Harry Potter - Book And Scroll

3.11.13

37. Wszystko się zmieni

"Czy tak pachnie strach? 
Sam go sobie wymyśliłem 
Stoję twarzą w twarz 
Z tym człowiekiem, którym byłem 
Zimno patrzy na mnie - 
Jakby chłodem zabić chciał 
Lecz to przecież ja 
A sam siebie nie zabiję 

Gdybym miał urodzić się na nowo 
Gdyby drugą szansę los mi dał 
Poszedłbym tą samą ślepą drogą 
Będę taki sam, zawsze taki sam 
Zawsze taki sam 
Będę taki sam 
Zawsze taki sam"
- IRA, "Taki sam"


    Minęło kilka dni i nie przyniosły one nic niespodziewanego. No, może z wyjątkiem powolnych, bardzo powolnych zmian w Harrym. Owszem, to nadal nie był dawny chłopak, miał kąśliwy charakter i wyraźnie uprzykrzał innym życie. Mimo to Hermiona odwiedzała go codziennie, rozmawiała z nim. Zaczęła postrzegać go w zupełnie innym świetle, to było coś niesamowitego, niewiarygodnego.
    W międzyczasie postanowiła śledzić Carmen. Bo przecież nawet ona nie może się perfekcyjnie ukrywać, prawda? Na razie marne efekty wyraźnie przeczyły tej teorii. Zawsze, gdy Hermiona czuła, że już prawie ją miała, Brown znikała za rogiem lub wchodziła w ciemny korytarz, ale już z niego nie wychodziła. Gryfonka nie miała pojęcia, co robi źle. Udało jej się podkraść parę powieści szpiegowskich od Car, ale na niewiele się to zdało. W każdym razie nie uśmiechało jej się chodzenie po zamku w czarnej kominiarce i okularach przeciwsłonecznych. Jeszcze Barnabas pomyślałby, że to jakiś przytyk do jego... przypadłości.
    W sobotę około południa nadszedł dla Hermiony czas, aby znowu odwiedzić Harry'ego w Skrzydle Szpitalnym. Przywykła już do tych wizyt, chociaż nie zawsze jej się podobały. Mimo to były dla niej ważne. Harry był ważny.
    W środku jak zwykle ogarnął ją typowy, szpitalny zapach. Skrzywiła się lekko, ale mimo to podeszła do jednego z łóżek po lewej stronie. Usiadła obok i posłała chłopakowi lekki uśmiech.
- Cześć. - Skinął jej głową.
- Jakieś postępy w... śledztwie? - zapytał ironicznie.
- Żadnych – odparła ze smutkiem.
- Tego się spodziewałem – oznajmił lekkim tonem i przeciągnął się. - Czuję, że jej nie rozgryziesz.
- Nie trać tak szybko wiary we mnie – żachnęła się.
- Jakbym jakąś miał...
    Jeszcze niedawno rozpłakałaby się albo chociaż zrobiłoby się jej żal. Tym razem jednak Hermiona uśmiechnęła się jeszcze szerzej i lekko pogroziła mu palcem.
- Pamiętaj, że kiedyś się jeszcze na tobie odegram.
- A tylko spróbuj... - skrzywił się teatralnie. Mimo to dostrzegła cień uśmiechu czający się w kącikach jego ust. Raczej dobry znak.
- Możesz być przekonany, że to zrobię. - Przysunęła się lekko i wpatrzyła w jego oczy. Tak bardzo brakowało jej jego dotyku, tego czułego głosu, pocałunków...
- Będę miał dużo do nadrabiania? - Harry wyraźnie chciał zmienić temat. Czyżby coś w nim... drgnęło?
- Bardzo. Spokojnie, chętnie ci pomogę i...
    Przerwał jej nagły atak kaszlu. Chłopak zaczerwienił się z wysiłku, ale po chwili wszystko wróciło do normy.
- Co to było?
- Nic. Czasami tak mam. Podobno tak ma być. Wychodzi ze mnie ta cała Zła Magia czy coś takiego.
