Harry Potter - Book And Scroll

20.9.12

3. Nora

    Był sobotni poranek. Hermiona smacznie sobie spała, gdy nagle obudził ją jakiś hałas. Przerażona natychmiast zerwała się z łóżka. Od razu zobaczyła Ginny, która przepraszającym wzrokiem patrzyła na nią znad upuszczonej Wielkiej Księgi Miłości. Dziewczyna zaczęła się tłumaczyć:
- Przepraszam, Hermiono. Co ja poradzę, że jest taka ciężka?
- To naturalne, że jest ciężka. Przecież to WIELKA Księga, prawda? - drwiąco odpowiedziała przyjaciółka. - A tak w ogóle, to po co ci ona? Myślałam, że nieźle sobie radzisz z chłopakami...
- Tak! To znaczy, nie... No, bo...
- Dobra, przestań się jąkać i mów mi zaraz kto wpadł ci w oko.
- Nikt!
- Och, daj spokój. Ze mną się mogłaś droczyć, ale ja z tobą nie mogę, co? Mów, bo będę zgadywać!
- To naprawdę nie jest najlepszy...
- Neville? Dean? Seamus? Wiesz, że mogę tak bez końca. Zresztą... Zawsze mogę powiedzieć o tej książce twojej mamie.
    Ginny zbladła i spojrzała na nią błagalnym wzrokiem, ale gdy tylko napotkała stalowy błysk w oczach Hermiony, zreflektowała się.
- Ale nie będziesz się ze mnie śmiać?
- Ja? Daj spokój! Po tym, jak powiedziałam ci, że podoba mi się Harry?! W życiu! Zresztą i tak nie mam u niego szans, więc o nim lepiej nie gadajmy...
- Masz u niego szanse! - Krzyknęła oburzona dziewczyna! - Właśnie TY masz coś, co może mu się podobać. Jesteś inteligentna, mądra, bystra, odważna, ładna...
- Przestań w końcu o mnie gadać i mów kto to! - fuknęła poirytowana Hermiona.
Ginny zmieszała się, a potem zarumieniła i wymamrotała pod nosem:
- Mfmaflaj.
- Kto?
- Maflaflm.
- KTO?!
- MALFOY!!! Zadowolona?!
    Hermiona nic nie odpowiedziała, bo autentycznie zaniemówiła. Tej mądrej, rozgadanej, wiecznie o czymś rozprawiającej dziewczynie pierwszy raz w życiu zabrakło słów! Nic nie mogła z siebie wydusić i tylko gapiła się oniemiała na przyjaciółkę, która teraz zrobiła się koloru dojrzałego pomidora.
    Malfoy. Draco Malfoy. Ten głupi, śliski gnojek, który śmiał wyzwać ją od szlam. Co prawda wiedziała, kim ona sama jest dla świata czarodziejów, ale mimo wszystko takie słowa bolały. Bardzo bolały. I teraz ten jasnowłosy dupek spodobał się jej najlepszej przyjaciółce? Jej jedynej prawdziwej przyjaciółce?
    Po pięciu minutach wgapiania się w nieistniejący punkt za plecami rudej, postanowiła przemówić. Głos jej jeszcze nie wrócił do normy, ale mimo to spytała:
- M-m-malfoy? D-draco M-malfoy?
- Tak, ten – Ginny nie mogła uwierzyć do jakiego stanu doprowadziła Hermionę.
- Ale... Jak to się stało?
- No, cóż... - zmieszała się młoda Weasley. - Chyba w wakacje, chociaż już wcześniej mi się podobał... A tak naprawdę uświadomiłam to sobie na Mistrzostwach Anglii w Quidditchu. Trafiło na to, że siedzieliśmy obok siebie i... i jakoś tak samo wyszło.
- Dobra... Daj mi chwilę, żeby się z tym oswoić... Jakiś dzień, dwa... Ewentualnie miesiąc...
    Słysząc to, Ginny zaśmiała się i przytuliła swoją przyjaciółkę. Tak bardzo się lubiły i rozumiały... Mogły sobie powiedzieć wszystko i zawsze liczyć na to, że zostaną zrozumiane przez drugą. I wiedziały, że to, co sobie mówią, musi pozostać tajemnicą.

***

    Cała sobota minęła wszystkim radośnie. Zjedli wyśmienite śniadanie i miło spędzili czas. Większą część dnia co prawda latali na miotłach, ale Hermionie to nie przeszkadzało. Nienawidziła latania, ale uwielbiała patrzeć, jak robili to inni. A zwłaszcza Harry...
    ZARAZ.
    COFNIJ.
    STOP!!!
    Musi przestać o nim myśleć. Nigdy z nim nie będzie. NIGDY. Nie ta liga. Mól książkowy i przystojny bohater do siebie nie pasują. NIE. Zresztą, co jej po uczuciach? Postanowiła, że zakocha się dopiero, gdy zdobędzie porządną pracę. A przede wszystkim najpierw zakończy naukę.
    TAK. NAUKA.
    To ona jest teraz najważniejsza...

***
    Po kolacji szybko poszli do swoich pokoi dokończyć pakowanie. Mieli wyruszyć do Hogwartu jutro, aby w poniedziałek zacząć już normalne lekcje.
    Dziewczyny były już dawno spakowane. W przeciwieństwie do chłopaków, a zwłaszcza Rona. Ten to dopiero miał bałagan!
- Ronald! Jak można być taką świnią?! - Hermiona z obrzydzeniem spojrzała na jego bieliznę walającą się po podłodze. I żeby to była tylko bielizna, to pewnie monolog dziewczyny na tym by się zakończył, ale gdy tylko zobaczyła, że spod łóżka wystaje zakurzony podręcznik do zaklęć, wściekła się nie na żarty. - CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! Jak możesz tak traktować te cudowne książki! One krzyczą do mnie, wołają "Hermiono, podnieś nas i przeczytaj, bo ten matołkowaty osiłek zaniedbuje nas przez całe lato!"
- Miona, uspokój się! Ja naprawdę nie chciałem! Patrz, już ją podnoszę i delikatnie wkładam do kufra! - I szybko zrobił to, co powiedział. Widząc, że dziewczyna nadal jest zła na niego, a zwłaszcza za to głupie przezwisko, natychmiast wziął się do pakowania. Harry, widząc, co się szykuje, wyszedł z dziewczynami na korytarz i od razu zmienił temat:
- Jak myślicie, kto w tym roku zostanie nowym nauczycielem obrony przed czarną magią?
- Też się nad tym zastanawiałyśmy – odparła szybko Ginny. - I nie mamy żadnych pomysłów.
- Ja też nie – przyznał Wybraniec. - Ale mam nadzieję, że to będzie ktoś fajny...
- Harry, wszyscy mają taką nadzieję! - Hermiona powiedziała to z takim entuzjazmem, że potknęła się i poleciała twarzą do przodu. Na szczęście chłopak złapał ją w pasie zanim dotarła do podłogi. Leżała tak przez chwilę w jego objęciach, cała czerwona, jednocześnie ze wstydu, jak i podekscytowania. Na szczęście szybko się otrząsnęła z amoku i wydusiła ciche: - Dzięki.
- To może my już pójdziemy się położyć – zaproponowała Ginny. - Trzeba będzie znowu zacząć wcześnie wstawać na lekcje.
- Tak, to dobry pomysł – zgodził się Potter. - Pójdę pomóc Ronowi i też się położę. Dobranoc, dziewczyny!
- Dobranoc, Harry! - Odpowiedziały chórem i szybko poszły do pokoju. Ruda odezwała się pierwsza:
- Hermiono, co TO było?
- O co ci chodzi? Potknęłam się...
- Nie o to chodzi! Gdy cię złapał, wyglądałaś, jakbyś właśnie dostała nową książkę!
- Nie wygaduj bzdur.
- Nie wygaduję. Stwierdzam tylko suche fakty, które tak uwielbiasz.
- Możemy mówić o czymś innym?
- Nie.
- A może jednak?
- A może jednak nie?
- A może jednak się zamkniesz?
- Coś ty taka dzisiaj nerwowa...
- Ja? Nerwowa? To nie ja czytałam Wielką Księgę Miłości...
- Och, zamknij się!
- A może jednak nie?
- Przestań!
- Sama zaczęłaś.
- Nie zaczęłam, chciałam po prostu wiedzieć...
- A myślałam, że ja jestem taka ciekawska. Jak ja uwielbiam się na ciebie denerwować!
- Aha! Czyli jesteś nerwowa! Punkt dla mnie.
- Jak ja z tobą wytrzymuję...
- Normalnie.
- To było pytanie retoryczne.
- A ja myślałam, że stwierdzenie.
- Raczej ubolewanie nad mym losem.
- Oj, pożartować z tobą nie można.
- Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś?
- Cóż, szczerze mówiąc, to...
    Ale Ginny nie dokończyła, bo w tym momencie oberwała poduszką. Hermiona zachichotała, dumna ze swojego dzieła. Pogadały jeszcze trochę i poszły spać. Rano miała zacząć się ich kolejna podróż. Podróż do innego świata. Podróż do Hogwartu.

16.9.12

2. Powitanie

    Gdy tylko Harry, Ron i Hermiona przestąpili próg Nory, zobaczyli panią Weasley, która na widok dziewczyny szeroko się uśmiechnęła:
- Hermiono, już jesteś! Siadaj, siadaj, słonko, zaraz zrobię ci coś do jedzenia, na pewno jesteś głodna po podróży... - Kobieta sprawiała wrażenie wesołej, jednak jej wygląd temu przeczył. Była znacznie chudsza niż wcześniej, miała bladą twarz i podkrążone oczy; ewidentnie zmęczenie odcisnęło na niej swój ślad.
- Ależ nie jestem głodna, proszę pani! - A gdy Molly Weasley spojrzała na nią, dodała jakby dla pewności: – Naprawdę!
- Kochanie, nie będziesz mi tu dyskutować. Mówisz zupełnie jak Harry! Siadaj i jedz!
    Po tych słowach postawiła na stole talerz pełen kiełbasek i tostów. Hermiona zrezygnowana usiadła na krześle i zabrała się do jedzenia. Chłopcy usiedli obok niej i po chwili zaczęli rozmawiać.     Pierwszy odezwał się Harry:
- No i jak ci minęły wakacje?
- Świetnie. Byłam z rodzicami w Grecji. Nawet nie macie pojęcia ile tam jest magicznych miejsc! Widziałam pierwszą na świecie szkołę magii, oczywiście tylko dla mężczyzn – prychnęła pogardliwie pomiędzy kolejnymi kęsami. - No w zasadzie to jej ruiny. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Mugole myślą, że to jakaś starożytna świątynia! Nazywają to miejsce Akropol i robią sobie tam zdjęcia kompletnie nie mając pojęcia, że to jedno z najcenniejszych miejsc czarodziejskiej kultury! - Zaśmiała się. - A wam jak minęły wakacje?
- No mi niezbyt ciekawie, jak możesz się domyślić – powiedział Harry przewracając oczami. - Ale ostatnie dwa tygodnie spędziłem tutaj, więc nie mogę za bardzo narzekać.
- No, było super! - Zaczął mówić z entuzjazmem Ron. Rozpływał się nad lataniem na miotle, grą w quidditcha i takimi tam, ale Hermiona go nie słuchała. Obserwowała Harry'ego, który z nudów zaczął oglądać swoje paznokcie.
    Dziewczyna zagapiła się i jej ostatnia kiełbaska wylądowała na podłodze. Natychmiast rzucił się na nią Krzywołap i pochłonął w ekspresowym tempie. Przyjaciele zaczęli się śmiać z jego obżarstwa. Podziękowali pani Weasley za jedzenie i poszli na górę. Weszli do pokoju Ginny, która, gdy tylko ją zobaczyła, natychmiast rzuciła się na jej szyję. Przez chwilę się przytulały, aż w końcu Ron nie wytrzymał i zaczął burczeć coś o tym, że na nich to wrzeszczała, bo ją niby prawie udusili, a Ginny to sobie tak może. W odpowiedzi siostra pokazała mu język i zaczęli się śmiać.
    Chłopcy wyszli, a dziewczyny w tym czasie szykowały łóżko dla Hermiony. Później zaczęły rozmawiać i zastanawiać się nad tym, jak w tym roku będzie w szkole.
- Ciekawe, kto w tym roku będzie uczył obrony przed czarną magią? - Zastanawiała się rudowłosa.
- Nie mam absolutnie pojęcia! Ale mam nadzieję, że będzie to w końcu ktoś kompetentny i nie wilkołak! - W tym miejscu znowu zaczęły się śmiać. Remus Lupin był super nauczycielem, ale jego "przypadłość" sprawiała, że stawał się niebezpieczny dla uczniów (w każdym razie w czasie pełni księżyca).
    Dziewczyny ani się nie obejrzały, a już była noc. Zeszły na dół na kolację, gdzie zobaczyły wszystkich – nawet bliźniaków i pana Weasleya, który wyglądał na dość zmęczonego, ale jednocześnie z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
- Cześć, Hermiono! - bliźniacy odezwali się jednocześnie.
- Cześć! Jak tam wasz biznes?
- Wiesz, mamy dużo nowych pomysłów i wynalazków – odrzekł Fred. A może to był George? Nadal nie mogła ich rozróżnić.
- To świetnie, ale mam nadzieję, że to nic niebezpiecznego, bo inaczej...
- Oczywiście...
- ...że nie!
- To dobrze! Powodzenia, chłopcy, w dalszych "badaniach". A panu, panie Weasley, jak poszło w Ministerstwie?
- Było ciężko, ale dałem radę. Przy okazji, Hermiono, może mi wytłumaczysz jak działają parkometry, co? Wciąż nie mogę się w tym połapać, a to takie interesujące.
- Arturze! - Pani Weasley szturchnęła męża i zgromiła go wzrokiem.
- Nic nie szkodzi, pani Weasley – uśmiechnęła się dziewczyna. - Z chęcią to panu wytłumaczę, ale może jutro, co? Jestem już trochę senna – Hermiona ziewnęła szeroko. - Dobranoc!
- Dobranoc! - Odpowiedzieli wszyscy chórem.
    Poszła do góry i szybko przygotowała się do snu. Już miała się położyć, gdy do pokoju weszła Ginny.
- Wiesz, ja chyba też już się położę. No i może trochę pogadamy.
- A niby o czym? - spytała szczerze zaskoczona Hermiona.
- No wiesz co? Z przyjaciółką zawsze możesz pogadać. I nie o czym, tylko o kim.
- Ale o co ci chodzi?
- Nie udawaj, bo wiem, że podoba ci się Harry – w tym momencie Hermiona się zarumieniła. - Wypadło ci to z kieszeni – Ginny podała przyjaciółce wycinek z "Proroka codziennego".
- Och, daj spokój, to tylko wycinek. To NIC nie znaczy!
- Sam wycinek nie, ale jak wytłumaczysz ślady błyszczyku na zdjęciu? - Ruda uśmiechnęła się prowokująco, a Hermiona zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. - I to nie wszystko. Widziałam jak się na niego gapiłaś podczas kolacji. Gapiłaś się w ten sposób.
- Jak ci powiem, że tak, to dasz mi spokój?
- W porządku, dam. Nie przejmuj się tak, Hermi. On jest całkiem przystojny.
- Miałaś dać mi spokój.
- Dobra, dobra. Tylko mnie nie ugryź.
    Hermiona odwróciła się na łóżku od Ginny i natychmiast zasnęła.
Harry Potter - Book And Scroll