Harry Potter - Book And Scroll

21.2.14

42. Coś nieprzewidywalnego

"Co to jest miłość
Nie wiem
Ale to miłe
Że chcę go mieć
Dla siebie
Na nie wiem
Ile

Gdzie mieszka miłość
Nie wiem
Może w uśmiechu
Czasem ją słychać
W śpiewie
A czasem
W echu

Co to jest miłość
Powiedz
Albo nic nie mów
Ja chcę cię mieć
Przy sobie
I nie wiem
Czemu"
- Jonasz Kofta, "Co to jest miłość"


    Hermiona obudziła się z dziwnym uczuciem. Jedynie otworzyła oczy i uśmiechnęła się na wspomnienie poprzedniego dnia. Leżała w bezruchu, kompletnie nie chciało jej się wstać. Uniosła się lekko, opierając się na łokciach, gdy usłyszała szelest dobiegający gdzieś spoza jej łóżka.
- Nareszcie. Już myślałam, że nigdy nie wstaniesz – dobiegł ją sarkastyczny głos.
- Niby dlaczego? Jest sobota i na pewno nie spałam tak długo...
- Na pewno. - Brązowe oczy Carmen zlustrowały ją bacznie. - Jest po drugiej. Po południu, tak gdybyś się zastanawiała.
    Hermiona przez chwilę milczała, nie mogąc otrząsnąć się z lekkiego szoku. Naprawdę było już tak późno? Ale w sumie... Nic się przecież nie stało.
- Chyba nic nie przegapiłam, co? - zapytała dla pewności.
- Biorąc pod uwagę twoją hierarchię ważności to raczej nie.
- Nie bądź uszczypliwa.
- Bo...?
- Bo tak.
- Ach, ta kreatywność...
- Wiem, jest ogromna. - Hermiona przewróciła oczami, siadając na łóżku. - Zaraz... co ty jesz? - Jej uwagę przykuło niewielkie, czerwone pudełko, które Car trzymała w dłoniach i co chwilę do niego sięgała.
- Czekoladę. Nawet dobra, chociaż do szwajcarskiej jej brakuje i...
- Skąd to masz? - Była coraz bardziej poirytowana.
- Potter ci przysłał – oznajmiła Car poważnie i wręcz wyszczerzyła zęby w dumnym uśmiechu. - Kto pierwszy ten lepszy, więc...
- Czy ja dotykam twoich rzeczy? Czy ja je zjadam?
- Hmmm... Nie. Ale to raczej ze względu na to, iż nic jadalnego nie przechowuję w kufrze i szufladach. A czemu pytasz? - Dziewczyna znowu włożyła sobie kawałek czekolady do ust.
- Bo tak się nie robi!
- Doprawdy? - Brown uniosła brew.
- Ugh! - Hermiona rzuciła się na łóżko zrezygnowana. Po chwili namysłu znowu poderwała się i dodała ze złośliwym uśmiechem, tak do niej zwykle niepasującym: - Jak tam randka?
    Carmen zmierzyła ją spokojnym wzrokiem i wróciła do jedzenia.
- Dedukcja poprawna. Aczkolwiek mogłaby być lepsza.
- CO? - zapytała oburzona Hermiona. - Odkryłam, że masz kogoś, a ty nie dość, że kompletnie się tym nie przejmujesz, mimo że to ukrywałaś, to jeszcze mnie krytykujesz?!
- Hmmm... Tak. Mogłaś się bardziej postarać. Gdybyś skupiła się bardziej, wiedziałabyś nawet, kto to – rzuciła obojętnie, ale w jej oczach tliła się ciekawość.
- Aha, czyli znam go! - triumfalnie wykrzyknęła Granger.
- Jest gorzej, niż myślałam. To raczej oczywiste, że go znasz. Inaczej bym ci powiedziała. - Carmen spojrzała na nią jakby przytomniej. - A jak tam z Potterem?
- Merlinie, nie uwierzysz, ale było tak uroczo, tak inaczej, tak...
- Proszę, bez szczegółów – przerwała jej Brown.
- ...i to było najpiękniejsze, co mógł kiedykolwiek zrobić! - dokończyła rozentuzjazmowana brunetka i rozmarzyła się.
- Nudne, banalne, przewidywalne. Pięknie, naprawdę. Rozpłacz się z radości, dopełnij obrazu opętanej hormonami nastolatki. To mnie wcale nie irytuje.
- Uroczo się gniewasz.
- Wszystko robię uroczo.
- Jasne...
- Wątpisz w to?
- Zawsze.
- Oooo... To już nie wariujesz z miłości?
- Krótka przerwa – odparła z uśmiechem Hermiona i wyszła z dormitorium do łazienki.
    Carmen powiodła za nią wzrokiem. Gdyby tylko wiedziała...
    Na Merlina, poprzedni wieczór był... Bardzo zaskakujący. Kompletnie się tego nie spodziewała. Nawet takie coś nie przyszło jej do głowy. A jednak.
    Odstawiła puste pudełko na szafkę, zamknęła oczy i jeszcze raz przywołała w myślach tamte obrazy...

