuje za zwrócenie uwagi :D

      Usuń
  3. Genialny XD. Zwłaszcza scena z Hagridem <3. Lovki dla tego człowieka, a raczej półolbrzyma...whatever
    i to wyznanie Harryego.
    Przeurocze. Aż wybaczę, że w taki dzień XD.
    Czekam na następne i pozdrawiam,
    Honeyed Girl.
    PS. Zapraszam również na mojego nowego bloga, na razie pojawił się tam tylko prolog, ale postaram się wstawić 1 rozdział w najbliższym tygodniu.
    http://rivendell-high-school.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział :) Wyznanie Harrego i reakcja Hermiony wspaniała!!
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i zastanawiam się kogo znajdziesz dla Barnabasy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak suodko *.* Aż się łezka zakręciła przy wyznaniu.
    - Ulepimy niedługo bałwana?
    - Możemy. Ale bez nosa, dobra? - Tak wspaniałe, że lepiej być nie mogło :D
    Barnabas z kimś sparowany?! Będę zazdrosna >.<
    Rozdzialik cudowny, moim zdaniem cudownie poprowadzona rozmowa z Hagridem. Taka prawdziwa :) Miłą tonacja i ładny opis krajobrazu, gdy wychodzili z zamku. Czyli jak zwykle same cudowności :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Brakuje mi scen z Barnabasem i Hermioną :c

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam na sparowanie Barnabasa mrr XD
    To wyznanie było boskie, piękne, cudowne <3
    Słodko. Czekam na następny rozdział :)
    pozdrawiam,
    Avis
    http://harrymione-forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. No i wporząsiu i nadrobiłam.
    I rozdział też wporząsiu. A bałwan jaki fajny! :D Hagrid, kocham Cię, mój ty olbrzymie ;______; (czuję się niekochana, muszę wzbudzić zazdrość u Severusa, ciiiii)
    Ej no, poważnie! Myślałam, że wszystko przeczytałam a tu...2 notki w plecy jestem. Eeeepic faaail :D
    Tak sobie na początku pomyślałam, że fajnie by było jakby Hermionka, miłośniczka śniegu, miała skok w bok z Barnabasem, ale później ten Harry wyjechał z tym "Kocham Cię" i tak się jakoś słodziutko zrobiło...no i jeszcze masz zamiar z kimś go sparować :D Z KIM ;_;
    No...to ja się tutaj jeszcze wrócę, na moją randkę :D
    CZEKAM.
    P.S. Walentynki? Co to? O Alantynkach słyszałam, i bardzo hucznie je obchodzę, ale Walentynki? To jakaś nowa, egzotyczna potrawa czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzień dobry.
    Z okazji mojego lenistwa (nie chce mi się wstać po książkę) postanowiłam tu zajrzeć i odbić należne mi pierwsze miejsce w statystyce komentarzy. A tak poważnie:
    Po takiej ilości słabych fanficków, jakich się ostatnio naczytałam nawet nie mam wrażenia przesłodzenia. To źle. No, może poza (w mojej opinii dość kiczowatym) fragmentem "You rock my world", ale z tego cię chyba nie wyleczę.
    Ciężko mi się czyta, ale narazie lenistwo wygrywa. A "Sherlock" czeka...

    Joker po ewolucji

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll