Harry Potter - Book And Scroll

27.12.12

10. Przepowiednia

Chór
"O śmiertelnych pokolenia!
Życie wasze, to cień cienia.
Bo któryż człowiek więcej tu szczęścia zażyje
Nad to, co w sennych rojeniach uwije,
Aby potem z biegiem zdarzeń
Po snu chwili runąć z marzeń.
Los ten, co ciebie, Edypie, spotyka,
Jest mi jakby głosem żywym,
Bym żadnego śmiertelnika
Nie zwał już szczęśliwym."

    Carmen siedziała w ciemnej bibliotece. Nikłe światło świec oświetlało duży stół i ogromny stos książek. Przetarła zaspane oczy; cienie się wydłużały. Zerknęła na zegarek i ze zdumieniem stwierdziła, że właśnie dochodzi pierwsza w nocy. Nie powinna tu być. Nie o tej porze. Ziewnęła, zamknęła "Magię umysłu" i sięgnęła po następny tom. Otworzyła "Sekrety podświadomości" na losowej stronie i zaczęła błądzić po kartkach wzrokiem.
    Nagle się ożywiła. Natrafiła na dość ciekawy fragment. Tak, to jej się na pewno przyda, tego szukała!

    Według greckiej mitologii pierwsi ludzie stworzeni zostali z czterema nogami i czterema ramionami oraz o głowie o dwóch twarzach. Zeus, obawiając się ich potęgi, przeciął wszystkich na dwie części, skazując je na szukanie się nawzajem do końca życia, gdyż osobno czuły się niekompletne. Takich ludzi nazywamy bratnimi duszami.
    Nie jest to tylko wytwór wyobrażeń starożytnych Greków, tkwi w tym wszystkim ziarno prawdy. Większość ludzi może zakochiwać się po kilka razy, w różnych osobach. Istnieją jednak na świecie wyjątki. Czasami, bardzo rzadko, zdarza się tak, że jakaś osoba inaczej pojmuje świat niż reszta. Nie jest to w żadnym wypadku choroba, lecz wyjątkowy dar i umiejętność. Ten umysł jest wybitny, zdolny do największych dokonań. Niestety, taki człowiek przeważnie skazany zostaje na samotne życie, gdyż nikt go nie pojmie i nie zrozumie. Jednak zdarza się, że taka osoba spotka sobie podobną – w takim przypadku są one nie tylko bratnimi duszami, ale także umysłami, ciałami, emocjami... Ci szczęściarze są sobie przeznaczeni, od początku do końca świata. Nie liczy się wtedy różnica wieku, pozycja społeczna, nawet charakter... Idealnie się dopełniają i aby zaznać wiecznego spokoju umysłu muszą się połączyć, w innym wypadku ich życie będzie do samego końca nieszczęśliwe i niepełne. Zdarza się, że bratnie dusze rodzą się w różnych epokach, tak, iż w momencie narodzin jednego, drugie już dawno nie żyje. Jest to sytuacja tragiczna i nawet najwięksi czarodzieje świata magii do dziś nie zdołali wyjaśnić tej tajemnicy przeznaczenia. Znana brytyjska czarownica, Gryfelda Mastix, twierdzi, że...

    Carmen zatrzasnęła książkę z trzaskiem. Więcej wiedzy na ten temat nie potrzebowała. Przeciągnęła się z cichym jękiem i zaklęciem odesłała księgi na półki. Wstała i ruszyła ciemnym korytarzem do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Słyszała stukot obcasów swoich butów o kamienną posadzkę. Czuła zimno bijące ze starych murów szkoły i przyspieszyła kroku.
    Nagle poczuła lodowatą dłoń na lewym ramieniu. Wzdrygnęła się i zatrzymała, aby stanąć oko w oko z Luną Lovegood. To było dziwne. Dziewczyna miała strasznie bladą twarz, wręcz białą, i jeszcze bardziej niż zwykle zamglone spojrzenie (jak widać, wszystko jest możliwe).
- Co tu robisz? Jest po ciszy nocnej! - Carmen z trudem mogła opanować lekkie drżenie swojego, zwykle obojętnego, głosu.
- Weź to. - Luna włożyła brunetce pomiętą kartkę w dłonie. - Weź i oddaj Wybranemu.
- Ja... Co...
- Oddaj Wybranemu. Czarny Pan rośnie w siłę. Oddaj...
- Skąd to masz?! - Gryfonka prawie krzyknęła. Złapała blondynkę za ramiona i lekko nią potrząsnęła.
- Wizja. Miałam wizję. Oddaj Wybranemu.
    Carmen cofnęła się. Miała tyle pytań! Jaka, na Merlina, wizja?! I Wybrany... A może Wybraniec? Tak, musi to oddać Harry'emu! Tylko...
- Ej, gdzie jesteś? Luna!
    To dziwne, ale dziewczyna zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Jakby rozpłynęła się w powietrzu...
- Lumos!
    Brązowowłosa zapaliła różdżką światło i zerknęła na kartkę. Była zapisana niestarannym, jakby mechanicznym pismem. Zaczęła czytać. Gdy tylko skończyła, biegiem ruszyła do Pokoju Wspólnego Gryffindoru. Harry Potter, musi go odnaleźć...

***

"Twe cięciwy miotły strzały
Gdzieś daleko za granice
Zwykłych szczęść i chwały.
Wróżą zmogłeś ty dziewicę,
Ostrzem zbrojną szponów.
Żeś nam stanął jako wieża
Obronna od zgonów,
Uczcił w tobie lud rycerza
I wywyższył cię ku niebom,
Byś królem był Tebom."

    W Pokoju Wspólnym Gryffindoru, mimo późnej pory, przebywało jeszcze kilka osób. Głównie byli to piątoroczni, którzy grali w szachy czarodziejów. Jednak na kanapie siedziały dwie osoby, przytulone do siebie i najwidoczniej śpiące.
    Nagle przez dziurę pod portretem przeszła dość wysoka i szczupła postać. Podbiegła od razu do sofy i zaczęła potrząsać przyjaciółmi. Hermiona aż podskoczyła z przerażenia, a widząc, że Harry był o nią oparty, natychmiast spłonęła rumieńcem.
- Co się stało? - Miona zapytała Carmen, która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę.
- Cicho! To bardzo ważne! Byłam w bibliotece i szukałam pewnych... hmmm... informacji. A jak wracałam to znalazła mnie Pomyluna i dała mi przepowiednię!
- Co? O czym ty mówisz? Luna i...
- Tak, tak, to co najmniej dziwne. Zwłaszcza, że nie wierzę w takie bzdury jak wróżbiarstwo. Ale, na długą brodę Merlina, coś w tym jest! Przeczytajcie! Najpierw ty, Harry. To coś specjalnie dla ciebie. - Brunetka podała kartkę chłopakowi, który ją wziął, a w miarę jak czytał, jego brwi stopniowo podjeżdżały w górę. Po chwili podał pergamin Hermionie.
- O co w tym chodzi? - zapytał.
- To chyba dość jasne. To zaszyfrowany sposób na pokonanie Voldemorta. Chyba trochę możesz pomyśleć, Złoty Chłopcze?
- J-ja... To...
- Cóż za elokwencja! Naprawdę masz bogate słownictwo, Potter – powiedziała Carmen, uśmiechając się sardonicznie.
- Nie obrażaj go! Tu chodzi o interpretację, prawda? A przecież Harry nie jest w tym za dobry... - Hermiona zaczęła bronić Wybrańca.
- A w czym niby jest... - mruknęła pod nosem Brown tak, żeby pozostali tego nie dosłyszeli.
- Musimy z tym iść do Dumbledore'a! - Czarnowłosy widocznie się zreflektował.
- On ma rację, Car. Trzeba go powiadomić, ale już nie dziś. Chodźmy wszyscy spać, na pewno jesteśmy zmęczeni...
- Zwłaszcza ty – dodała dziewczyna z ironicznym uśmieszkiem na ustach, na co Miona znowu się zarumieniła.
- To... Dobranoc, Harry!
- Branoc!
    Szybko ruszyli do swoich dormitoriów. Hermiona spoglądała wilkiem na towarzyszkę, która nie mogła powstrzymać chichotu. W końcu szturchnęła ją łokciem i zapytała:
- Co cię znowu tak śmieszy?
- Ty.
- Że jak?
- No bo to takie zabawne... Lecisz na Pottera i nagle znajduję was na kanapie, na dodatek objętych i śpiących... Wiesz, że inni też tak was widzieli? Wcześniej przecież Gryfoni wracali z błoni...
- No i co z tego? - Granger udawała obojętność, ale wewnątrz po prostu się gotowała.
- Ty masz nadzieję. – Brown nagle spoważniała. - Masz nadzieję, że on też coś do ciebie czuje, coś więcej niż do zwykłej przyjaciółki.
- A-ale...
- Nie cierpię, gdy ktoś mi przerywa! Po zapoznaniu się z treścią przepowiedni można wiele wywnioskować. On jeszcze tego nie rozumie, ale wiem, że ty tak. Jesteś przecież inteligentna, to fakt, i tylko głupiec by to kwestionował. Ale tu nie musi chodzić o ciebie, pamiętaj. Bądź po prostu ostrożna. - Carmen się zmieniła. Twarz jej złagodniała, a chłodne przeważnie spojrzenie zastąpiło coś w rodzaju... uczucia? Z braku lepszego słowa trzeba to tak opisać, jednak było to coś delikatniejszego, subtelniejszego...
- Car, czy ty... Czy ty się o mnie martwisz? - Hermiona prawie się uśmiechnęła, ale twarz rozmówczyni znowu przyjęła nieodgadniony i obojętny wyraz. - Nie rób tego, wyglądasz tak miło, jak się kimś przejmujesz...
- Ja. Nigdy. Nie. Wyglądam. Miło. - Wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- Oj, przestań. Nareszcie pokazałaś, że masz uczucia! Brawo! - Brunetka klasnęła w dłonie, natomiast jej rozmówczyni prychnęła, odwróciła się na pięcie i wkroczyła do pokoju, rzucając się w akcie desperacji na łóżko. Chwilę potem obie zasnęły.

***

"A dziś kogo większa moc
Klęsk i złego gnębi?
Któż w czarniejszą runął noc
Do nieszczęścia gnębi?
Edypa głowo wysławiona,
Jednej starczyło przystanie
Na syna, ojca kochanie
I jednego łona.
Jakoż cię mogły znosić do tej pory
W milczeniu ojca ugory?"

    W niedzielny poranek Harry obudził się z dziwnym uczuciem. Coś w jego głowie kazało mu rozmyślać ciągle o Hermionie. Wczoraj było mu tak przyjemnie... Nawet nie pamiętał, kiedy zasnął w jej ramionach. No i ta przepowiednia. Właśnie, musi powiedzieć dyrektorowi!
    Wstał i zobaczył, że Ron właśnie się obudził. Rudy od razu wyszczerzył się do niego.
- O co ci znowu chodzi? - zapytał Harry z irytacją.
- Gratuluję Hermiony. Jak było wczoraj? Miałeś być przecież z Romildą, a tu taka niespodzianka...
- O czym ty mówisz? Z Vane nic nie wyszło, a Miona tylko mnie pocieszała!
- Sam chciałbym być tak pocieszany... I jak, dobrze całuje?
- Ja... CO?! Ron, ja z nią nie jestem! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! A przyjaciele się wspierają i przytulają, nic więcej!
- Oj, dobra, niech ci będzie... Po prostu wczoraj jak wracałem z Deanem i Seamusem to was zauważyliśmy. Ja nie chciałem cię budzić, zresztą wydawałeś się szczęśliwy... A Miona też chyba później nie narzekała...
- Odczep się, bo jej powiem, a wtedy nie da ci spisywać prac domowych przez miesiąc, jak dobrze pójdzie. - Ron zbladł.
- Nie, nie! Dobra, już nic nie mówię...
    Chłopcy szybko się ubrali i zeszli na śniadanie. Dziewczyny właśnie zabierały się za stos tostów z dżemem truskawkowym. Usiedli i zaczynali jeść, gdy nagle zobaczyli dyrektora, który wyraźne miał zamiar przemawiać. Ruchem ręki uciszył rozgadanych uczniów i rozpoczął:
- Moi drodzy studenci! W tym roku stwierdziłem, przy aprobacie reszty grona pedagogicznego, że na Boże Narodzenie przyda wam się bal! Tak, dobrze słyszeliście. Urządzimy wielkie widowisko, a wy macie obowiązek na nim być i zatańczyć. Uczennice oczywiście koniecznie muszą mieć sukienki, a chłopcy powinni być elegancko ubrani. Organizujemy Bal Bożonarodzeniowy głównie z powodu zwiększającej się liczby uczniów, którzy chcą zostać na ferie świąteczne. Mam nadzieję, iż pomysł ten przypadnie wam do gustu i będziecie się dobrze bawić. A teraz z powrotem pałaszujcie śniadanie! Smacznego!
    Dyrektor usiadł na swoje miejsce i z rozbawieniem przyglądał się wrzawie, jaką to ogłoszenie wywołało.
- Świetnie! Nareszcie coś się będzie działo! - Ginny nie kryła swojego podekscytowania. Posłała tęskne spojrzenie w stronę stołu Ślizgonów.
- No nie, znowu będę musiał założyć tę idiotyczną szatę! - Ron przybrał minę mopsa, który nie dostał ulubionej karmy.
    Hermiona nic nie powiedziała, tylko uśmiechnęła się delikatnie w stronę Harry'ego, a ten, ku jej zaskoczeniu i ogromnej radości, odwzajemnił uśmiech.
    W spokoju dokończyli posiłek. Gdy już większość uczniów opuściła Wielką Salę, a Dumbledore wyglądał, jakby miał zamiar już wychodzić, przyjaciele podeszli do niego.
- Panie dyrektorze... - zaczęła niepewnie Hermiona.
- Tak, panno Granger? - Staruszek uniósł pytająco swoją białą jak śnieg brew. - Jakieś problemy w szkole?
- Nie, skądże. Chodzi po prostu o pewną sprawę.
- Tak?
- Wczoraj Carmen po drodze z biblioteki do Pokoju Wspólnego spotkała Lunę Lovegood, która wyglądała... inaczej niż zwykle. Dała jej kartkę, którą miała przekazać Wybrańcowi... Harry'emu. To była przepowiednia. Nie wiemy jak ją traktować, ale woleliśmy zwrócić się z tym do pana.
- Czy mógłbym zobaczyć tę przepowiednię?
- Oczywiście, profesorze. - Hermiona poszperała w kieszeniach i po chwili wyjęła pomięty kawałek pergaminu. Podała go dyrektorowi. Ten w skupieniu przeczytał tekst, kilka razy, aby mu utkwił w pamięci. W końcu powiedział:
- Cóż, to bardzo interesujące. Oczywiście mogą to być nic niewarte słowa, lecz jeśli tak nie jest... W takim wypadku mamy sposób na pokonanie Toma Riddle'a! Dziękuję wam za tę informację. Czy mogę to zatrzymać na trochę? Chciałbym się skonsultować z kilkoma ważnymi osobami...
- Oczywiście, profesorze.
- W takim razie do widzenia, moi drodzy.
- Do widzenia, proszę pana! - Odpowiedzieli chórem. Po chwili jednak usłyszeli za sobą jeszcze głos Dumbledore'a:
- Jeszcze jedno! Macie może ochotę na cytrynowego dropsa? - Zapytał z tym swoim firmowym błyskiem w oku.
- Nie, dziękujemy! - Odrzekli i ze śmiechem udali się do wyjścia z Wielkiej Sali.

***

"Czas wszechwidny, ten odsłoni
Winy twojej brud,
Ślub nieślubny zemsta zgoni
Płodzących i płód.
O, niechajbyś się Laiosa dziecię
Nigdy nie był zjawił,
Nie byłbym teraz rozpaczą, co miecie
Jęki, serc krwawił.
Tyżeś to kiedyś roztworzył me oczy
I dziś ty grążysz mnie w mroczy."
- "Król Edyp", Stasimon IV

    Dyrektor tymczasem udał się do swojego gabinetu. Wrzucił do kominka garstkę proszku Fiuu. Po chwili wyszedł z niego Mistrz Eliksirów. Z niecierpliwością podszedł do biurka i usiadł na krześle.
- Po co mnie wezwałeś? - Zapytał swoim głębokim głosem.
- Mam sprawę, Severusie. A właściwie to problem. - Snape uniósł pytająco brew.
- Przeczytaj to. – Dumbledore podał mu zapisaną kartkę. Nauczyciel przeniósł swoje niechętne spojrzenie na świstek pergaminu i zaczął czytać.

Nadejdzie dzień, gdy wstanie Mrok,
Noc czarna ogarnie świat.
Złoty Chłopiec zrobi krok
Do tyłu, do własnych wad.

Jeszcze ciemniejszy świat nas powita,
Trwoga w sercach się zaszczepi,
Wątpliwość magów ogarnie, strach do nich zawita
Od krwi, kości, aż do trzewi.

I gdy nadzieja już przepadnie,
Gdy Mrok najmroczniejszym się wyda,
Wybraniec w ramionach Wybranki stanie
W tym im pomoże bogini Afrodyta.

Wtedy Miłość zatriumfuje,
Wiara, nadzieja – z tego Hogwart słynie.
O tym musicie pamiętać, tym walczyć
I wtedy Czarny Pan zginie.

- Co o tym myślisz, Severusie?


_______________________________
W kwestii przepowiedni, to jest to efekt nagłej napaści weny twórczej na francuskim. Wszystko sama wymyśliłam, wyjątek stanowi ostatnia linijka - zapamiętałam ją z jakiegoś ff o Sevmione.

12.12.12

9. Wampiry, randka i przyjaciółka

"Przejawem głupoty raczej niż odwagi jest
lekceważenie niebezpieczeństwa, kiedy
wisi ci ono nad głową."
- Sherlock Holmes, "Ostatnia zagadka"