- To świetnie! - Hermiona rozpromieniła się i z entuzjazmem złapała go za rękę. Nie wyrwał się jej. Ścisnęła ją, a on się skrzywił, lecz nic poza tym.
- Nie próbuj niczego więcej – ostrzegł ją. - I tak pozwalasz sobie na stanowczo za dużo.
- A ty to akceptujesz. - Z jej oczu wręcz wyzierała radość. Nareszcie wszystko mogło być dobrze. Nie przerwał tego nawet kolejny atak kaszlu, mocniejszy od poprzedniego. - Wody?
    Skinął potakująco głową.
    Podała mu szklankę, a on pił łapczywie. Zauważyła kropelki potu na jego skroni.
- Jesteś pewien, że nic ci nie jest?
- Mówiłem, że nie – powiedział z naciskiem, zagryzając wargi.
    Zapadła niezręczna cisza. Znowu, po takiej ciężkiej pracy. Hermionę opuściła wesołość. W końcu znowu zebrała się w sobie.
- Carmen twierdzi, że ktoś manipulował Lavender. Użyto magii krwi i dlatego zachowywała się tak dziwnie.
    Harry uniósł się wyżej na łóżku i popatrzył z zaciekawieniem.
- Podejrzewa kogoś?
- Nic mi nie mówiła... Ale raczej tak. Masz jakiś pomysł?
- Malfoy – powiedział z przekonaniem. Hermiona przewróciła oczami.
- Masz jakąś obsesję, nawet teraz.
- Przecież to możliwe. Jest Śmierciożercą.
- Tak, ale on i... - Granger ugryzła się w język. Nie mogła wydać Ginny. - Nawet on by czegoś takiego nie zrobił.
- W takim razie kto? - Harry uniósł pytająco brew.
- Ktokolwiek inny. Niewykluczone, że Ślizgon, ale nie mamy innych dowodów.
- Może źle szukaliście...?
- No nie! - Hermiona w końcu wybuchła. - Wiesz, akurat wtedy wszyscy byliśmy zajęci walką ze Śmierciożercami, a potem sprzątaniem po nich, baliśmy się o swoje życie, znaleźliśmy Lavender i jeszcze Bellatrix rzuciła to zaklęcie na ciebie, a ty masz pretensje, że źle szuka...
    Przerwał jej Harry, kładąc jej uspokajająco dłoń na ramieniu. Był to chyba pierwszy przez niego zainicjowany kontakt w tym tygodniu i Hermionie zrobiło się... przyjemnie. I ogarnęło ją cudowne ciepło. To uczucie, które towarzyszyło jej zawsze w przeszłości, gdy była z Harrym. Coś niesamowitego. Jakby tonęła w jego zielonych oczami. Z rozbawieniem pomyślała, że nie chce się w takim wypadku ratować. Chce, aby ta chwila trwała, ciągle, teraz i...
- Hmmhmm – usłyszała chrząknięcie. Harry.
- Czy coś się... Och.
    Ze zdumieniem zdała sobie sprawę, że usiadła na łóżku i bezwiednie przysunęła do chłopaka. Ich twarze dzieliło może pięć centymetrów, nie więcej. Słyszała swój przyspieszony oddech.
- Przepraszam, ja...
    Aż przymknęła oczy, gdy poczuła dłoń Harry'ego gładzącą ją lekko po policzku. Ledwo ją dotykał, ale i tak było to niezwykłe. Cudowne.
    Stłumiła w sobie krzyk, gdy nagle zbladł. Jego wzrok wydał się nieobecny, oddech jakby się zatrzymał. Dłoń opadła na pościel, głowa też. Ciałem zaczęły wstrząsać potężne drgawki, jak tego dnia, gdy trafiło go zaklęcie Belli.
    Teraz Hermiona wrzasnęła. Wiedziała, że powinna coś zrobić, choćby zawołać pomoc.
Tymczasem z ust Harry'ego wypłynęła strużka krwi. I kolejna. I następna. Zaczął krztusić się krwią, czerwona ciecz plamiła poduszkę i koszulkę. Wypływała coraz silniej, robiła się coraz ciemniejsza, aż w końcu przybrała zupełnie czarną barwę. To było przerażające.
