Harry Potter - Book And Scroll

9.8.13

30. Mecz

"The warning to the people
The good and the evil
This is war
To the soldier, the civillian
The martyr, the victim
This is war

It's the moment of truth and the moment to lie
The moment to live and the moment to die
The moment to fight, the moment to fight,
To fight, to fight, to fight!"
- 30 Seconds To Mars, "This is War"


    Hermiona jako jedna z ostatnich zajęła swoje miejsce na wielkich trybunach rozmieszczonych dookoła boiska do quidditcha. Usiadła obok Luny, która miała na sobie niebieskie szaty Krukonów i czerwony kapelusz z godłem Gryffindoru. Chyba stwierdziła, że musi kibicować obu domom jednocześnie. Brunetka powstrzymywała się od śmiechu, ale i tak jej to za bardzo nie wychodziło. Postanowiła skupić się na czymś innym.
    Odchyliła głowę i spojrzała w niebo. Pogoda była idealna – ciepło, ale nie gorąco. Słońce skryło się za chmurami, lecz nie zapowiadało się na deszcz, natomiast wiał lekki wietrzyk. Jedno było pewne: ten, kto dzisiaj przegra, nie będzie mógł zwalić niczego na warunki atmosferyczne.
    Dziewczyna rozejrzała się po zgromadzonych – przyszli wszyscy Gryfoni i Krukoni, Puchonów było mniej, za to zdziwiła ją ponadprzeciętna frekwencja u Ślizgonów. Widocznie mieli nadzieję nasycić się (wątpliwą, ale zawsze możliwą) porażką Domu Lwa.
    Hermiona zauważyła przy stanowisku komentatora wysokiego chłopaka, którego już znała. No jasne, to był Puchon, Ernie Macmillan. W zeszłym roku był prefektem i chodził na spotkania Gwardii Dumbledore'a. Chyba ją zauważył, bo uśmiechnął się i pomachał do niej. Widać było, że cieszy się ze swojej nowej funkcji.
    Na sam koniec wzrok Hermiony zawędrował do sektora dla nauczycieli. Wszyscy już tam byli, większość z wesołymi minami, cieszący się z nadchodzącego meczu i emocji z nim związanych. Nagle zakryła usta dłonią, by nie parsknąć niekontrolowanym śmiechem. Zobaczyła profesora Collinsa! I nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie jego oczywisty lęk przed słońcem. Mimo pogody miał na głowie kapelusz z bardzo szerokim rondem i dziwne okulary przeciwsłoneczne, które miały szkiełka również po bokach. Widoku dopełniała parasolka, która teraz leżała złożona na jego kolanach, ale gotowa w razie potrzeby do użycia. W końcu nie wytrzymała i kilkoro uczniów spojrzało na nią jak na wariatkę.
    W pewnym momencie zabrzmiał gwizdek pani Hooch i na zieloną murawę zaczęli wkraczać zawodnicy. Ernie rozpoczął swoje zadanie:
- Na początek wchodzą zawodnicy Gryffindoru. Po kolei: szukający i kapitan Harry Potter. Pałkarze Fred i George Weasley. Albo odwrotnie, nadal ich nie rozróżniam. Obrońca Ron Weasley. Ścigający Ginny Weasley, Jack Sloper i Geoffrey Hooper. - Musiał robić długie przerwy, bo każdy zawodnik był witany bardzo głośnymi brawami i okrzykami z trybun. - Zawodnicy Ravenclawu: ścigający i kapitan Roger Davies. Szukająca Cho Chang. Obrońca Grant Page. Pałkarze Jason Samuels i Duncan Inglebee. Ścigający Jeremy Stretton i Randolph Burrow. - Ich również powitały gromkie oklaski publiczności.
    Zawodnicy ustawili się równo na trawie, w pozycjach startowych na miotłach. Kapitanowie obu drużyn podali sobie ręce, wraz z aprobatą pani Hooch. Ta machnęła różdżką w stronę piłek, które szybko wydostały się ze skrzyni i pomknęły w górę. Jednocześnie przeciągły gwizd dał im znać, że gra się rozpoczęła.
- Ruszyli! Weasley ma kafla i mija Daviesa. Samuels odbija w nią tłuczka, ale nic się nie dzieje. Leci, leci i... Punkt dla Gryffindoru! Page nie podołał tym razem. Ale teraz kafla ma Stretton, wpada na niego tłuczek Freda... Albo George'a... Kafla łapie Sloper i podaje Hooperowi. Mija Chang i strzela... Page obronił! Krukoni, nie dajcie się! Page wyrzuca kafla, odbija go Inglebee pałką... Tak można? Teraz kafla ma Davies. Kapitan Krukonów leci jak burza, nowa miotła robi swoje... Weasley próbuje go zatrzymać, ale zostaje odepchnięta. Nic jej nie jest. Tym razem sił próbuje Hooper i zabiera kafla! Ale trafia go w rękę tłuczek od Inglebee, kafla przejmuje znowu Davies i... Punkty dla Krukonów!
    Mecz trwał już dobrą godzinę i Gryfoni prowadzili sto dwadzieścia do sześćdziesięciu. Ron dawał sobie całkiem radę, choć widać, że dużo mu pomagało zerkanie w stronę Luny, która bardzo śmieszyła go w tym stroju i poprawiała nastrój oraz motywowała.
    Hermiona siedziała na trybunach i naprawdę jej się nudziło, ale specjalnie powstrzymała się od przemycenia książki na mecz. Jest tu dla Harry'ego i musi go wspierać. Innych przyjaciół również. Wrzasnęła, gdy z rozmyślań wyrwał ją... sam Harry, który nagle przeleciał tuż nad publicznością (i nad nią), wręcz zahaczając o jej włosy. Odwróciła się, ale już go nie było. Pewnie zobaczył znicz.
Sięgnęła ręką, aby poprawić wątpliwej jakości fryzurę, lecz coś jej w tym przeszkodziło. Parsknęła śmiechem, gdy zauważyła małą karteczkę, na której było napisane You rock my world. Dobra, trzeba przyznać, że ją zaskoczył. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Gdy tylko znowu pojawił się w zasięgu jej wzroku, pomachała mu. On się uśmiechnął, a po chwili wahania przesłała mu też całusa. Harry zrobił się koloru swojej szaty, zmierzwił włosy i szybko odleciał. Niech już zakończy tę grę, Hermiona chciała jak najszybciej go przytulić, dotknąć! To była dla niej nowość, że tęskniła nawet za czyimś dotykiem, chociaż jeszcze niedawno całowała go jak wariatka. Co się z nią działo? Tego nie wiedziała, ale nie przeszkadzało jej to kompletnie. Nareszcie była szczęśliwa, zakochana i...
- Co on znowu wymyślił? - dobiegł ją głos. Irytujący i dobrze znany.
- Coś bardzo słodkiego, czyli nie dla ciebie – odparła Hermiona, wpatrując się w czerwone punkty przed nią.
- Coś ty dzisiaj taka zimna? - zapytała z rozbawieniem Car.
- Ja? Zimna? Pomyliło ci się. A zresztą: wydedukuj sobie.
- Nie, dzisiaj nie mam ochoty – machnęła ręką Brown i usiadła obok dziewczyny. Ta druga natomiast zrobiła wielkie oczy i spojrzała na nią z nieskrywanym zdziwieniem.
- CO? Ty nie masz ochoty na tę swoją dedukcję?
- Tak wyszło. – Uśmiechnęła się Carmen i zabrała za jedzenie Kociołkowych Piegusków, które przyniosła ze sobą. - Chcesz trochę? - zapytała pomiędzy kęsami.
- Nie są zatrute? - Obawy Hermiony wzrosły. Ona na dodatek była miła!
- Też je jem, prawda?
- A może wcześniej wzięłaś antidotum?
    Carmen pokręciła głową i westchnęła.
- Za dużo kombinujesz. Trudno, więcej dla mnie. Tylko skończmy już tę wymianę pytań. - Po chwili Hermiona wzięła jednak jednego Pieguska.
- Dobra, spróbuję. Ale dostaniesz Avadą, jeśli coś ci się stanie.
- Nie dałabyś rady – rzuciła z przekąsem Brown.
- Nie bądź taka pewna. Masz dzisiaj dzień dobroci?
- Powiedzmy... - odparła niechętnie brunetka, zapychając się słodyczami.
- Carmen... Co się dzieje? Nie wróciłaś na noc. Znowu.
- Mówiłam już, że ci kiedyś powiem.
- Kiedyś, to znaczy kiedy? Widzę przecież, że coś się dzieje. Jesteś jakaś... nieobecna. Gdybym cię nie znała, to pomyślałabym, że się zakochałaś! - wyrzuciła z siebie Granger, na co Car tylko prychnęła.
- Może ci się wydawać, że miłość jest dla mnie zagadką, ale chemia jest niebywale prosta i bardzo niszcząca. Ale pewne rzeczy... są znacznie głębsze, to twoje serce i nigdy nie powinnaś pozwolić, żeby kierowało rozsądkiem. Zawsze zakładałam, że miłość to groźna ułomność. I tak pozostanie. A ludzie ciągle dają mi niezaprzeczalne dowody. Uważaj lepiej.
- Niby dlaczego? Kocham Harry'ego, a on kocha mnie. Co w tym takiego złego?
- Obejrzyj się – powiedziała beznamiętnym głosem Carmen do Hermiony, która patrzyła jej teraz prosto w oczy.
- Po co?
- Zobacz. Jest wojna, Hermiono. Jest wojna i musisz o tym pamiętać.
    Gryfonka obróciła się szybko w stronę boiska i w tym samym momencie serce mocniej jej zabiło. Nie, to niemożliwe.
    Harry siedział na miotle, wymachując zwycięsko pięścią. Wszyscy teraz na niego patrzyli, powoli zdając sobie sprawę z tego, co było nad nim.
    Mroczny Znak wyraźnie odcinał się na zachmurzonym niebie.

***

    Harry przetarł szybko okulary i wzleciał nad stadion. Musi gdzieś tu być. Chciał teraz jak najszybciej zakończyć grę i wrócić do Hermiony. Pierwszy raz tak pragnął czyjegoś dotyku, obecności. Omiótł wzrokiem boisko i trybuny – nic. Nagle coś śmignęło mu przed oczami. To coś było złote. Uśmiechnął się i zanurkował za piłeczką. Dogonił ją i teraz leciała w odległości metra od niego. Wyrównali lot na równoległy do ziemi. Harry już sięgał po znicz, gdy nagle pojawiła się przed nim ubrana na niebiesko postać – Cho również chciała wygrać mecz i nie zamierzała pozwolić chłopakowi zabrać jej znicz sprzed nosa. Harry dogonił ją i teraz ramię w ramię gonili złotą smugę. Szybko jednak musieli skręcić w lewo, a potem w prawo i zniżyć lot. Teraz witki z Błyskawicy prawie muskały zieloną trawę. Oboje wyciągnęli dłonie, ale nagle znicz wzleciał do góry tuż przed trybunami. Harry zrobił zwód i wzbił się szybko w powietrze, nie zauważywszy upadającej Cho, w którą trafił czerwony promień. Chwycił w garść znicz i wyciągnął do góry rękę, aby pokazać go publiczności. Ernie zakrzyknął:
- Harry Potter złapał znicz! Wygrali Gryf...
    Ale nie dokończył z przerażenia. Wybraniec nie wiedział, co się stało, więc w tłumie odszukał znajomą twarz Hermiony. Ta wpatrywała się w niego z przerażeniem. Uśmiech zszedł mu z twarzy. Obejrzał się, a gdy nic nie zobaczył, spojrzał w górę.
    W jego głowie pojawiła się tylko jedna myśl.
    O nie.