    Hermiona usadowiła się wygodniej w fotelu i skrzyżowała nogi na siedzeniu. Przez chwilę układała sobie wszystko w głowie, patrząc na wyczekujących z niecierpliwością przyjaciół. W końcu wzięła głęboki oddech i zaczęła:
- Wampiry to jedne z najobrzydliwszych stworzeń na świecie – zarówno na tym czarodziejskim, jak i mugolskim. Sama nazwa tych kreatur pochodzi podobno od słowiańskiego upir, czyli upiór, choć może mieć też coś wspólnego z językiem węgierskim, tureckim i rumuńskim. Wampiry często nazywa się również nosferatu, co oznacza "siewca śmierci", "nieoddychający", "nieumarły". To bardzo dobre określenie, ponieważ bardzo ciężko jest zabić takie stworzenie. Jak powszechnie wiadomo, boją się czosnku i świętych przedmiotów, a przede wszystkim Hostii. Te rzeczy osłabiają je i obrzydzają, jednak nie zabijają. Nie mogą być również poddawane działaniu światła słonecznego, dlatego przeważnie śpią w dzień, a polują w nocy – podobnie jak wilkołaki. Parzy ich czyste srebro, mają też dar hipnotyzowania ludzi i panowania nad wilkami oraz nietoperzami, w które to mogą się także zmieniać. Tylko niektórzy z nich umieją posługiwać się różdżką i przeważnie są to jedynie bardzo proste czary. Nosferatu ma możliwość wchodzenia na statek i wysiadania z niego tylko pod warunkiem, że ten dotknie lądu i będzie to w czasie przypływu lub odpływu. O innej porze dnia jest tam uwięziony. Wampiry umieją też bardzo szybko się poruszać oraz latać na krótkie dystanse. Śpią w trumnach z ziemią z cmentarza, w innej nie zasną. Aby zabić taką istotę, trzeba przebić jej serce osikowym kołkiem lub srebrnym sztyletem i odciąć głowę, a tym młodym dodatkowo napełnić usta czosnkiem. Bardzo rzadko popełniają samobójstwa – robią to czekając na wschód słońca, niczym nieosłonięci. Te żywe trupy (bo jak najbardziej można je tak nazwać, choć nie są inferiusami) żywią się ludzką krwią, jednak tym najłagodniejszym wystarczy posoka zwierząt. Wampiry są bardzo piękne, mają bladą skórę, czerniejącą tylko w okolicach oczu. Ich zmysłowo czerwone usta zachęcają do pocałunku, śnieżnobiałe kły lekko wystają, a włosy mają ciemny kolor i błyszczą subtelnym blaskiem. Ich palce są bardzo długie i zakończone ostrymi paznokciami. Są przerażająco chudzi, ubierają się staromodnie i tak też czasami wyrażają. Uprzedzając wasze pytania – nie, profesor Snape nie jest wampirem. - Chłopcy cicho zachichotali, a właściwie to zarechotali (Ron prawie się udławił własnym językiem, na co Hermiona posłała mu mordercze spojrzenie).
- Ale jak to? Przecież jest taki nietoperzowaty i blady... - zaczął Fred z powątpiewaniem.
- Ale wychodzi na słońce! Zresztą, czy ktokolwiek z was słyszał kiedyś, żeby jakaś uczennica kochała się w Snapie? Nie? Och, jaka szkoda. Jak widzicie, okazem piękna to on nie jest, więc nie może być też wampirem.
- A pół na pół? No wiesz... Pół-człowiek, pół-wampir...
- Też nie. Gdyby taki był, to miałby widoczne kły, bo żadne zaklęcie ich nie maskuje. No i do tego skłonności krwiopijcy...
- O to mógłbym go posądzić – rzucił kąśliwie Harry, ale zamknął się, gdy spojrzał na lodowate spojrzenie Hermiony. Od czasu umówienia się z Romildą wolał jej jednak nie denerwować...
- Pozwolicie mi dokończyć? Dziękuję. Otóż najbardziej znanym na świecie wampirem jest hrabia, czy też książę Dracula. Był on rumuńskim władyką w XV w. Rządził Transylwanią z namaszczeniem cesarza niemieckiego Zygmunta. Książę walczył z Turkami i niestety przegrał, a jego żona z rozpaczy rzuciła się z wieży zamku do rzeki. W tym samym czasie uwiodła go pewna wiedźma, a gdy ją później odrzucił, zaklęła go, obdarzając straszliwą klątwą:

Jeśli spełni jeden czyn, by miłość oraz szczęście mieć,
Odezwie się mej magii zew, a miłość jego weźmie... śmierć.

Dracula szukał zemsty i został osadzony za zbrodnie w więzieniu w Wyszehradzie. Miał tam tkwić latami, jednak znalazł sposób, aby się wydostać. Oddał część swojej krwi pewnemu wampirowi, samemu przy tym stając się niechcący nosferatu. Ten go uwolnił, a władyka odzyskał tron. Według mugolskiej wersji udało mu się to dzięki przejściu na katolicyzm. Nieszczęśnik dowiedział się o swym przekleństwie dopiero w 1476 roku, gdy próbowano go zamordować. Ogłuszono go i wrzucono w worku do rzeki. Oczywiście był bardzo zdziwiony, że nie umiera. Po tygodniu męki w wodzie wyłowił go jakiś rybak. Hrabia chciał mu podziękować, jednak jego nowe instynkty wzięły nad nim górę i wyssał nieszczęśnika. Od tamtej pory zaczął zdawać sobie sprawę ze swoich "mocy" i terroryzował okolicznych mieszkańców. Po kilku stuleciach postanowił przenieść się do Londynu po świeższą krew, ale na całe szczęście udaremnił mu to słynny łowca wampirów – doktor Van Helsing. Co jeszcze... Macie jakieś pytania?
- Jak można stać się wampirem? - Ginny widocznie zainteresował mały wykład Hermiony.
- Przede wszystkim trzeba zostać ugryzionym. Nosferatu zwykle wysysają z ofiary krew aż do ostatniej kropli, jeśli jednak coś im w tym przeszkodzi albo postanowią kogoś przemienić, nie wypijają jej do końca. Wtedy taka osoba staje się czymś w rodzaju ludzkiego widma i jej dusza dryfuje pomiędzy świadomością wampira i człowieka. Aby dopełnić przemiany, musi wypić odrobinę krwi tego który ją ugrył. Jeśli tego nie zrobi w ciągu 13 dni od ugryzienia, umrze, ale śmiercią spokojną, jej dusza nie zostanie w ciele. Jednak niewielu potrafi wytrwać ten okres – nowe zmysły robią swoje i kuszą obietnicą wiecznego życia. Tak naprawdę jest to bierna egzystencja, pełna zbrodni, okrucieństwa i przemocy. Takie istoty skazane są wręcz na potępienie. Dlatego Voldemort ich werbuje. Nie mają nic do stracenia, jedynie do zyskania.
- Rozumiem... - Harry wyglądał na zamyślonego. - Ej, a jak w ogóle powstały wampiry? Kto był pierwszy?
- O, świetne pytanie. A odpowiedź jest dość zaskakująca. Otóż pierwszym wampirem była... Kleopatra! Zamknijcie te usta, bo wyglądacie głupio. Dobrze słyszeliście. Ostatnia egipska królowa, kobieta-faraon była pierwszym na świecie nosferatu. Już wyjaśniam. Mugole nie wiedzą, co było dokładnym powodem śmierci królowej. Jedni twierdzą, że ją otruto, inni, że ugryzła ją kobra, jeszcze inni... Zresztą nieważne. Wszystko to fałsz, chociaż w każdej teorii jest ziarno prawdy. Mugolscy archeolodzy nie znaleźli nigdy jej grobowca. Szukali go bardzo długo, ale z marnym skutkiem. Oczywiście wykopaliska prowadzono w Egipcie, czyli w zupełnie złym miejscu! A zaczęło się tak. Wojska rzymskie przybyły, aby zająć państwo nad Nilem. Kleopatra nie chciała, aby ją pojmano, byłby to zbyt wielki cios dla ludu. Skonsultowała się ze swoją bardzo bliską przyjaciółką, dwórką, a jednocześnie też czarownicą i Mistrzynią Eliksirów. Ta jej doradziła ucieczkę, ale upozorowaną. Władczyni obmyśliła sprytny plan. Ze starożytnych ksiąg wiedziała, że istnieją wilkołaki, jednak wydawała jej się to dość ponura perspektywa. Mimo to wpadła na pewien pomysł. Sporządziła specjalny eliksir, który pozwalał ludziom powstrzymywać skutki wilkołactwa i odwróciła jego działanie. Do tego dodała skrzydła i krew nietoperza. Wypiła wywar i zmieniła się w wampira. Udawała śmierć, bo będąc żywym trupem nie miała pulsu. Po pogrzebie po prostu uciekła z grobu. Musicie wiedzieć jeszcze, że te stworzenia mają wielką siłę, dodatkowo nie widać ich w lustrze i nie posiadają cienia, nie da się ich też uwiecznić na zdjęciu. Łatwo było się ukrywać. Później jednak kawałek wilkołaczej po części natury zaczął dawać o sobie znać i królowa żywiła się krwią, tworząc coraz to większe zastępy swoich popleczników. Już nigdy nie wróciła do ukochanego Egiptu. A reszta to już historia.
- Czyli to dlatego wampiry mogą panować też nad wilkami? Bo posiadają część wilkołactwa?
- Dokładnie, Ron. Twoja dedukcja była niewątpliwie pierwszorzędna. Sami byśmy na to nie wpadli.
    Rudzielec dumnie wypiął pierś, widocznie nie dostrzegając złośliwego i sardonicznego uśmieszku na jej twarzy.
    Hermiona spojrzała na zegarek.
- Pierwsza w nocy! Ile ja wam to opowiadałam? Nie mówcie. Idę spać, bo jutro nie zdążę odrobić lekcji! I tak dzisiaj się do niczego nie zabrałam przez was. Dobranoc! - I wymaszerowała z Pokoju Wspólnego.
- Ten mol książkowy wiecznie panikuje – stwierdził kwaśno Ron.
- Ale świetnie opowiada, co nie? - Fred uśmiechnął się do bliźniaka.
- No. Aż dziwne, że historia może być tak ciekawa...
- Dobra, chłopcy, spokojnie, bo zamienicie się w nią. – Ginny zaczęła chichotać. - Albo w profesora Binnsa...
- Och, nie! - Weasleyowie byli przerażeni nie na żarty. Wizja ich samych jako duchy, na dodatek wykładające historię magii w szkole zdecydowanie negatywnie wpłynęła na ich psychikę.
- Przecież ona żartuje, chłopaki – zaczął ich uspokajać Harry. - A teraz może faktycznie już się połóżmy. Jutro sobota, będzie można poleniuchować...
- I iść na randkę z Romildą Vane... - wtrącił Ron z szyderczym uśmiechem na ustach.
- Zamknij się! - Potter lekko się zaczerwienił na policzkach. - To nie jest żadna randka, tylko przyjacielskie spotkanie...
- Jasne, jasne... - Bliźniacy już podłapali nowy temat.
- HARRY I ROMILDA...
- ...SIEDZĄ NA DRZEWIE...
- ...I S-I-Ę C-A-Ł-U-J-Ą!!!
    Wściekły Harry zatkał uszy rękoma i pobiegł do dormitorium.

***

    Sobotni poranek wstał rześki i słoneczny. Pogoda była piękna i tego dnia większość uczniów wyległa na błonia, aby cieszyć się jednym z ostatnich ładnych weekendów września.
    Harry od rana był niespokojny. No i rozkojarzony. Na śniadaniu Ron musiał mu zwrócić uwagę, bo wlewał sok dyniowy do płatków śniadaniowych. Później próbował się trochę pouczyć (jakkolwiek dziwnie to brzmi) w Pokoju Wspólnym, ale szło mu dość opornie, nawet gorzej niż zwykle (tak, to jest możliwe!). W końcu zdenerwowany udał się do dormitorium i zaczął przeglądać swoje ubrania. Nie lubił się stroić, wolał chodzić w ulubionej, niebieskiej koszulce z krótkim rękawem i jeansach. Tego dnia jednak chciał wyglądać w miarę elegancko, choć bez przesady.
    Sięgnął do szafy i wyjął z niej swoje dwie najładniejsze koszule i zaczął zastanawiać się, którą wybrać. W końcu założył bordową i zdenerwowany poszedł umyć zęby. Tak na wszelki wypadek. Gdy wrócił, czekał. Sekundy dłużyły się w nieskończoność, minuty upływały coraz wolniej, aż w końcu Wybraniec miał ochotę wziąć wskazówki zegara i przesunąć je do przodu.
    W końcu nadszedł czas. Chłopak zebrał się w sobie i wyszedł z Pokoju Wspólnego Gryfonów. Szybko przeszedł parę korytarzy i znalazł się w tym z portretem Barnabasza Bzika. Przeszedł trzy razy pod przeciwległą ścianą, a gdy pojawiły się ogromne drzwi, otworzył je i wkroczył do środka.
    Znalazł się w ogromnej kwiaciarni. Setki kwiatów piętrzyły się, gdziekolwiek by nie spojrzał. Wybrał pęk czerwonych tulipanów, nerwowo przygładził włosy i wyszedł z Pokoju Życzeń.
    Używając wszystkich znanych sobie tajnych przejść, dotarł do Sali Wejściowej. Nie musiał długo czekać. Romilda wyglądała naprawdę ładnie. Miała związane w kok, czarne włosy i ładną bluzkę oraz dopasowaną, plisowaną spódniczkę. Uśmiechnęła się do Harry'ego, a ten się odwzajemnił.
- Proszę, to dla ciebie. To co? Idziemy? - Zapytał niepewnie.
- Pewnie. Uwielbiam tulipany! - Dziewczyna zachichotała cicho i udała się obok młodego Pottera na błonia.
    Po pięciu minutach dotarli do jeziora. Przeszli obok Bijącej Wierzby i zaczęli okrążać akwen. W końcu chłopak się odezwał:
- Pięknie tu, prawda? Cisza i spokój... Kocham to miejsce.
- Ja też, Harry. To naprawdę urocze, że zgodziłeś się ze mną umówić.
- Ja...
- To bardzo miłe i od dawna mi się podobasz, a jak się zgodziłeś to już w ogóle świat mi zawirował. Moje przyjaciółki tak mi zazdroszczą, że jestem na randce z Wybrańcem... A właśnie, jak to jest być takim sławnym? Musi być super... Też bym tak chciała... Żeby pisali o mnie w gazetach... Harry Potter i Romilda Pot... eee... Vane...
- Przepraszam, ale ja naprawdę nie...
- Cicho, spokojnie, nic nie mów. - Dziewczyna delikatnie wsunęła swoją dłoń w jego. - Będziemy razem, sławni i piękni... Pomogę ci w starciu z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i będziemy razem bardzo szczęśliwi. Razem... Już na zawsze...
    W tym momencie pochyliła się w taki sposób, że Harry był pewien, iż go pocałuje. Ale co najgorsze, on tego nie chciał! Nie chciał, żeby ta głupia dziewczyna z nim była, dotykała go, rozmawiała z nim! To było okropne, Hermiona miała rację! Ta dziewczyna leciała tylko na jego sławę! Hermiona... Och, musi ją przeprosić! Koniecznie! Tylko jak tu się uwolnić...
- Romildo, nie teraz, proszę...
- Ale ja chcę teraz!
- Nie, ja cię jeszcze za mało znam... Może innym razem...
- Um... Dobra. Patrz, ściemnia się. To niebo jest śliczne!
- Tak, racja. Chyba powinniśmy już wracać do zamku... - Harry próbował dyskretnie się wymigać z dalszej części tej upokarzającej sytuacji.
- Ale dużo uczniów jeszcze zostaje...
- Nie, Romildo, przykro mi... Mam jeszcze tonę pracy domowej... Naprawdę, powinienem już iść...
- No dobrze... Miłych snów, Harry. Śnij o mnie – puściła mu oko i zanim zdążył zaprotestować, ucałowała go w policzek.
    Wybraniec wyplątał się z jej uścisku i szybko pognał w stronę zamku. Błyskawicznie znalazł się na siódmym piętrze i stanął przed portretem Grubej Damy.
- Księżycowa poświata.
    Na dźwięk hasła ukryte drzwi się otworzyły, a chłopak wkroczył do środka. Zdziwił się ogromnie, gdy nie zauważył nikogo w Pokoju. Podszedł do czerwonej kanapy i zrezygnowany rzucił się na nią. Leżał tam, myśląc o tym, co go przed chwilą spotkało.
    Znowu! Znowu ktoś go oszukał, chciał z nim być tylko dla sławy! Dlaczego to zawsze przytrafia się jemu? Dlaczego jest skazany na bycie nieszczęśliwym, niechcianym i niekochanym przez nikogo? Wszyscy chcieli go wykorzystać, poznać go, a wszystko przez tę debilną bliznę! A właściwie przez Wężową Mordę, który zabił jego rodziców, najbliższą rodzinę! To przez niego te wszystkie nieszczęścia, całe zło na tym świecie...
    Nie zdając sobie do końca z tego sprawy, zaczął cicho płakać. Leżał tam tak, sam, łkając cicho i rozmyślając o tym, jaki świat jest niesprawiedliwy. To wszystko jest nie fair...
- Harry... Harry, co się stało? Harry obudź się, proszę! To blizna? Znowu ta blizna? Co się stało? - Jakby z daleka dobiegł go zdenerwowany głos Hermiony. Był to dźwięk, który przynosił ukojenie, uspokajał go... Niewiele myśląc odwrócił się i wtulił w jej ramiona.
- To niesprawiedliwe! Dlaczego nie może mnie jakaś dziewczyna lubić po prostu za to, jaki jestem, nie to, czego mam dokonać? Najpierw Cho, teraz Romilda... Hermiono, ja nie chcę być samotny do końca życia!
- Ciiii... Nie będziesz... Przecież masz prawdziwych przyjaciół. Rona, wszystkich Weasleyów, Lunę, Nevilla, nawet Carmen i... i... mnie.
    Podniósł głowę i spojrzał jej głęboko w oczy. Dopiero teraz zauważył, jakie są piękne i głębokie, koloru starego złota...
    Usiadła obok niego. Teraz jego głowa spoczywała na jej kolanach, a on czuł się szczęśliwy. Tak, to prawda. Miał przyjaciół, tych prawdziwych i to się najbardziej na świecie liczyło. Nagle coś mu się przypomniało. Uniósł się delikatnie i powiedział:
- Hermiono, ja... Przepraszam. Powinienem był cię posłuchać. To ty mnie najlepiej znasz i wiesz, co dla mnie jest najlepsze. Ja naprawdę...
- Dobrze. Spokojnie, połóż się. Harry, wiem jak ci ciężko, wszyscy wiemy. I możesz być pewien, że zawsze ci pomożemy.
- Zawsze?
- Zawsze.
    Wybraniec znowu się położył. Przymknął oczy i nareszcie czuł się dobrze, był szczęśliwy. Tak, tu było jego miejsce, ich miejsce. Wstrząsnął nim lekki dreszcz, gdy poczuł rękę Hermiony, która głaskała go delikatnie po włosach. I, co najważniejsze, to sprawiało mu przyjemność. Tak, to zdecydowanie była jego prawdziwa przyjaciółka...
Harry Potter - Book And Scroll