    Zjawiła się pani Pomfrey. Szybko podbiegła do łóżka i zaczęła machać różdżką, aż krwawienie ustało. Wlała Harry'emu do ust jakiś dziwny, gęsty, fioletowy eliksir i uprzątnęła brudną pościel. Nachyliła się nad nim i przez chwilę wsłuchiwała w jego oddech. Chyba była zadowolona z efektu, bo odwróciła się z wyraźnym zamiarem wyjścia. Hermiona dopiero teraz powoli wychodziła z szoku.
- Pani Pomfrey... Co to było?
- Jak to? Nie wie pani, panno Granger? - Pielęgniarka wydawała się zaskoczona niewiedzą Gryfonki. - Nieważne. Zaraz dojdzie do siebie.
- To znaczy...? - Hermiona jeszcze nie do końca rozumiała sytuację.
- Będzie taki jak dawniej. Czekałam na ten atak. W poniedziałek może iść na lekcje. A teraz wybacz, ale mam do załatwienia pewną sprawę. Jeden z pierwszorocznych wyraźnie zastanawiał się na kwestiami związanymi z transmutacją i postanowił wypróbować je na sobie... Możesz z nim posiedzieć – oznajmiła szybko, po czym zniknęła za parawanem.
    Hermiona wpatrywała się w Harry'ego jak zahipnotyzowana. To wszystko wydarzyło się błyskawicznie. I teraz tak po prostu ma znowu być sobą? To wręcz niedorzeczne. Może jednak cuda się zdarzają?
    Wyglądał teraz, jakby spał. Wydawał się taki spokojny. Czyżby to ona wywołała ten przełomowy atak? Stwierdziła, że później będzie się nad tym zastanawiać. Stanęła przy jego łóżku i delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. Po policzku spłynęła jej łza, która skapnęła z twarzy na dwie splecione dłonie.
- Her... Hermiona?
    Nie wierzyła w to. Ten głos znowu brzmiał jak dawny Harry. Przepełniony ciepłem, miłością. Osłabiony, ale to był on.
- Harry... - wyszeptała. Usta jej drżały, gdy pocałowała go w dłoń.
    Przysunęła się do niego blisko, bardzo blisko, szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Nigdy.
    Poczuła, jak obejmuje ją wolną ręką, jak gładzi jej plecy, podnosi się i wtula twarz w jej ramię. Pod okularami coś zalśniło i możliwe, że również płakał. W tym momencie w ogóle nie wydawało jej się to niemęskie czy poniżające. Było odpowiednie.
    Wdychała jego zapach i w końcu mogła się cieszyć jego bliskością. Ręką zmierzwiła mu czuprynę i w końcu mogła go pocałować. Właściwie to on złączył ich usta, ale to nie miało znaczenia. Oboje tego potrzebowali, pozwolili łzom się zmieszać. Nareszcie mieli siebie, prawdziwych siebie. Dali chwili trwać, aż w końcu zachodzące słońce objęło ich pomarańczowymi promieniami.
    Gdy w końcu oderwali się od siebie, Harry był bardzo zmęczony. Zaklęcie wyczerpało jego siły. Położył się na łóżku i ciężko westchnął. Hermiona chciała wstać, ale zatrzymał ją gestem dłoni. Zrozumiała, a on zrobił jej miejsce. Położyła się obok, wtulona w jego ramię. Błądził palcami w jej nieposkromionych lokach. Po policzkach znowu poleciały jej łzy, tym razem szczerego szczęścia.
- Już wszystko będzie dobrze, Harry. Teraz wszystko się zmieni, nie zostawię cię.
- Ja ciebie też nie. - Obrócił się na bok i spojrzał jej w oczy. - Dziękuję.
    Zasnął, owiewając ciepłym oddechem twarz Hermiony.