***

    Uczniowie zaczęli panikować. Większość nauczycieli natomiast nie mogła wyjść z szoku, nawet obecni dwaj Śmierciożercy, którzy nie mieli pojęcia o planowanym ataku, a przecież byli najbardziej zaufani! Całe szczęście Dumbledore zachował trzeźwy umysł. Wydał wszystkim profesorom rozkazy: przede wszystkim chronić uczniów, najlepiej w zamku!
    Tymczasem młodzież próbowała sama zadbać o siebie. Wszyscy uciekali z trybun i biegli w stronę zamku niczym stado hipogryfów. Olbrzymie stado hipogryfów. Nagle wśród nich zaczęli się pojawiać zamaskowani Śmierciożercy, rzucając zaklęcia na prawo i lewo. Nauczyciele natychmiast zareagowali i ruszyli na pomoc uczniów. Niektórzy z nich co prawda chodzili w zeszłym roku na spotkania GD, ale byli w znacznej mniejszości. Poza tym, słudzy Voldemorta posługiwali się bardzo zaawansowaną czarną magią. Wybuchła panika, podczas której nie zwracano uwagi na innych, każdy nastolatek chciał ratować samego siebie.
    Harry i reszta drużyn na miotłach próbowała wypatrzyć swoich przyjaciół. Ron zabrał Lunę, a Harry podleciał po Hermionę.
- Wsiadaj – szybko powiedział, a ona bez oporów usiadła za nim na miotle i objęła go w pasie.
    Wzbili się w powietrze, czego Gryfonka nie lubiła, ale teraz przede wszystkim chciała się ratować. Polecieli w stronę zamku, lecz Hermiona nie chciała tego tak zostawić. Nagle coś jej się przypomniało.
- Harry! - krzyknęła. - Tam leży Cho, jest nieprzytomna!
- Nie możemy po nią wrócić!
- Musimy! Zawracaj, szybko!
    Wybraniec westchnął i szybko skierował miotłę w stronę stadionu. Chaos był olbrzymi, choć większość uczniów trafiła już do zamku, osłaniana przez nauczycieli. Nie mogli dopuścić, aby Śmierciożercy dostali się do Hogwartu!
    Harry rozejrzał się i, gdy nikogo nie zauważył, wylądował gładko na ziemi. Hermiona wręcz zeskoczyła z Błyskawicy i podbiegła do leżącej Krukonki. Była nieprzytomna, ale oddychała, niestety ledwo. Rzuciła na nią parę zaklęć i kazała Harry'emu przetransportować ją do zamku. Sama da radę.
- Jesteś pewna?
- Tak. Trzymaj ją, bo tracisz czas – odkrzyknęła i pocałowała go szybko w usta. Nagle dobiegł ich szaleńczy chichot. Nie miała maski. Nie potrzebowała.
- Proszę, proszę, szlama i mały Potter. Kto by się spodziewał?
- Odsuń się, Bellatrix! - wrzasnął chłopak, wyjmując różdżkę. Ona jednak była szybsza i wytrąciła mu ją z ręki. Hermiona stała jak skamieniała.
- Co mi teraz zrobisz, chłopcze? Oj, chciałeś ratować koleżankę? - zapytała głosem udającym troskę. - Już to nic nie da, Czarny Pan będzie miał z wami zabawę! Od kogo zacząć? Ecie pecie... może szlama? - Oblizała czerwone jak krew wargi, a z jej oczu wręcz tryskało szaleństwo.
- Tylko spróbuj! - warknęła Hermiona. - Jestem dumna z tego, kim jestem!
- Ojeju, ci twoi mugole nie nauczyli cię szacunku...? - Pokiwała głową. - Trzeba to zmienić. - Na potwierdzenie swoich słów wysłała pomarańczowy promień w stronę... Wybrańca. Zaklęcie ugodziło go mocno, aż złapał się za brzuch. Hermiona spojrzała na niego z przerażeniem.
- Tak? - zapytała buntowniczo. Co ona zrobiła Harry'emu?! - Więc chodź tutaj!
- Żebyś wiedziała, kochanie, że przyjdę... - powiedziała z nonszalancją, robiąc krok do przodu. Jednak potknęła się o... O coś pomarańczowego i futrzastego. Wystarczyła ta sekunda, żeby poczuła różdżkę za plecami.
- Zjeżdżaj stąd albo zginiesz – wycedziła przez zaciśnięte zęby Carmen. - Ja nie mam oporu przed Niewybaczalnymi.
    Bellatrix zaśmiała się wariacko, patrząc z nienawiścią w oczach na Brown. Ponownie oblizała wargi, rozkoszując się jej dezorientacją.
- Do czasu. Jack przesyła ukłony – krzyknęła, pstryknęła palcami i już jej nie było.
    Carmen skamieniała, a zaklęcie Cruciatusa zatrzymało się na jej ustach. Co on miał z tym wspólnego, co... Upadła na kolana i schowała twarz w dłoniach. Co oni mogli o nim wiedzieć?! Wrzasnęła z bezsilności i w tym samym momencie zaczął padać deszcz. Wielkie krople moczyły jej włosy, zagrzmiało.
- Carmen, wszystko dobrze? - zapytała delikatnie Hermiona, chwytając ją za ramię i pomagając wstać.
- Nic nie jest dobrze. I już nie będzie – odparła martwym głosem, chwytając ponownie różdżkę. - Zostańcie tu i nigdzie nie idźcie. Zajmijcie się Chang. Ja pójdę zobaczyć, co się dzieje. - Po chwili dodała: - Nie głupi jednak ten twój kot.
    Poszła wzdłuż trybun i po chwili zniknęła. Hermiona wciąż była przerażona. Harry wziął swoją różdżkę i ją przytulił. Prawie zginęła, a miał ją chronić. Tymczasem zrobił to za niego... kot!
- Jesteś ranna? - W jego głosie czuć było ogromną troskę.
- Nie, ale... Ty powinieneś! - wykrzyknęła w szoku. - Trafiła cię zaklęciem!
- Cóż... Tylko chwilę bolał mnie brzuch.
- I tyle?
- Tak – przytaknął. Po chwili coś do niego dotarło. - To nie koniec jego działania, prawda?
- Chyba tak. Oj, Harry, to przeze mnie! Ja niepotrzebnie... Nie...
- Chodź tutaj – powiedział miękko i ponownie ją przytulił. - Wszystko będzie dobrze, damy radę.
- Ale coś ci się stanie!
- W tej chwili to nieważne! - wykrzyknął. - Zabiję ją! Zabiję wszystkich Śmierciożerców, pokonam Voldemorta!
- Harry... Jak na razie to oni kogoś zabili. Mroczny Znak...
- Tak, niestety – odparł smutno. - Wiesz, że znowu zawdzięczasz coś Carmen? - zapytał.
- Tak, wiem. I kto by pomyślał, że Krzywołap... że on...
- Ciii, Hermiono... Już dobrze. Weź go lepiej na ręce i uspokój, bo strasznie jęczy.
    To prawda, kot nie wiedział, co się dzieje, ale gdy spojrzał w oczy swojej pani, natychmiast się uspokoił. Jest dobrze i wygląda na to, że dostanie dzisiaj podwójną porcję jedzenia na kolację. Oblizał się i ułożył wygodniej na jej klatce piersiowej. Usłyszał śmiech swojej pani, a potem coś mu kapnęło na futerko. Łzy Hermiony zmieszały się z coraz mocniej padającym deszczem. Do tego doszedł go krzyk Hermiony.
- Nie, Harry, nie! Tylko nie to!

14 komentarzy:

  1. Czemu tu jest tyle cukru ;-; ??? Ja mam chyba spaczone podejście, bo ja tu nie widzę sadyzmu tylko samą słodkość, romantyzm i takie tam...
    Carmen... Może ja faktycznie nic nie czuję, ale ta jej rozpacz po Jacku w praktycznie każdym rozdziale przestaje mnie kompletnie ruszać (tak... kiedyś trochę ruszała... piękne czasy...).
    A moje komentarze już Ci się nie podobają? Ja tu wyciskam siódme poty, żeby coś napisać, coś konstruktywnego, nie za długiego, ale też nie za krótkiego, a Ty nic...? Żartowałam. Why so serious?
    Harry ma kuku... Tylko niech trochę pocierpi, a nie tylko zaśnie jak królewna!
    Patrz... Zaczęłam czytać o 20:06, a komentarz kończę o 20:30... 20 minut pisania komentarza...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem Twoją nową fanką :) Niedawno przeczytałam wszystkie wcześniejsze rozdziały i muszę powiedzieć, że masz dziewczyno talent do pisania :D Teraz tylko muszę przeczekać kolejny tydzień do następnej części. WHY?? Gdybym mogła to czytałabym bez przerwy xD Życzę duuużo weny i pomysłów :)
    Pozdrawiam, Karolina z bloga harmionezakon-feniksa.blog.onet.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No trzymasz w napięciu nie powiem :)
    Chyba chcesz żeby większość czytelników umarła z ciekawości do następnego tygodnia :D

    Z opisem meczu świetnie sobie poradziłaś, no i ciekawa jestem co się stało Harremu oraz całej tajemnicy związanej z Mrocznym Znakiem i atakiem, także czekam do piątku :)

    No i najbardziej ciekawi mnie teraz co będzie jak Carmen powie Hermionie o związku ze Snape`m!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Osztyyy :P Prosiłam cię o informowanie już dawno ale widocznie zapomniałaś. Oj nieładnie teraz zwalać całą winę na mnie :P Ale nie paczaj tak na mnie ok ? XD
    A co do rozdziału to chyba cię miotłą walnę po główce ! ZAKOŃCZYĆ W TAKIEJ CHWILI :P !? *tupie nogą ze złości*
    Jestem ciekawa kto zginął ! Nawet bardzo ciekawa :)
    Haha postęp jest ale mam nadzieję, że się nie spóźnisz :P Tylko raz dodasz o 21 to wiesz co może się z tobą dziać ( albo i nie wiesz bo jak wspomniałaś Trelawney ni jesteś :P Ale wiedz, ze zamienie się w śmierciożercy głodnego kriwi tak jak nasz kochany Collins ^^ )
    Czeekam na więcej i całuję :* Wiklara
    http://hermionalovedraco.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha nie ma to jak po dodania komcia skapnąć się, że dodajesz z innego konta xD

      Usuń
  5. JESTEŚ OKROPNA!!!! JAK MOŻNA PRZERWAĆ W TAKIM MOMENCIE?!?!?!?!
    A co do rozdziału to super, świetnie sobie poradziłaś z meczem ^^
    Ciekawe kto zginął i co Bellatrix zrobiła Harry'emu..
    Uzależniłam się od Twojego opowiadania i teraz piątek, godzina 20 będzie najbardziej wyczekiwaną przeze mnie chwilą xD
    życzę weny :)
    z.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, serio :D
    A Barnabas jak świetnie wygląda. Jaram się *_* :D

    OdpowiedzUsuń
  7. DLACZEGO ZAKOŃCZYŁAŚ W TAKIEJ CHWILI ?! Chyba cię normalnie zaavaduję !
    Dlaczego ktoś musiał zginąć ? Już się boję,kto to.
    Bella jest okropna,ale dobrze,że Krzywołap uratował Hermionę.
    Mecz był świetny,szczególnie jak Harry prawie dotknął Mionę i dał jej tą karteczkę ^^ Takie słodkie to było.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.Pisz szybko :33

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wierzę , że znowu przerwałaś w takiej chwili !!!
    Czekam na następny rozdział !!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Szerio? Musiałaś w tym momencie? Ahh no tak, lubisz to robić... Superbohater-Krzywołap! Ciekawe kto zginął, może L. Brown? Wiem to jest wredne, ale trudno :P
    Fajny rozdział, nie mogę się już doczekać nowego. No i cieszę się, że będziesz teraz regularnie dodawać.
    Pozdrawiam, życzę weny
    Julla

    OdpowiedzUsuń
  10. Na poczatku : pisze z telefonu i znajac moje lenistwo nie bd mi sie chcialo poprawiac jakiegos zdania, ktore napisze zle bo nie umiem trafic w klawisze wiec sorki :D
    Haha, juz widze tego Colinsa na trybunach :D
    Jak dla mnie to fajnie opisalas mecz, mi tam sie podobalo, mowilam ze sb poradzisz:D Wesz myslalam ze to bd zwykly rozdzial, meczyk, moze awet cos o Car i Severusie a tu BOOM
    Bella, mroczny znak, sadystka z Ciebie pierwsza klasa, nie ma co ;p
    To bylo mistrzowskie : ecie pecie...moze szlama? Hahahaha Bela, kocham cie! :D
    Pozdrawiam!
    Rickmanicka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bellę kocham ze wszystkimi jej szaleństwami... Jack? JACK MA COŚ WSPÓLNEGO Z BELLĄ? Omomom... co to będzie...
    Taka sielanka przez ostatnie rozdziały, aż zapomniałam o istnieniu śmierciożerców... A teraz atak pełną parą... Bryy...
    Biedny Sev, o niczym nie wiedział
    Strój profesora Collin'sa mnie zachwycił... Też chcę takie okulary! ^,^
    Potter, już wiesz, że nie jesteś niezniszczalny!

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny *.*.
    Może i jesteś sadystką, ale rozdział genialny.
    Harry był taki słodki. You rock my world <3
    I śmierciożercy...
    Ciekawe kogo zabili.
    I co zobaczyła Hermiona?
    Nie wytrzymam, pisz szybko co się wydarzyło!
    Pozdrawiam,
    Honeyed Girl.

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll