Harry Potter - Book And Scroll

15.8.14

52. Bal - część III

    Biegła korytarzem, a jej obcasy odbijały się od szkolnej posadzki. Potrącała ludzi, którzy stali jej na drodze, przedzierała się przez nich, chciała jak najszybciej stąd uciec. Gdzieś, gdzie nikt jej nie znajdzie. W uszach dźwięczała jej muzyka, lecz jej mózg nie rozróżniał słów. Czuła się wyłączona i desperacko starała się nie płakać.

Nananananananananana
Nananananananananana

    W końcu wylądowała na jakimś opuszczonym korytarzu na szóstym piętrze. Oparła łokcie na parapecie i wyjrzała przez otwarte okno. Zimne grudniowe powietrze drażniło jej twarz, mokrą mimo usilnych starań. Wzięła głęboki oddech i spojrzała w dół. Tak wysoko. Nie ma szans, żeby wyszła z tego cało. Wystarczy wejść na parapet...
    NIE. Przypomniały jej się słowa Carmen. Nie warto nawet próbować. Przecież w momencie skoku żałowała, że to w ogóle zrobiła. A jeśli coś nie wyjdzie i skończy jako warzywo?
    Nerwowo przełknęła ślinę. Nie, to nie jest dobry pomysł. Odsunęła się od okna jak najdalej mogła i przylgnęła plecami do lodowatej ściany. Przebiegły ją dreszcze, ale to ją na chwilę uspokoiło. Na chwilę, bo usłyszała kroki na korytarzu.

I’m here to collect your hearts
It’s the only reason that I sing
I don’t believe a word you say but I can’t stop listening

    Dwie osoby, zdecydowanie. Szli dość szybko, słyszała też stłumiony śmiech. Szczęściarze. Są razem i...
- Panna Granger? - Głos był przyjemny i bardzo znajomy. Uniosła głowę i napotkała jego piękne oczy. - Co pani tu robi?
- Cóż... Powiedzmy, że wypadek przy zabawie, Barna... profesorze Collins.
- Rozumiem... - Uśmiechnął się tajemniczo i spojrzał na towarzyszącą mu uczennicę jak na coś wyjątkowo obrzydliwego. - Właśnie odprowadzałem pannę Earnshaw do dormitorium, ten bal ją zmęczył. Da pani radę dojść sama? - zapytał takim tonem, że dziewczyna nie ośmieliła się odpowiedzieć nie i ruszyła dalej korytarzem.
    Zostali sami. Gdy spojrzała na niego, jej serce zaczęło bić szybciej. Podszedł do niej, położył jej dłoń na ramieniu i powiedział:
- A teraz, Hermiono, powiedz mi, co się stało.
- J-ja... To znaczy... Harry... - Nie mogła pohamować łez, które cisnęły jej się do oczu, mimo usilnych prób nieskompromitowania się przed nauczycielem. Zwłaszcza przed tym konkretnym nauczycielem. Zaniosła się takim szlochem, że zaczęło brakować jej powietrza.
    Dopiero silny uścisk i dotyk wyjątkowo ciepłych jak na niego dłoni spowodował, że trochę się uspokoiła. Uniósł jej twarz w swoją stronę i kciukiem starł łzy z policzków. Uśmiechnął się naprawdę szczerze i spytał:
- Może masz ochotę na herbatę? To cię powinno uspokoić.
    Milczała, ale skinęła głową. Odsunęła się i spróbowała zrobić krok do przodu, ale mało brakowało, a by upadła. Wampir nie zwlekał chwili dłużej – delikatnie wziął ją na ręce, a ona wtuliła się w jego klatkę piersiową. Miała wrażenie, że zaraz zaśnie, tak było jej przyjemnie. Jednak potrzebowała teraz wsparcia, a on jej go udzielał. Czuła do niego sympatię i wdzięczność, że zamiast spędzać miły wieczór, zajmuje się nią, próbuje pocieszyć. No i tak strasznie ją pociągał, zwłaszcza teraz... Wciągnęła jego zapach i jeszcze bardziej zakręciło jej się w głowie. Łzy już nie płynęły, ale serce ją bolało. To był okropny, piekący i rozdzierający ból.
- Już jesteśmy. - Słowa wampira przywróciły ją do rzeczywistości. Postawił ją ostrożnie na ziemi i razem przeszli przez drzwi, które tak dobrze pamiętała ze swojej ostatniej wycieczki do jego komnat. Miała tylko nadzieję, że tym razem nie zemdleje.
    Podał jej ramię i wolno podprowadził ją do fotela, a sam usiadł na kanapie naprzeciwko i machnął różdżką, na stoliku pojawił się dzbanek z herbatą i dwie filiżanki. Podał jej jedną, a sam wziął do ręki drugą. Obserwowała jego dłonie i wyjątkowo czerwone usta, które spijały napój z porcelany. Hipnotyzowało ją to.
- Powiesz mi, co się stało? A może nie masz ochoty i chcesz porozmawiać o czymś zupełnie innym?
    To ją zaskoczyło. Mężczyzna, który rozumiał, że kobieta o pewnych sprawach po prostu nie chce mówić? Cud.