***

    Draco szedł korytarzem, szczęśliwy, że w końcu nadeszła sobota. Jedynym, co go martwiło, było to, że Czarny Pan dawno go nie wzywał. Czyżby go nie potrzebował? Malfoy bardzo chciał znowu dostać jakąś misję, spełnić żądania Riddle'a. Chciał czuć się... pomocnym.
    Wszedł do jednej z opuszczonych klas, w której czekała na niego Ginny. Wokół rzucił zaklęcia ochronne, aby nikt ich nie mógł znaleźć. Nie było to zbyt bezpieczne, ale cóż... Pokój Życzeń był zajęty.
    Gdy tylko przekroczył próg sali, poczuł jak dziewczyna go przytula. Odwzajemnił uścisk. Coraz bardziej się do niej przywiązywał, znaczyła dla niego więcej z każdym dniem, godziną, minutą. Sekundą. Pogładził ją po włosach, szczęśliwy, że znowu mogą być razem. Nachylił się, a Ginny delikatnie pogładziła jego policzki. Gdy blondyn ją pocałował, świat zawirował. Znowu.
    Spędzali tak wiele dni, nigdy nie mając siebie dość. To było niezwykłe jak łatwo się dogadywali. Rudowłosa z każdą myślą, problemem od razu się do niego udawała. Pomagało jej to, uspokajało. Już zwykła rozmowa była czymś stosunkowo niezwykłym samym w sobie.
- Czyżbym przeszkodziła? - przerwał im zimny głos.
    Szybko oderwali się od siebie, ale Draco instynktownie zasłonił dziewczynę. Był zdziwiony, zdolny jedynie zapytać:
- Jak tu weszłaś?
- Mam swoje sposoby. Magia – wycedziła sarkastycznie. - Malfoy, musimy pogadać. Weasley, możesz zostać i posłuchać, co twój chłopak wyprawia. A raczej wyprawiał, nie wiem jak jest teraz.
- Nie słuchaj jej – ostrzegł blondyn Ginny. - Przecież wiesz, że Brown jest szalona.
- Nie. Ufam ci, chcę być przy tym. - Rudowłosa zmierzyła go wzrokiem, a on poddał się.
- Byle szybko – warknął.
    Carmen jeszcze bardziej się wściekła. Podeszła bliżej, a w jej oczach widać było dziwne błyski. Nie było dobrze.
- Jak mogłeś być tak okrutnym palantem, żeby kontrolować Lavender?! - walnęła prosto z mostu.
- O co ci...
- Nie udawaj. Krzyżyk na jej nadgarstku. Magia krwi. Mówi ci to coś?
- Może... - odparł z wahaniem, spoglądając niepewnie na Ginny. - Nie zabiłem jej!
- Och, nie o to pytałam – warknęła. - Byłeś wtedy na trybunach. Mimo to pośrednio doprowadziłeś do jej śmierci!
- Otrzymałem zadanie – powiedział jedynie. - A Czarnemu Panu się nie odmawia.
    Carmen zaczęła się trząść z wściekłości. Zwróciła się do Ginny:
- Nic mu nie powiesz?
- Ach, nie teraz – oznajmiła zimno. - Wyjaśnij z nim wszystko, dopiero wtedy pogadamy. - Draco jakby się lekko przeląkł. Musi wszystko wytłumaczyć.
- Nie masz żadnych dowodów na mnie, Brown.
- Owszem, mam. Nie byłeś wystarczająco ostrożny. Igrałeś z nią. Jest paru świadków, którzy czasami was widywali, znikaliście w różnych miejscach. Zakładam, że właśnie wtedy ją czarowałeś? Nie przerywaj! Magię krwi trzeba odnawiać, to jasne. Pewnie co tydzień, co? Nie miała zbyt silnej woli, tym łatwiej zmanipulowałeś ją za pierwszym razem. Założę się, że gdybym sprawdziła twoją różdżkę, dowiedziałabym się paru ciekawych rzeczy. Ale tego nie zrobię. Wiesz czemu? Mam inne dowody.
    Malfoy czuł, jak zastyga krew w jego żyłach. Myślał, że zwykłe środki ostrożności wystarczyły. A teraz wychodzi na to, jak bardzo się mylił. Ile ten błąd mógł kosztować...
- Czego chcesz? - wycedził.
- Przyznania się. Niekoniecznie teraz, dopiero, gdy uznam to za stosowne – rzuciła zimno.
- Nic mi z tego nie przyjdzie.
- Przeciwnie. Pozałatwiasz swoje sprawy. Przecież... I tak niedługo zupełnie przejdziesz na stronę Voldemorta.
- Czarnego Pana! - poprawił ją. - Skąd to wiesz? Skąd...
- Mam swoje źródła. To jak? Lepiej chyba, żeby wyszło to na jaw, gdy nie będzie cię w szkole niż teraz? Mam popsuć twoje plany?
- Draco, o czym ona mówi? Czemu ja nic nie wiem? Co ty... - Ginny była skołowana. Co on wyprawiał?!
- Spokojnie, kochanie. Miałem ci dzisiaj powiedzieć i...
- Umowa stoi czy nie? - Car się niecierpliwiła.
- Stoi! - wrzasnął, po czym gestem nakazał jej wyjść. Brown nie miała już tu nic do roboty, więc opuściła klasę ze swoim tajemniczym uśmieszkiem. Nie musiał wiedzieć, że blefowała ze świadkami i dowodami. Intuicja po raz kolejny jej nie zawiodła. A przyznanie się do winy miała w garści. Niewinne Zaklęcie Podsłuchujące w różdżce. Magia to jednak przydatna rzecz.
    Tymczasem Draco miał coś do wyjaśnienia. I poważne kłopoty ze strony Ginny.
    Jedno jest pewne - teraz wszystko się zmieni.
Harry Potter - Book And Scroll