***

    Ponownie poprawiła niepewnie włosy i odetchnęła głęboko. To miało się stać. Nie, to nie było zwykłe spotkanie. Między wierszami nazwał to randką i ona doskonale o tym wiedziała. On o tym wiedział. To zupełnie przeczyło z Severusem, jakiego do tej pory znała. Jakby... nie pasowało.
    Mimo wątpliwości pchnęła ciężkie drzwi i weszła do komnat Mistrza Eliksirów. Było tak, jak zwykle – nie dostrzegła świec, róż ani niczego innego w takim stylu. I dobrze.
    Tak właściwie to Snape chyba nawet zbytnio tym się nie przejmował. Zastała go w fotelu, czytał książkę. Miał na sobie tę samą szatę, co zwykle podczas lekcji. Nic się nie zmieniło, po prostu relaksował się po kolejnym dniu użerania się z uczniami.
    Niepewnie podeszła bliżej i odchrząknęła. Zaznaczył miejsce w książce i powoli obrócił się w jej stronę.
- Jesteś. Na czas.
- Nic nowego – mruknęła.
- Hmmm... Chyba nie jesteś zbyt zachwycona – stwierdził ze złośliwym uśmiechem.
- Jesteś w błędzie. Wprost tryskam entuzjazmem. I mdleję na twój widok – odparła Carmen, przewracając oczami.
- Mogłem to przewidzieć. Niecierpliwa nastolatka. Spodziewałem się po tobie czegoś więcej i...
- Ma cierpliwość nie zna granic – powiedziała i po krótkim namyśle skierowała się w stronę najbliższego fotela.
- Co ty robisz? - zapytał z rozbawieniem Snape.
- Zamierzałam usiąść i poczekać, aż mi wszystko wyjaśnisz. - Teraz Carmen była już kompletnie zdezorientowana. O co mu chodzi?
- Chodź tu i złap mnie za ramię – powiedział, wpatrując się w nią dziwnie.
- Myślałam, że w Hogwarcie nie można się teleporto... - zaczęła dziewczyna, łapiąc Mistrza Eliksirów za rękaw czarnej szaty.
- Jako szpieg mam pewien przywilej – odpowiedział sucho, trochę tracąc humor. - Na Salazara, złap się mocniej! Nigdy wcześniej nie miałaś takich problemów – zauważył, na co ona się cicho zaśmiała i zbliżyła do niego, chwytając mocniej jego ramię.
    Szarpnęło nimi dość mocno, więc musieli się przenosić gdzieś poza granice Anglii. Przez chwilę czuła się jak w transie, a potem to wrażenie ustąpiło. Zastąpiło je coś innego. Słońce. Świeciło jej prosto w oczy. Odwróciła się i... zaniemówiła. Nie, to zdecydowanie nie było nudne. Ani zwyczajne.
Jej oczom ukazał się piękny motocykl – czerwony lakier lśnił, a chromowane części wysmuklały jego sylwetkę. Jedno spojrzenie wystarczyło. Wiedziała, że stoi przed nią Honda Shadow, jeden z najbardziej znanych mugolskich jednośladów. Gwizdnęła z podziwu, jednocześnie obracając trochę głowę, dzięki czemu dostrzegła Snape'a, który utkwił wzrok w jakimś odległym punkcie. Spojrzała tam, po czym znowu gwizdnęła. Przed nimi rozciągała się ogromna plama ciemnego błękitu, która falowała równomiernie. To morze potrafiło zahipnotyzować człowieka. Dalej dostrzegła sporych rozmiarów wyspę.
- Gdzie... gdzie my jesteśmy?
- To, co tam widzisz, to Kefalonia – odparł Severus, nie kryjąc zachwytu nad krajobrazem.
- Zaraz, to znaczy, że... - Carmen szybko przywołała w pamięci wszystko, co wiedziała o tej wyspie. - Że jesteśmy tuż obok, czyli na... na Zakynthos – stwierdziła pełnym emocji głosem. Była w Grecji. Zabrał ją do Grecji.


    Nie mogąc się już dłużej pohamować, szybko podbiegła do niego i mocno go objęła. Wydawał się zaskoczony, ale nic nie powiedział, tylko odwzajemnił uścisk. Niemrawo, ale jednak. W końcu odsunęła się od niego i dopiero wtedy zobaczyła, że jego wygląd się zmienił. Miał na sobie jakieś ciemne spodnie, typowo motocyklowe buty i czarną skórzaną kurtkę. I to nie byle jaką, ramoneskę.
- Znowu mnie podziwiasz? - W jego głosie ponownie mogła usłyszeć lekką drwinę, ale teraz już niczym się nie przejmowała. Już na samym początku była zachwycona randką.
- Dzisiaj zdecydowanie mam co – odparła zaczepnie. - Do tego ta niespodzianka: Przerażający Nietoperz z Lochów gustuje w mugolskich rozrywkach.
- W jednej konkretnie. I tak właściwie dopiero jazda na motocyklu to prawdziwa magia.
- Jak się zrobiło poetycko... A czemu nie masz Harleya?
- Wszystko po kolei. Wcześniej to była Yamaha Virago, stopniuję przyjemność płynącą z posiadania choppera.
- Tak właściwie to nie jest ci za gorąco? - zapytała zdziwiona.
- Nie. Zaklęcie chłodzące, do tego mamy grudzień, a Grecja to przecież Europa. Jest chłodniej niż latem. Zresztą sobie możesz zadać to samo pytanie.
    Spojrzała na siebie i faktycznie – była bardzo podobnie ubrana. Pod szyją dostrzegła niebieską bandanę.
- Czyli... jedziemy gdzieś konkretnie?
- Masz strasznie dużo pytań.
- Cóż... znalazłam się w obcym kraju i nieswoim ubraniu z moim profesorem eliksirów. To naturalne chyba, że mam pytania.
- Wystarczy. Wydedukuj sobie – dodał z uśmiechem i ruszył w stronę Hondy. Z kierownicy zdjął czarny kask z białą czaszką z tyłu i podał jej taki sam.
- Klawe – stwierdziła Carmen, na co Snape uniósł brew. - No co? Lubię kreskówki.
    Severus zbył to milczeniem. Nie zamierzał wdawać się z nią w bezsensowną dyskusję. Wsiadł na motocykl i odpalił go. Silnik zaryczał i zaczął miarowo pomrukiwać, co oboje przyjęli z zadowoleniem.
- Na co czekasz? Wsiadaj – powiedział, wskazując miejsce za nim.
    Carmen przełknęła ślinę i usadowiła się na siedzeniu, które całe szczęście miało oparcie, więc mogła się go złapać. Mężczyzna przewrócił oczami.
- Złap mnie w pasie, bo spadniesz.
- Tak mi dobrze.
- Zobaczymy.
    Jak na złość przekręcił szybko rączkę gazu, a pojazd wyrwał mocno do przodu. Wtedy Carmen stwierdziła, że jednak lepiej będzie się go złapać, po czym objęła go mocno w pasie. Ruszyli szeroką drogą wzdłuż brzegu morza, gdzie widzieli poszarpane skały i fale, które się o nie rozbijały. Błękitne niebo nie było zachmurzone, twarze owiewał im orzeźwiający wiatr.
    Dziewczynę ogarnęło bardzo przyjemne uczucie. Nie spodziewała się czegoś takiego, nigdy nawet sobie nie wyobrażała. Trafił w dziesiątkę, do tego zaskoczył ją. Nikt nigdy nie zrobił dla niej czegoś tak pięknego.
    Zobaczyła znak przy drodze, który wskazywał najważniejsze atrakcje turystyczne na wyspie, gdzie o tej porze roku nie było prawie nikogo, oprócz miejscowych. Minęli parę stacji benzynowych i duży supermarket, po czym wjechali w tunel z palm. Rosły one przy drodze i tworzyły naturalny baldachim i osłonę przez słońcem. Kawałek dalej minęli jakiegoś Greka idącego z osiołkiem i nastolatka na skuterze.
    Teraz trasa zmieniła się, stała się bardziej kręta. Wjeżdżali coraz wyżej, jednak Severus nie miał z tym problemu – zręcznie operował maszyną tak, że każdy zakręt pokonywali gładko. W jego ruchach dało się zauważyć pasję, z jaką prowadził. Naprawdę dawało mu to ukojenie.
    Przejeżdżali obok wielu dróg niewyłożonych asfaltem, na pewno prowadzących do domów zwykłych ludzi. Teren robił się coraz bardziej górzysty, a oni widocznie i tak tu mieszkali. Klawo.
    Znaleźli się w jakimś wąwozie. Carmen, która podczas jazdy przyłożyła policzek do pleców Snape'a, uniosła się diametralnie. Poczuła, że mimowolnie on też się spiął. Mijali mnóstwo spalonych drzew porastających zbocze. W dole płynął strumyk, który znikał gdzieś w oddali. Wszystko tu wyglądało inaczej. Prawdopodobnie był to skutek jakiegoś pożaru. Musiał zniszczyć znaczną część krajobrazu, bo dziewczyna widziała jedynie kilka krzewów, wszystko inne pokrywała czarna sadza.
Wyglądało to jak pobojowisko po wojnie. Przypomniało jej się, co mówił Severus. Dojdzie do starcia. Będzie wiele ofiar. Czy Hogwart będzie wtedy tak wyglądał? A może jej rodzinna Francja? Wzdrygnęła się na tę myśl, a on czując to, przyspieszył. Po kilku minutach wyjechali z wąwozu i wjeżdżali jeszcze wyżej, zaczęło się robić naprawdę stromo. To otrząsnęło ją z ponurych rozmyślań, które na pewno były godne zapamiętania i uwagi.
    Zakręty były coraz węższe, drzewa wokół coraz gęstsze. Czasami widziała w dole morze, ale niemożliwym było oszacowanie, jak wysoko się znajdują.
    W końcu dotarli do jakiegoś miasteczka, a właściwie przejechali przez nie, mijając białe domki i bardzo wąskie uliczki, nawet dla motocykla. Zjechali trochę niżej i skręcili w zjazd. Po chwili Carmen poczuła, jak Snape się zatrzymuje. Zeszła z pojazdu, zdejmując kask i potrząsając włosami, aby się ułożyły. Po chwili spojrzała na Severusa, który dość kiepsko zamaskował swoją reakcję na ten widok.
- Mam tak zrobić jeszcze raz? - zapytała rozbawiona.
- Nie... nie trzeba. - Odchrząknął. - Idziemy tam. - Wskazał wąską ścieżkę z czerwoną ziemią, z której wystawało dużo kamieni pokaźnych rozmiarów.
- Nie spadniemy?
- Nie, Brown, jeśli się nie będziesz specjalnie wychylać – zauważył złośliwie. Pociągnął ją za rękę w tamtą stronę.
    Schodzenie było dość trudne, ale zdecydowanie się opłacało. Carmen zobaczyła kępę zielonych krzewów, a gdy za nią wyjrzała, ujrzała bardzo stromy klif. To było niesamowite, morze w dole wydawało się tak blisko, a jednak... było jakieś sześćset metrów niżej.


