Harry Potter - Book And Scroll

30.5.15

58. Odwiedziny

"Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne."
- Oscar Wilde, "Portret Doriana Graya"

Gdy się obudziła, Barnabasa już nie było. Mimo to wciąż czuła na sobie jego zapach, dotyk jego dłoni. To było lepsze niż jakiekolwiek marzenie senne. Była szczęśliwa, tak po prostu. Przez chwilę wyglądała przez okno, oglądając budzący się do życia ogród. Szron na trawie ładnie błyszczał, padające na niego promienie słońca niedługo go stopią.
Powoli doprowadziła się do porządku i wyjrzała ze swojego pokoju. W całym domu panowała cisza, właściwie nie wiedziała, co teraz powinna zrobić. Po cichu zeszła do salonu, gdzie poprzedniego wieczoru ojciec Carmen grał na fortepianie. Zauważyła tam kilka ciekawych książek i uznała, że nie stanie się nic złego, jeśli je poprzegląda, czekając na resztę domowników.
Po jakichś trzydziestu minutach usłyszała kroki. Zobaczyła ziewającą Car, miała na sobie wytarty szary szlafrok. Aż dziwne, że sama wstała i nikt nie musiał jej wyciągać siłą z łóżka.
- Tak myślałam, że pierwsza wstaniesz. Chodź, zrobimy śniadanie.
Szybko zabrały się do roboty, więc gdy reszta rodziny się obudziła, wszystko było już gotowe. Hermiona była zdziwiona, że w domu Carmen jest taka obowiązkowa... inna. Z zamyślenia wyrwał ją głos Étienne'a:
- Dużo mieliście nauki w tym roku? Nasza córka jak zwykle niewiele nam mówi.
- Cóż... Tak, jak zwykle. To znaczy... Uczymy się systematycznie, więc większych problemów nie było. Wszystko da się przejść – odpowiedziała pewnie.
- Masz zupełną rację. A co z tym słynnym 'arrym Potterem? Miał przyjechać z wami, cieszyłem się, że w końcu go poznam...
Hermiona zamarła, uśmiech zszedł jej z twarzy. Dłoń z kanapką zatrzymała się w połowie drogi do ust. Zrobiło się niezręcznie, na szczęście Carmen głośno odchrząknęła i wybrnęła z sytuacji.
- Niestety, nie mógł. Dumbledore nie chce wypuścić go z zamku, jest zbyt cenny.
- Cóż, c'est vrai, jest to dość logiczne... Szkoda.
- Kłamią – wyszeptała Melody do swojej miski płatków. Wszyscy puścili jej uwagę mimo uszu.
- Może po Nowym Roku osobiście odstawimy was do szkoły? Z chęcią znowu porozmawiam z Albusem – wtrąciła się Emma.
- Zaczniemy dzisiaj zwiedzanie Paryża, co ty na to? - Étienne zwrócił się do Gryfonki. - Zajmie to parę dni, w dwadzieścia cztery godziny nie da rady wszystkiego obejść. - Uśmiechnął się czarująco.
- Właściwie to... wolałabym pojechać sama z Hermioną – odezwała się Carmen. Jej rodzice popatrzyli na nią dziwnie, trochę z niedowierzaniem, trochę z podziwem, trochę z niepokojem. - Spokojnie, dam radę. Znam przecież to miasto aż za dobrze.
- Cóż, jeśli faktycznie jesteś tego pewna... Nie ma sprawy. - Pani Brown wyraźnie się ucieszyła. - Możecie wziąć miotłę ojca.
- Jasne. Dzięki.
Dokończyli posiłek, Hermiona chciała pomóc w sprzątaniu, jednak Emma absolutnie się na to nie zgodziła. Wystarczyło jej już, że gość pomógł w przygotowaniu.
- Lepiej już lećcie. Macie naprawdę sporo do zobaczenia.
Hermiona aż drżała z podekscytowania. Wzięła ze swojego pokoju ciepłą kurtkę i buty, pod szyją zawiązała szalik Gryffindoru. Jeszcze nigdy nie leciała na miotle z Car. W ogóle nie lubiła latać, ale... jeśli chodziło o Paryż, to była gotowa na takie poświęcenie.
Przy wyjściu zastała czekającą już przyjaciółkę. Dziwne, zwykle się spóźniała. Ale cóż, najbliższe parę dni na pewno nie będzie należało do normalnych. Wyszły na zewnątrz i od razu skręciły w lewo, do ogromnego garażu. W środku lśniły trzy wypolerowane samochody i motocykl, dostrzegła również stojak z czterema miotłami. Car sięgnęła po tę największą.
- Na pewno wiesz jak się tym lata? - zapytała z niepokojem Granger. Miotła była ogromna, miała czarną, wypolerowaną rączkę i nawet coś w rodzaju dwóch siedzisk. Witki zostały ułożone regularnie, każda była dokładnie tej samej długości.
- Wątpisz w moje umiejętności? - Brown uniosła brew.
- Hmmm... Niby nie, ale...
- To wsiadaj.
Wyszły z garażu. Car chwyciła mocno trzonek, przełożyła nogę i dała znak Hermionie. Ta niepewnie usadowiła się za dziewczyną. Coś jednak było nie tak... Dlaczego nie ruszały?
- Musisz się mnie złapać. Inaczej spadniesz.
Hermiona zrobiła się czerwona na twarzy, ale po chwili wahania objęła przyjaciółkę w pasie. Natychmiast oderwały się od ziemi. Zimne powietrze smagało ją w twarz, a odległość między nimi a ziemią coraz bardziej się powiększała. Próbowała zrobić wszystko, aby nie patrzeć w dół, jednak na niewiele to się zdało. Carmen prowadziła miotłę pewnie, stabilnie, jednak zdecydowanie za szybko jak dla Hermiony. W mugolskim świecie już dawno zatrzymałaby je policja i dostałaby mandat.
Po dziesięciu minutach przemogła się i zerknęła w dół. W sumie nie było tak źle. Piękne widoki rekompensowały strach. Śnieg w niektórych miejscach stopniał, gdzie indziej wytrwale się trzymał. Dawało to surrealistyczny efekt, tworzyło prawdziwe obrazy na ziemi. Już same przedmieścia Paryża musiały być bardzo zaludnione, dało się dostrzec mnóstwo dróg i budynków mieszkalnych. Słońce co jakiś czas przenikało przez chmury i oświetlało swoimi promieniami domy.
Wleciały do stolicy. Samego ogromu miasta nie sposób opisać, sprawiało wrażenie koncentrycznych kręgów, zwężających się w kierunku centrum. Dość, że miasto podzielono na 20 dzielnic. Każda czymś się wyróżniała, jednak dla turystów najważniejsze było pierwsze osiem. O tej porze roku ulice były nimi wypełnione, co napawało Hermionę lekkim przestrachem. Idealne miejsce na atak Śmierciożerców czy innych złych sił.
Jednak po chwili wybiła sobie tę koncepcję z głowy. Przecież to głupie, Voldemorta interesuje Anglia wraz z Hogwartem, resztą Europy nie wykazywał zainteresowania... Ciekawe dlaczego.
Wylądowały w jakiejś bocznej uliczce. Car nacisnęła guzik na rączce i miotła natychmiast zmniejszyła się do rozmiarów wykałaczki. Schowała ją w kieszeni spodni. Po chwili do Hermiony coś dotarło...
- Carmen...
- Hmmm?
- Lecieliśmy nad tyloma domami i drogami. Naprawdę nikt nas nie zauważył?
Dziewczyna zaśmiała się krótko.
- Poważnie myślisz, że byłabym taka głupia? Władze Paryża są przygotowane nawet na turystów-czarodziei. Leciałyśmy jednym z niewidzialnych korytarzy powietrznych. W tym mieście są tak ogromne pokłady magii, że to było konieczne, aby mugole byli bezpieczni i nie dowiedzieli się o istnieniu drugiego świata.
- To świetnie. Co teraz robimy?
- Teraz? Teraz, moja droga, pokażę ci wszystko, co jest warte zobaczenia.
Ruszyły w kierunki Wieży Eiffla. Zapowiadało się naprawdę ciekawie.

***

Harry snuł się po zamku bez celu, odkąd Hedwiga wróciła bez odpowiedzi. Przynajmniej miał pewność, że jego, teraz już była, dziewczyna przeczytała wiadomość. Chociaż tyle mógł zrobić.
Dalej nie mieściło mu się w głowie, że Ginny mogło łączyć coś z Malfoyem. To było po prostu obrzydliwe, krzywił się na samą myśl. Na razie postanowił nie mówić nic jej braciom, ale wiedział, że kiedyś nadejdzie taki moment, że już nie będzie w stanie się powstrzymać.
Z letargu wyrwał go Ron. Miał z bliźniakami i siostrą odwiedzić Norę, nie chciał zostawiać przyjaciela samego, zwłaszcza w takim stanie. Zaproponował mu, żeby się zabrał z nimi. Harry nie miał ani siły, ani powodu, żeby się nie zgodzić.
Dyrektor wyraził zgodę i już godzinę później siedzieli w kuchni Weasleyów. Harry miał na sobie najnowszy sweter ze złotą literą H. U pani domu już wyraźnie widać było zaokrąglony brzuch. Ginny z zafascynowaniem wpatrywała się w matkę. Już nie będzie najmłodsza.
- Harry, kochanie, strasznie zmizerniałeś. Stało się coś? Zjedz jeszcze trochę ciasta, Artur znalazł dla mnie świetny przepis.
- Dziękuję, pani Weasley, ale nie mam ochoty. Może później.
- Martwię się o ciebie. O Hermionę też, nie sądziłam, że pojedzie gdzieś bez was.
- Cóż... Ta dziewczyna za nami nie przepada – stwierdził Ron, nakładając sobie trzecią porcję kurczaka.
- Doprawdy? A mimo to przyjaźni się z Hermioną? Czuję, że to źle się skończy. Rozstania nigdy wam nie służyły. Mam tylko nadzieję, że nie sprowadzi jej na złą drogę...
- Mamo, daj spokój. Przecież kto jak kto, ale Hermiona wie, co robi – odezwała się Ginny.
- Masz rację, skarbie. To taka rozsądna dziewczyna...
W tym momencie Harry wstał, grzecznie przeprosił panią Weasley, powiedział, że źle się czuje i poszedł do pokoju, który zajmował z Ronem. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
To była prawda. Czuł się okropnie, bo nie wiedział, co jeszcze może zrobić.

***

Ginny była zachwycona. Nie mogła oderwać wzroku od swojej mamy. Fascynowało ją to, że nosi w sobie nowe życie, możliwe, że jej przyszłą siostrę lub brata. Wydawało jej się to niesamowite i cudowne. Trochę rozmawiali o szkole, o tym, co działo się w domu, o przyszłości... W końcu zmęczyła się i poszła się położyć. Ostatnio w ogóle nie mogła się wyspać.
Leżąc na łóżku, myślała o zbliżającej się wojnie, o wyborze, który ją czekał. W końcu będzie musiała opowiedzieć się po którejś ze stron. Nadal miała nadzieję, że wpadnie na jakieś genialne rozwiązanie, cokolwiek, co jej pomoże.
Do tego przed przyjazdem do Nory, rozmawiała w swoim dormitorium z Draco. To znaczy nie dosłownie, lecz za pomocą galeona, ale wydawało jej się to tak realistyczne, że po raz pierwszy od rozstania poczuła, iż odległość między nimi nie ma znaczenia.
- Tęskniłam – powiedziała i przesłała mu całusa. Chłopak udawał, że go łapie.
- Ja też. Strasznie tu pusto bez ciebie. Nie nudzę się, ale z tobą... to zupełnie coś innego.
- To samo u mnie. Możemy się zobaczyć na żywo w najbliższym czasie?
- Cóż... Myślę, że uda się to załatwić. Kiedy wracasz do Hogwartu? - zapytał blondyn.
- Po Nowym Roku.
- Świetnie. Jeszcze się z tobą skontaktuję, ale na pewno się zobaczymy. Nie mogę się doczekać, aby cię dotknąć...
Ginny się zarumieniła i odgarnęła włosy za ucho.
- A jak tam atmosfera po... Po tamtej nocy? - Draco był niepewny, właściwie to nie chciał wplątywać w to dziewczyny, ale nie wymyślił lepszego sposobu.
- Było źle, czułam się okropnie... Dalej nie jest różowo, ale sytuacja się uspokoiła. Hermiona wyjechała, Harry uwierzył mi, że wciąż jestem w nim zakochana...
- Zaraz, zaraz... Granger wyjechała? Niby gdzie? - Młody Malfoy był bardzo zaskoczony. Myślał, że zostanie w zamku z Collinsem albo coś w tym rodzaju.
- No... z Carmen. Pamiętasz? - Draco prychnął.
- Tak mi zaszła za skórę, że pewnie, jak mógłbym zapomnieć... Czyli obie są teraz we Francji?
- Tak, ale... - Ginny spoważniała. - Draco, skąd ty wiesz gdzie...
- Powiedzmy, że mój znajomy ją kiedyś poznał. Naprawdę nie spodziewałem się, że aż tak się zżyją ze sobą. Ciekawe.
- To nie jest ciekawe, po prostu dziwne. I dziwi mnie również to, że tak się tym interesujesz.
- Nie mam nic złego na myśli. Opowiadaj lepiej co tam u ciebie...
Trzask zamykanych drzwi wyrwał ją z rozmyślań. Zdezorientowana zerwała się na nogi i dostrzegła ciemną postać tuż przy ścianie. W tych oczach wyczuła złość, światło zachodzącego słońca odbijało się w okrągłych okularach.
- Musimy coś sobie wyjaśnić.
Harry Potter - Book And Scroll