This is the story of how they met
Her picture was on the back of a pack of cigarettes
When she touched him he turned ruby red
A story that they’ll never forget
Never forget

Nie, ja... Ja muszę to z siebie zrzucić. Dziękuję – powiedziała, odstawiając niedopitą herbatę na stolik. - Cóż... Najogólniej to chodzi o to, że Harry mnie zdradził. Z moją przyjaciółką.
- Z panną Weasley? - upewnił się Barnabas, a gdy Hermioną skinęła głową, zagwizdał cicho. - Niebywałe. Spodziewałbym się tego po każdym młodzieńcu w tym zamku, oprócz niego. Przecież widać, że za tobą szaleje.
- Tak pan... tak myślisz? - ożywiła się.
- To oczywiste. Zresztą nie dziwię mu się – rzekł i mrugnął do niej. - Cóż... takie rzeczy się zdarzają. Powinniście porozmawiać ze sobą, szczerze. Przecież przede wszystkim jesteście przyjaciółmi, tak? Nie możecie pozwolić, aby coś takiego to zniszczyło. W końcu to Wybraniec i...
- I ma specjalne uprawnienia, tak? - zapytała kwaśno Hermiona. Collins zamrugał z wrażenia, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.
- Oczywiście, że nie! Chodziło mi bardziej o to, że wasza przyjaźń jest bardzo cenna i powinniście stawiać ją na pierwszym miejscu. Oczywiście jest ta przepowiednia i...
- Zaraz. Pan wie o przepowiedni? - zdziwiła się Hermiona. - Myślałam, że wie tylko garstka ludzi, Dumbledore i Zakon...
- Powiedział mi o tym w zaufaniu mimo tego, że nie jestem członkiem Zakonu – gładko wybrnął wampir, a dziewczynie zrobiło się gorąco, gdy znowu na niego spojrzała.
    Miał włosy w tym nieładzie, co na scenie, koszulę zdecydowanie zbyt mocno rozpiętą i... Właśnie zdejmował marynarkę. Jedynie dziwne wydało jej się, że nie podwinął rękawów koszuli.
- Hermiono, wszystko dobrze?
- Rewealcyjnie! - zapewniła, zdając sobie sprawę, że bezczelnie się na niego gapiła. Po chwili również się poprawiła: - Rewelacyjnie.
- To świetnie. – Uśmiechnął się, dopijając herbatę. - Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, Hermiono. - Uwielbiała, gdy wymawiał jej imię. - Naprawdę zasługujesz na szczęście. - Ledwo się powstrzymała, aby nie oblizać ust. - Merlinie, już piąta rano! To cudowne jak szybko czas leci przy dobrej zabawie, nieprawdaż?
- T-tak... - Spuściła wzrok i lekko się zarumieniła. - To może... ja już pójdę.
- Cóż, jeśli chcesz, to nie będę cię zatrzymywał.
    Wstał i odsunął odrobinę stolik, aby ją przepuścić. W sekundę znalazła się przy nim.
- Chodzi o to, że... nie bardzo chcę. Dobrze mi tu, ale nie powinnam... cię niepokoić.
- Ależ to nie jest problem, Hermiono! W najmniejszym stopniu.
    Stali naprzeciw siebie, wpatrując się sobie w oczy. Nie, musi wracać. Naprawdę powinna.
- Mimo to, pójdę...
    Barnabas przez chwilę badał wzrokiem jej twarz, po czym podszedł i objął ją ramionami. Odwzajemniła uścisk. Dziwnie się czuła, ale też... nie chciała, aby się to kończyło. Za nic w świecie.
Mimo to po chwili znowu stali naprzeciwko siebie, a ciszę dookoła nich przerywały jedynie ich własne oddechy.
- Naprawdę powinnaś być szczęśliwa – wyszeptał. - Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej.
- Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem – dokończyła.
- Chyba teraz jestem szczęśliwy...
- W tej teraźniejszości...? - zapytała cicho, głosem ciężkim od napięcia.
    Sekundę później jego usta dotknęły jej ust. Były ciepłe, bardzo ciepłe. Czuła na sobie tylko te wargi, przyjemne i jakby stworzone dla niej. Po chwili poczuła jego język jak próbuje dotknąć jej własnego. Był taki gorący... Z radością go przywitała i ten pocałunek jeszcze bardziej jej się spodobał. Tego teraz potrzebowała. Ale zaraz... chyba miała iść, tak? A jeśli on jej tu nie chce i...
    Odsunęli się od siebie. Hermiona nie mogła złapać oddechu, ale wpatrywała się z głodem w jego oczy, które teraz pięknie się świeciły. W tym samym momencie powiedzieli:
- Zawsze chciałem to zrobić.
- Zawsze chciałam to zrobić.
    Nie zaśmiali się, nic z tych rzeczy. Byli absolutnie poważni, ale w sposób... przyjemny.
- Cóż... Możesz zostać, jeśli chce...


And all the boys are smoking menthols
Girls are getting back rubs
I will drift to you if you make yourself shake fast enough
My old ex become new again
My old friends become exes again

    Nie dokończył, bo pocałowała go z taką pasją, że prawie się przewrócił. Po chwili jednak odzyskał rezon i zaczął oddawać pieszczoty z ogromną zawziętością. Zupełnie jakby chciał, aby zapomniała smaku, dotyku, zapachu Pottera, a skupiła się tylko i wyłącznie na nim.
    Hermiona nawet nie myślała o Harrym. Nie czuła wyrzutów sumienia, cieszyła się chwilą i wręcz odpływała. Godryku, jak ten facet całował! To powinno być nielegalne, tak bardzo było przyjemne. Jej ręce oplatały jego szyję, a on przyciągnął ją za biodra do siebie i wylądowali na kanapie. Nie wydało jej się dziwne nawet to, że praktycznie leżała na nim, a on zaczął całować jej szyję. Ramiączko sukienki zsunęło jej się prawie całkowicie, ale jego to tylko zachęcało. A ona cicho pojękiwała, bo Harry jakoś nigdy na to nie wpadł, że można trochę inaczej całować dziewczynę. Te pocałunki w szyję były... czasami prawie ugryzieniami, czasami delikatnymi dotknięciami językiem. Krew w niej buzowała i w końcu ponownie zetknęła ich usta, a on wydał z siebie dziwny dźwięk. Jeszcze bardziej podekscytowana, sięgnęła do jego koszuli, po omacku rozpinając resztę guzików.
Był wyjątkowo umięśniony. Strasznie jej się podobał, zwłaszcza ta jego śmiertelna bladość. Dlatego, gdy wplótł rękę w jej włosy, zaczęła rozpinać mu mankiety koszuli. Od razu wyczuła, że się spiął. Wydało jej się to dziwne, ale nie przerwała "pracy". Jej błąd. A może nie?
    Nagle brutalnie wyleciała w powietrze razem z nim i oparła się o ścianę. Stali, a on złapał ją za nadgarstki i spojrzał w oczy. Nie bała się. Zaintrygował ją i zachęcił maksymalnie do poznawania go. Dłońmi przesuwał po jej sukience, palcami poznawał materiał... A ona chciała, aby poznawał ją, a nie tkaninę! Chwyciła go za kark i przyciągnęła do siebie, całując mocno w usta i przygryzając jego wargę, a potem policzkiem wędrując do ucha. Zadrżała, gdy dotknęła zimnej skóry, ale z jego gardła wydarł się pomruk, który wynagrodził wszystko. Do tego chyba zrozumiał aluzję, bo jedną ręką gładził jej udo pod sukienką, a drugą pozbywał się kolejnego ramiączka. Jednocześnie rytmicznie ocierał się swoimi biodrami o jej, aż w końcu z ust Hermiony wyrwał się okrzyk:
- Barn... Barn... abas!
- Hermiona... - wymruczał. - Moja Hermiona...
    Zdjął z niej sukienkę i mocniej przycisnął do ściany. Niemal pożerał ją wzrokiem, w końcu została w samej bieliźnie. Co jego język z nią wyczyniał... A delikatny nacisk jego kłów na usta był po prostu przytłaczający. Gdy kolejny jęk wyrwał się z jej ust, oplotła jego biodra nogami, a on zaniósł ją na łóżko, którego od dawna nie używał. Jej brązowe loki rozsypały się po poduszce.

Oh, where did the party go?
We’re ending it on the phone
I’m not gonna go home alone
Oh, where did the party go?

    Wampir zaczął całować jej policzki, szyję, usta, brzuch... Po chwili sięgnął do paska od spodni, a Hermionę zalała nagle panika.
    Chwyciła jego dłoń i cała czerwona powiedziała:
- Nie, jeszcze nie teraz.
    Spojrzał na nią tymi głębokimi oczami.
- Rozumiem.
- Po prostu... nie odchodź, dobrze?
- Hermiono... ja cię nigdy nie zostawię. - Pocałował ją w czoło. - Wesołych Świąt.
    Tej nocy Barnabas Collins wyjątkowo nie spał w trumnie i, co dziwne, było mu wygodnie. A Hermiona nie płakała i nie miała koszmarów, o co tak bardzo się bała.

Nananananananananana
Nananananananananana

    Carmen wpadła na ścianę i chyba przewróciła jakiś stojak z eliksirami, ale nie dbała teraz o to. Bardziej skupiła się na pozbawieniu Severusa Snape'a tego ślicznego garniturku. Było to dość trudne, zważywszy na to, że całkowicie pochłaniały jej uwagę jego usta pożerające jej usta i jego dłonie ściskające jej pośladki.
    Zaskoczył ją. Nie spodziewała się po nim, że nie dość, że ubierze się jak człowiek, to do tego przeprosi ją i urządzi jej tak... miły wieczór. Może jednak ma szansę? Może powinna się odkryć ze swoimi uczuciami? Ale tak bardzo bała się, że ją zrani, odrzuci... W końcu był typem odludka, może nie chciał się bardziej angażować. Gdzieś przeczytała, że tak naprawdę nikt jeszcze nie cierpiał, gdy spełniał swoje marzenia. A świadomość, że on odwzajemnia jej uczucia była chyba najpiękniejszym, co mogłoby ją spotkać. To byłby najlepszy prezent od życia.
    Zaraz... prezent. Chyba mówił, że coś ma dla niej.
    Z trudem przerwała jego pocałunki i wyplątała jego dłonie ze swojej sukienki, która teraz zdecydowanie wymagała prasowania. Jej włosy za to przypominały te, którymi szczyciła się Hermiona na co dzień. Prawie jęknął z żalu i zdobył się jedynie na nierozumiejące niczego spojrzenie.
- Podobno masz coś dla mnie – powiedziała Carmen z demonicznym uśmieszkiem. Założyła ręce na piersiach i, pomimo absurdu całej tej sytuacji, wpatrywała się w niego. Niby ze stoickim spokojem, ale w środku aż drżała z emocji.
- T-tak... Czekaj – wymruczał i poszedł do sypialni. Udała się za nim i usiadła na skraju łóżka.

I know I expect too much
And not enough all at once
You know I only wanted fun then you got me all fucked up on love

    Wpatrywała się w niego, jak nerwowo przeszukuje szafę i szuflady. W końcu wyciągnął jakieś zawiniątko owinięte w czerwony papier i podał jej je bez słowa. Uniosła brew, ale nic nie powiedziała. Szybko rozwinęła pakunek i...
- Możesz zamknąć usta, Brown. Chyba, że dzisiaj robisz za popielniczkę albo kominek.
    Odzyskał już panowanie nad sobą, bo teraz wpatrywał się w nią zjadliwie. Nie mogła w to uwierzyć – trzymała właśnie na kolanach czarne pudełko z najrzadszymi składnikami eliksirów świata. Były tam włosy z ogona jednorożca, ale też łuski moreny czy patlinek niepospolity. Po chwili delikatnie odłożyła pudełko na szafkę nocną, aby nic się mu nie stało i dosłownie rzuciła się na Snape'a. Ściskała go tak mocno, że prawie się udusił. Nie obyło się bez kilku zgryźliwych uwag, ale i tak była wdzięczna.
- Dziękuję – wyszeptała w jego ramię.
- Proszę.
- Podobał ci się prezent ode mnie? - zapytała nagle, uniosła głowę i uśmiechnęła się szelmowsko.
- Taaaaak... Fartuch z napisem "Ten Mistrz Eliksirów wymiata" wpasował się idealnie w moje gusta.
- Widzisz? Specjalnie wybrałam czarny.
- To były inne kolory? - Z wrażenia aż usiadł.
- Zdziwiłbyś się, co można znaleźć w mugolskim seks szop... w mogolskich sklepach.
- Ach tak? - zapytał z nonszalancją w głosie. - Cóż, będziesz mi musiała kiedyś pokazać...
- Marzę o tym – rzuciła z sarkazmem i usiadła na jego kolanach. - Wiesz, o czym jeszcze marzę?
    W końcu udało jej się zdjąć z niego marynarkę i rozpiąć koszulę. Tak bardzo go uwielbiała. Był jej, tylko jej i... czy aby na pewno?
    W każdym razie całował ją tak, jak nikt dotąd w jej życiu. Ich języki co trochę splatały się, ciała tworzyły jedno, dłonie błądziły po ciele...
- Severus?
- Hm? - mruknął, zbyt nią zajęty.
- Kocham cię – powiedziała między pocałunkami.
    Wyczuła jak spiął się przez chwilę, po czym dalej ją całował.
- Jesteś jak dotąd najważniejszą katastrofą w moim życiu, Brown.
    Zaśmiała się i zaczęła podgryzać jego dolną wargę, gdy nagle coś do niej dotarło. Brown. Nazwał ją po nazwisku. Odsunęła się.


Oh, I looked for your name on the Ouija Board
And your naked magic, oh dear lord
You and me are the difference between real love and the love on TV

Brown?
- Jakoś nigdy ci nie przeszkadzało...
- BROWN?! - Była naprawdę wkurzona.
- To jak mam mówić?
- Po imieniu. Carmen. Car. Jakkolwiek, byle nie po nazwisku!
- Obawiam się, że to awykonalne, Brown...
    Wściekła się.
- Jak możesz? Po tym wszystkim... Jestem dla ciebie tylko, Brown, tak? Przyznaj się, nic dla ciebie nie znaczę. Lubisz się bawić mną, przyznaj. To musi być bardzo zabawne: naiwna uczennica sama pcha ci się do łóżka, więc niby czemu tego nie wykorzyst...
- Przestań! - W jego głosie brzmiał gniew. Wstał i teraz górował nad nią. Wziął głęboki oddech. Musiał się uspokoić. Po chwili odezwał się normalnym głosem, tyle że pozbawionym złośliwości: - Doskonale wiesz, że tak nie jest. - Po przerwie dodał: - Carmen.
    Spojrzała na niego. W jego oczach widziała... Nie, to niemożliwe. Desperacja? O co tu, na fioletowe gacie Merlina w jednorożce, chodzi?

And all the boys are smoking menthols
Girls are getting back rubs
I will drift to you if you make yourself shake fast enough
My old ex become new again
My old friends become exes again, yeah

    Przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Gładził jej krótkie włosy przetykane jasnymi pasmami. Wdychał zapach jej szamponu, jej całej i pomyślał, że jest dla niego najważniejsza na świecie. Nie może pozwolił jej odejść, nie po takim czasie. Zbyt mocno go poznała i, wstyd się przyznać, nie mógłby bez niej normalnie funkcjonować.
- Severus? - zapytała niepewnie. - Wszystko dobrze?
    Milczał, więc delikatnie pocałowała go w usta, a potem mocniej oddała uścisk.
- Wszystko będzie dobrze. Po prostu... Nie traktuj mnie jak dziecko, co? Nie, poczekaj. Nie przerywaj. Zdaję sobie sprawę z różnicy wieku, ale w świecie czarodziejów... To nic. Mgnienie, chwila. A że ludzie będą gadać... To mnie nie obchodzi. Nie przeżyją za mnie mojego życia i nie umrą za mnie. Już zdecydowałam.
- Robisz się coraz bardziej podobna do mnie. Mam się bać, Brow...
    Szybko się odsunęła i udała w kierunku drzwi. Otworzyła je i krzyknęła przez ramię.
- To koniec. Odchodzę. Między nami koniec!

Oh, where did the party go?
We’re ending it on the phone
I’m not gonna go home alone
Oh, where did the party go?

    Zdesperowany Snape rozłożył ręce i krzyknął za nią:
- Carmen! Wracaj!
    Od razu przekręciła się na pięcie.
- Nigdy więcej tego nie rób, słyszysz? - upewniła się i rzuciła się na niego.
    To była długa i bardzo przyjemna noc... To znaczy jej reszta.

Nananananananananana
Nananananananananana

    Harry wpatrywał się w ścianę. Na nic innego nie było go stać.
    Nie rozumiał tego. Zupełnie. Przecież poszedł po napoje i spotkał Hermionę, widać chciała mu potowarzyszyć. Usiedli na ławce. Była taka piękna, tylko jego. Pocałował ją, bo była jego dziewczyną – to normalne, prawda? Uczucie było inne, ale... To była Hermiona. W każdym razie tak mu się wydawało. Chwilę potem zobaczył drugą Hermionę, która miała łzy w oczach. Nie zdążył nic powiedzieć, nie mógł zebrać nawet myśli, po poczuł pieczenie na policzku. A potem już jej nie było.

We were the kids who screamed
We weren’t the same”
In sweaty rooms
Now we’re doomed to organizing walk-in closets like tombs
Silent film stars stuck in talking cinema life
So let’s fade away together one dream at a time

    Złapał się za włosy. To nie miało być tak! Skąd miał wiedzieć, że to Ginny? Zresztą, jakim cudem były dwie Hermiony... On je widział, ale czy ona widziała... sobowtóra czy kim tam się nagle stała młoda Weasley? To wszystko było zbyt skomplikowane.
    Harry, pomyśl. Jeszcze raz wylicz fakty. Prawda numer jeden: całowałeś się z najlepszą przyjaciółką swojej dziewczyny na jej oczach. Prawda numer dwa: nie miałeś o tym zielonego pojęcia. Wniosek: magia.
    Nagle się poczuł, jakby wszystkie trybiki wskoczyły na swoje miejsce. Ginny, musi ją znaleźć. To jej sprawka – wszystko zepsuła, więc niech teraz to naprawi.
    Nie może stracić Hermiony. W żadnym razie.

Nananananananananana
Nananananananananana

Tak, Draco. Zrobiłam jak mówiłeś.
    Pospolitemu obserwatorowi mógł dziwnym wydać się fakt, że Ginny Weasley właśnie przemawiała do powiększonego galeona w Łazience Prefektów. Miała do tego miejsca hasło jeszcze od Hermiony – na myśl o tym, co jej zrobiła, łzy zaszkliły się w jej oczach. To było złe. I bardzo dobrze o tym wiedziała, ale to miało pomóc Malfoyowi... A ona tak bardzo go kochała. Oni się na pewno pogodzą, a Draco zyska w oczach Czarnego Pana. Może kiedyś nawet ją ułaskawi...
- Ginny? Chyba się zamyśliłaś. Wszystko dobrze?
- Nie. - Wzięła głęboki oddech, aby się uspokoić. - Nie, Draco, nie jest dobrze. Zrobiłam właśnie coś okropnego, coś, co zraniło moich najlepszych przyjaciół i najlepszych ludzi, jakich znam.

Oh, where did the party go?
We’re ending it on the phone
I’m not gonna go home alone
Oh, where did the party go?

Kochanie... Wiem, że to na pewno było dla ciebie trudne. Spójrz na mnie. - Rudowłosa przeniosła wzrok z podłogi na coś w rodzaju lustra. - Bardzo ci dziękuję. To naprawdę pomogło. Niedługo się zobaczymy, dobrze? Jeszcze przed rozpoczęciem semestru. Dzięki temu, co zrobiłaś, będziemy mogli się widywać.
- Na-naprawdę...? - Łza spłynęła jej po policzku.
- Oczywiście. Kocham cię najbardziej na świecie.
    Ginny uporczywie starała się zwalczyć obraz, jaki miała przed oczami zawsze, gdy zamykała powieki.
    Płacząca Hermiona, nierozumiejący wzrok Harry'ego.
    Najgorszy był ból w okolicach klatki piersiowej.

Nananananananananana
Nananananananananana
Nananananananananana
Nananananananananana
Nananananananananana
Nananananananananana
Nananananananananana


______________________________________________
Fall Out Boy – Where Did The Party Go?
Harry Potter - Book And Scroll