- Jesteśmy na klifach Keri – oznajmił dumny z siebie Snape.
- Naprawdę mi się podoba. Naprawdę. - Uśmiechnęła się i pocałowała go lekko w usta.
    Stali tak chwilę, wpatrując się w głębię w dole, w bezmiar wody i ogarniającą ich przestrzeń. Nagle Snape wyczuł zmianę w jej nastroju.
- Co się stało?
- Nic – odparła niepewnie. - Głupota, serio.
- Jedna głupota więcej czy mniej, co za różnica? - zapytał zniecierpliwiony.
- Jakaś jednak. Chodzi o to... To głupie. Naprawdę. Chodzi o ten głupi bal w grudniu. Po prostu... Skręca mnie w środku jak pomyślę, że Granger i reszta będą sobie skakać po parkiecie, a ja nie będę mogła nawet do ciebie podejść.
    Mistrz Eliksirów przez chwilę wpatrywał się w nią zdziwiony, a potem zaśmiał się krótko.
- Oj, Brown, jest tak, jak przewidziałem. Przebywanie z Granger stanowczo ci szkodzi.
- Wiedziałam, że tak zareagujesz. Nie było tematu.


    Znowu zamilkli, jednak mimo to Snape'a zaciekawił jej "problem". Czy naprawdę tak się z nim zżyła, że taniec na zwykłym balu był dla niej czymś ważnym? Przecież nie mógł nic zrobić w tej kwestii, na Merlina! Po co ona mu to mówiła? Żeby wzbudzić w nim poczucie winy? Ha, tylko sęk w tym, że on nic tu nie mógł pomóc...
- To... Pokażesz mi coś jeszcze? - przerwała jego rozmyślania.
    Nic nie odpowiedział, tylko wrócił na ścieżkę i zaczął się wspinać z powrotem, a ona poszła za nim. Wrócili do punktu wyjścia, jednak tym razem Severus skierował się na prawo, w stronę wielkiego kamienia z dziwnymi znakami. Minął go i podszedł do drucianej siatki. Była przerwana w tym miejscu, więc po prostu przeszedł nad nią, gestem zachęcając Carmen, aby zrobiła to samo.
- Jesteś pewien?
- Tak.
- Ale tam jest przepaść i...
- Czyżby Gryfonka się bała? - zakpił.
    Prychnęła, gdyż nie czuła się prawdziwą Gryfonką, ale nie chciała mu dać satysfakcji. Przeszła nad ogrodzeniem i podeszła do niego.
- Co teraz? Tu jest tylko więcej krzewów i przepaść.
- Wychyl się i popatrz tam. - Mistrz Eliksirów wskazał na lewo.
- Oszalałeś? Mam wychylić się nad przepaść?!
- Przecież będę cię trzymał, to bezpieczne.
- Jasne.
- Gryfoni...
- Coś mówiłeś? - zapytała, łapiąc go za dłoń i wyglądając zza skały.
    Usłyszała jego tłumiony chichot, gdy otworzyła usta ze zdumienia. Jej oczom ukazał się jeden z najbardziej znanych widoków Grecji, wszechobecny na pocztówkach, jednak z tego rodzaju, że nikt nigdy nie wiedział, skąd on jest. A zapierał dech w piersiach. Były to dwie skały, jedna mniejsza, a druga większa, przypominały żagle. Przy okazji zauważyła chmury zbierające się nad horyzontem. Wiatr wzmógł się i...


- Dlaczego mnie wciągnąłeś? - zapytała z oburzeniem Carmen.
- Brown, musimy jechać. Widzę jakiegoś dozorcę i...
- Jesteś czarodziejem, na Merlina! Rzuć jakieś zaklęcie.
- Lepiej nie. Po prostu jedźmy, Brown.
- Ale...
- Jedziemy. Zresztą zaraz zacznie padać – powiedział, wskazując zbliżające się chmury.
    Posłusznie poszła za nim w stronę motocykla. Przejechali ponownie przez miasteczko i powoli zjeżdżali coraz niżej, aż w końcu trafili na jakąś boczną drogę. Carmen dostrzegła szyld z dużym napisem "Apelati". Budynek przed nimi wyglądał na jakiś zajazd.
    Wjechali na podjazd i Snape zgasił silnik. Podeszła do nich jakaś młoda kobieta, z którą chwilę rozmawiał, po czym ta wskazała im wejście. W środku drzwi zamknęły się za nimi akurat, gdy zaczęło padać.
    Wnętrze wyglądało jak wyjęte z jakiegoś filmu. Typowo greckie ornamenty zdobiły ściany, nie przeszkadzało to jednak paru nowocześniejszym akcentom. Snape pociągnął ją w stronę drewnianych schodów, a ona odruchowo zacisnęła palce na jego dłoni. Trzymając dziewczynę za rękę, poprowadził ich do korytarza, gdzie znajdowało się kilkoro drzwi. Kluczem otworzył jedne z nich i razem weszli do środka.
    Był to przestronny pokój, w podobnym stylu co reszta budynku. Zdjęli kurtki, ogromnie wyczerpani, mimo tego, jak było przyjemnie. Przez chwilę odpoczywali w spokoju, po czym Carmen stwierdziła, że będzie jej jednak wygodniej na kolanach Severusa.
- Dziękuję – wyszeptała mu do ucha.
    Odpowiedział jej jedynie cichym pomrukiem i swoimi dłońmi obejmującymi ją w talii. Jego usta znalazły się na jej szyi i...

***
- Carmen, idziesz może na obiad?
- C-co...? - zapytała skonsternowana.
- Nie jadłam śniadania, więc naturalnym jest, iż jestem głodna. Drugi raz nie powtórzę – oznajmiła Hermiona.
- Wiesz... tak właściwie to chętnie – odparła Carmen, wychodząc z dormitorium. Nie przeszkodziło to jej ponownie analizować w myślach każdego szczegółu poprzedniego wieczoru.



___________________________________________
Zakynthos to moja ulubiona grecka wyspa, miejsca są autentyczne, a te zdjęcia, które widzicie, sama robiłam

21 komentarzy:

  1. Super rozdział! Severus się postarał :)
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. HAHAHAHAHAHAA, SEVERUS HARLEY XDDD KOCHAM CIĘ XDDD <3
    No i zgadza się teoria: na pozór nauczyciel, jednak budzi się w nim METAL! :D
    No, nie powiem, widok Severusa-Motocyklisty jest jeszcze bardziej pociągający :D
    Rozmowy Hermiona&Carmen są niezastąpione :D
    "- Nudne, banalne, przewidywalne. Pięknie, naprawdę. Rozpłacz się z radości, dopełnij obrazu opętanej hormonami nastolatki. To mnie wcale nie irytuje. " <--- kocham Cię, Carmen :))))))

    OdpowiedzUsuń
  3. OJA *_* Uwielbiam Cię normalnie!
    Severus na motocyklu, mhmm, widzę to :D
    jaram się bardzo i czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny rozdział, Snape na motocyklu :D. Brakowało mi trochę Harry'ego i Hermiony, ale i tak cudo :). Czekam na kolejny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Snape motocyklista, z takiej strony go jeszcze nie znałam! Xd
    Rozdział świetny! *.*
    Weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny rozdział!
    Carmen i Snape <3 Jak ja ich kocham :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Słodki Sev ahh <3
    Bardzo dobry rozdział :D
    Weny życzę :)
    http://harrymione-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czytam cały czas, ale jakoś nigdy nie potrafię skomentować, bo jest we mnie zbyt wiele emocji po takim rozdziale.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest! Wreszcie. Rozdział ciekawy, Snape na motorze... Nie spodziewałam się tego. Zdjęcia z Grecji piękne, ucz mnie fotografi :) Dziwne jest, że kiedy wrzucasz co miesiąc to zaglądam co miesiąc, a teraz zaglądam codziennie. Uzależniam się. Świetny rozdział, ale i tak czekam na Barnabasa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to mi chodziło, żeby nikt się motorku nie spodziewał :P
      Uczyć fotografii... nie mam jak. Grecja jest taka piękna, że sama się fotografuje, ja jedynie naciskam guzik migawki. Naprawdę, sama nie potrafię robić ładnych zdjęć, nie ma tu czego mi zazdrościć ;)
      Uzależniasz się? Uuuu... Można? Mam nadzieję, że się nie zatnę i nie wyślę cię na odwyk, bo chyba nie chcesz :D

      Barnabas obok pozdrawia!

      Usuń
  10. Nietoperek motocyklista :3 Pasuje swoją urodą do krajobrazu, który dzisiaj przedstawiłaś. Suodko do bólu. Może jakiś bohater tragiczny w niedługim czasie? :> Pozdrowionka i niechaj wena będzie z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy rozdział.Snape na motocyklu boskie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne.Czytam

    OdpowiedzUsuń
  13. Severus sie postarał :D
    Widoki piekne:)
    Bylas w Grecji?!
    Ja też chce ;)
    Aż ci zazdroszczę;)
    Rozdział super.
    A w następnym znów pojawi sie mój kochany wampirek ^^
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze będę czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudowny rozdział.
    Severus taki romantyczny, na motocyklu, hahaha.
    Czekam na Barnabasa, kochanego.
    Czytam regularnie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialny blog :)
    Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  17. No uwielbiam Carmen <3. Po prostu uwielbiam. Jej podjadanie czekolady, cięty język i wgl ją z Sevem.
    Genialny rozdział, przepraszam, że dopiero teraz komentuję, nie miałam wcześniej czasu ;/

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowny rozdział, Jacksa - jak zwykle. Dawno mnie tutaj nie było, ale teraz będę czytać regularnie, więc dlatego postanowiłam odpowiedzieć na Twoją prośbę. Wiedz także, że: czytam XD

    OdpowiedzUsuń
  19. Koocham, kocham, kocham ♥ Jesteś boska. Sorki, że komentuję dopiero ten rozdział, ale wcześniej jakoś nie miałam motywacji. Mam nadzieję, że wybaczysz. A co do rozdziału to wielbię to wydanie Severusa. I te rozmowy Carmen z Hermioną :D
    A jeśli mówimy o motocyklu z Twojego opowiadania to dziś takiego widziałam u mojego sąsiada, identyczny. Ja i ten rozdział to przeznaczenie.

    Al

    OdpowiedzUsuń
  20. Jednak wstałam po książkę i herbatę. Teraz walczę.

    1. Czuję się fejmem, że cytujesz członka rodziny mojego nauczyciela od biologii. *Sława*
    2. Od kiedy Snape przed kimkolwiek NIE kryje podziwu? Nope nope nope.

    Nie chce mi się więcej pisać.

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll