Harry Potter - Book And Scroll

28.7.13

28. Zamęt

"Znajdujesz na tym świecie odrobinę szczęścia
i zawsze ktoś pragnie je zniszczyć.
Kiedy jesteś znany, ludzie cię obserwują.
I zawsze znajdą sposób, żeby cię zniszczyć."
- "Marzyciel"

    Harry był kompletnie zdezorientowany. Na dodatek to uczucie pogłębił fakt, że Lavender błyskawicznie oderwała się od niego, skrzywiła i odepchnęła go mocno od siebie, bijąc dłońmi w klatkę piersiową. Gdy już jako tako wstał, otrzymał od niej siarczysty policzek, wskutek czego aż się zatoczył. Ona natomiast zaczęła wrzeszczeć.
- Ten idiota dobierał się do mnie! - Wskazywała palcem na chłopaka. Oczy wszystkich zwróciły się w ich stronę.
- Nie, ja naprawdę nic nie... - próbował tłumaczyć się Wybraniec, lecz nie dane mu było dokończyć.
- Hermiono, widziałaś to! Widziałaś na własne oczy! - Lavender podeszła do Granger i podniosła głos jeszcze bardziej. - On...
- Rozejść się! - dobiegł ich głos nauczycielki. Na dzisiaj koniec, spotykamy się za tydzień. Panno Brown, proszę tak nie krzyczeć, to naprawdę nie jest stosowne.
- Ale, pani profesor, Potter...
- Nie obchodzi mnie to! - warknęła McGonagall. - Poza tym, mając na uwadze pani... hmmm... opinię w szkole raczej panna Granger nie ma się o co martwić. A teraz rozejść się! - ogłosiła i wyszła z Pokoju Wspólnego.
- Może sobie mówić, co chce, ale ty i tak znasz prawdę, co, Hermiono? - powiedziała groźnym szeptem Lavender. - Wiesz, że on prędzej czy później znajdzie sobie kogoś innego, kogoś odpowiedniejszego i...
- Dlaczego to robisz? - zapytała Gryfonka ze łzami w oczach i wyraźnie słyszalnym szlochem w głosie.
- A czy ja coś zrobiłam? - odparła niewinnie pytaniem na pytanie dziewczyna, uśmiechając się drwiąco. - To nie ja jestem szla...
- Zamknij się, Brown – warknął Harry. Podszedł do Hermiony i ją objął, po czym łypnął złowieszczym wzrokiem na jej współlokatorkę.
- Bo co mi zrobisz, kochanie?
- Może on nic, ale ja tak – dobiegł ich głos Carmen zza pleców Lavender. Trzymała różdżkę gotową do ataku. - I radzę ci, abyś spuściła z tonu.
- Nie boję się was – rzuciła Brown, lecz jej głos brzmiał już mniej pewnie. - Tacy kretyni jak wy mogą mi najwyżej...
Levicorpus!
    Promień pochodzący z różdżki Car trafił prosto w ciało Lavender, która nagle zawisła do góry nogami. Wszyscy zgromadzeni w Pokoju Wspólnym zawyli śmiechem. Nasi bohaterowie uśmiechnęli się złowieszczo, sadowiąc się na kanapie przed kominkiem. Dziewczyna miała sobie jeszcze długo tak powisieć. Dodatkowo postanowili rzucić na nią zaklęcie wyciszające.
- Czyli się nie gniewasz? - zapytał Harry z wyraźną wdzięcznością w zielonych oczach.
- A skąd – prychnęła Hermiona. - Ta paskudna, zawszona sklątka tylnowybuchowa zrobiła to specjalnie. Tylko nie mam pojęcia po co!
- Zazdrość – odparła machinalnie Carmen. - Zawiść. Niektórzy ludzie po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie. Nic na to nie poradzisz.
- Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe. Jak można być takim okrutnym? - dziwił się Potter.
- Uwierz mi, można – powiedziała Car, po czym wstała i zniknęła za portretem Grubej Damy.
- Dokąd ona poszła? - Ron dopiero teraz się odezwał.
- Nie wiem, od tygodnia co chwilę tak znika – oświadczyła Hermiona.
- Może ma chłopaka?
- Daj spokój, Ron. To niemożliwe.
- Niby dlaczego?
- Jak będzie chciała, sama ci powie. - Zwróciła się do Harry'ego: - A teraz proszę o buziaka na drogę, bo wybieram się do biblioteki.
- Jasne. Może pójść z tobą? - zapytał brunet.
- Nie, tylko byś się nudził. Poza tym muszę coś przemyśleć – powiedziała Hermiona, po czym wstała, pocałowała Pottera w policzek i również zniknęła za wyjściem przez portret.

***

    Gdy tylko przeszła przez próg biblioteki, od razu poczuła radość. Wciągnęła do płuc powietrze pachnące starymi książkami, kurzem i pergaminem, które tak bardzo kochała. Pani Pince już wychodziła, ale pozwoliła jej wyjątkowo zostać dłużej.
    Hermiona weszła pomiędzy wysokie regały, napełnione po brzegi książkami. Po tylu latach w Hogwarcie przeczytała już bardzo dużo tomów, jednak nadal większość z nich pozostawała dla niej zagadką. Dlatego uwielbiała je kartkować i czytać chociaż fragmenty, aby przynajmniej spróbować poznać część tajemnic, które kryły.
    Tym razem wzięła coś o transmutacji i, zamiast iść do stolików do tego specjalnie przeznaczonych, oparła się o przeciwległy regał. Próbowała zagłębić się w lekturze, ale jej myśli błądziły w zupełnie inną stronę.
    Myślała o Lavender. Co ona chciała przez to osiągnąć? O co jej chodziło? Hermiona zastanawiała się nad słowami Carmen, nad tym, że niektórzy po prostu cieszą się z czyjegoś nieszczęścia. Ale nigdy by nie wpadła na to, że jej współlokatorka może taka być, tak okrutnie postąpić! Owszem, Lavender pokorą nie grzeszyła, rozumem tym bardziej, ale nie wydawała jej się mściwą i zakłamaną osobą. Jej reputacja w szkole też za dobra nie była, ale mimo wszystko uważano ją za dość spokojną. Jak widać do czasu.
    Hermiona poczuła niemiłe ukłucie w żołądku. Czyżby zazdrość? Nie, to niemożliwe. Przecież doskonale wiedziała, że Harry by jej nigdy nie zdradził, nie porzucił ot tak. Więc o co chodziło? I w tym sęk. Sama nie była do końca pewna. Miała po prostu przeczucie, dziwne i strasznie palące jej wnętrzności. To było jak potwór skręcający się w supeł w jej brzuchu. Tak, trochę nienormalna metafora, ale opisująca prawdę.
    Dziewczyna westchnęła głośno. Dosłownie sekundę później usłyszała jakiś dźwięk – jakby ciężka książka spadła na podłogę. Wstrzymała oddech. Ktoś tu jest. Ktoś oprócz niej. Cicho wstała i zaczęła posuwać się wzdłuż regału. Wysunęła lekko głowę i rozejrzała się – nikogo. Nawet nigdzie indziej nie widziała światła kaganka ani świecy.
    Pewnie jej się przywidziało. Już chciała wrócić na swoje miejsce, gdy ponownie usłyszała ten odgłos – tym razem bliżej. Dochodził z prawej strony. Hermiona przestraszyła się. A jeśli to Filch? Albo, co gorsza, Snape? Jeśli ją znajdą, dadzą jej szlaban. Przecież nie powinno jej tu być, mimo pozwolenia od pani Pince. Na dodatek niepisemnego. Szybko ukryła się za półką z książkami, próbując wstrzymać oddech albo chociaż go wyciszyć na tyle, aby nikt poza nią go nie słyszał.
Tym razem usłyszała kroki. Nie były głośne ani ociężałe, przeciwnie – kimkolwiek była ta osoba, stąpała z niesamowitą lekkością, ale pewnie. Odgłos się przybliżał. Hermiona zacisnęła powieki, a zaraz potem je otworzyła. Nie może pokazać, że się boi. Zbierając wszystkie siły, odczepiła się od książek i wyjrzała za róg. Nikogo nie ma. Rozejrzała się na boki – nic. Dobra, to już było niepokojące.
    Odwróciła się z zamiarem szybkiego wyjścia z biblioteki. I na zamiarze się skończyło. Jej ciało natychmiast napotkało przeszkodę w postaci innego. Krzyknęła głośno z wrażenia i chciała się wycofać, jednak poczuła czyjeś zimne dłonie na ramionach. Podniosła oczy ku górze i napotkała inne, tryskające ciepłem i życzliwością.
- Panno Granger, bardzo mi przykro, iż panią przestraszyłem. Wierz mi, nie taki był mój zamiar – usłyszała. Była tak zdziwiona, że nie mogła wydusić z siebie słowa. - Proszę, usiądź. To ci dobrze zrobi. - Znowu te dłonie, które delikatnie spychają ją w dół.
- D-dobrze – wykrztusiła. Nic innego nie przychodziło jej do głowy.
- Proszę się nie bać. Przecież nic bym panience nie zrobił.
- Ja... Ja to wiem, profesorze Collins – powiedziała cicho Hermiona. Twarz mężczyzny rozjaśnił uśmiech.
- Proszę... Może mi panienka mówić po imieniu. Barnabas. - Po chwili ciszy dodał: - Oczywiście, jeśli to dla pani zbyt niestosowne, to nie...
- Wszystko w porządku, Bar... Barnabasie – odpowiedziała Granger. - I owszem, to niestosowne. Nawet bardzo – rzuciła, ale już pewniej i z figlarnym uśmieszkiem.
- Cieszę się, że cię rozbawiłem, Hermiono. - Wampir przysunął się do dziewczyny, również opierając się o regał.
- Prof... Co robiłeś w dziale magomedycyny? - zapytała Gryfonka. Brunet wahał się przez chwilę, po czym odpowiedział:
- Nic takiego. Sprawdzałem coś na najbliższą lekcję. - Dziewczyna nie wydawała się usatysfakcjonowana, ale dała sobie spokój. - Przykro mi, ale miałem w tym tygodniu ważne sprawy do załatwienia, więc dopiero od poniedziałku zajmiemy się dżinami. Ty oczywiście wiesz już o nich prawie wszystko, prawda? - spytał z błyskiem w oku.
- Tak – odparła Hermiona, zadowolona z zainteresowania nauczyciela. - To cudownie, że tak pan się angażuje.
- Ależ to moja praca. – Błysnęły białe kły. Nie dodał tylko, że tymi "ważnymi sprawami" były spotkania Śmierciożerców.
    Gryfonka znowu zadrżała. Nosferatu bez słowa okrył ją swoją peleryną, a ta uśmiechnęła się z wdzięcznością.
- Wybacz mi, że pytam, ale widzę, iż coś cię trapi. Zdradzisz mi? - Uniósł brew.
- Cóż... - zastanawiała się dziewczyna. - Nie wiem, czy powinnam. To raczej są typowe sprawy nastolatków, chyba niezbyt ciekawe dla nauczycieli i...
- Mimo to, proszę – powiedział, przeciągając samogłoski. Nadal nie była do końca przekonana, jednak gdy przypomniała sobie o ciężarze peleryny na ramionach, zaczęła mówić.
- No dobrze. Wie pan, że...
- Uhm, uhm – chrząknął dyskretnie, mrugając przy okazji. Mrugając!
- Wiesz, że – poprawiła się – bardzo się z Harry'm lubimy i... Och! Po prostu mam kłopot z pewną dziewczyną, która nam dokucza, bez powodu. Nie wiem, co robić, na dodatek... chyba jestem zazdrosna – przyznała z niechęcią.
- Hmmm... - zamyślił się Barnabas. - To trudne. Bardzo trudne. Wiem, jak bardzo takie sprawy są skomplikowane. Niektórzy ludzie czują po prostu zawiść do całego świata, są źli na to, że innym żyje się lepiej lub że po prostu sami nie są wyjątkowi.
- Ale dlaczego krzywdzą innych ludzi? To tak, jakby zabijać im cząstkę duszy, a z czasem całą osobę... - Collins spochmurniał. Sam przecież co chwilę mordował właściwie niewinnych ludzi.
- Cóż... Każdy człowiek jest inny, nie da się przewidzieć, co kłębi mu się w głowie. Teoretycznie wszystko zależy od wszystkiego.
- Rozumiesz to, prawda? Przecież przez tyle lat musiałeś kogoś pokochać...
- Cóż, ja... Hermiono, w zasadzie to moje serce stanęło wieki temu i już nie bije. Nie wiem, czy mógłbym jeszcze... Czy bym podołał... Nadawał się do tego.
    Zapadła cisza, zakłócana jedynie przez ich spokojne oddechy. Hermionie podobał się zapach, jaki wyczuwała z materiału peleryny i jaki pochodził od Barnabasa. Był słodki, ale nie mdlący, tylko przyjemny. Wyczuwała też woń starego drewna i metalu. Nagle coś jej przyszło do głowy.
- Skoro już rozmawiamy szczerze, to mógłby... możesz mi opowiedzieć jak stałeś się wampirem? - Wstrzymała oddech. Był to ogólnie dość drażliwy temat dla samych poszkodowanych. Mężczyzna jednak tylko uśmiechnął się dobrodusznie.
- Cóż... To dla mnie trudne, jak chyba dla wszystkich mojego pokroju... Byłabyś przerażona, ile mam lat – zaśmiał się cicho. - Urodziłem się jako czarodziej, dlatego teraz również znam się na czarach. Mimo to wielu nosferatu nie zna magii, większość pogryzionych była pierwotnie mugolami. - Dlatego Czarnemu Panu tak zależy na mnie, dodał w myślach. - W każdym razie, żyłem i dorastałem w średniowieczu. Pewnego razu matka znowu nie wróciła do domu na noc, a ojciec... Tego dnia odszedł od nas. Miałem wtedy dwadzieścia lat, ale wciąż byłem młokosem, jednak zrozpaczony wybiegłem w noc szukając matki. Padało, zabłądziłem. Gdy przechodziłem przez jedną z bram, straciłem przytomność. Obudziłem się w takim oto stanie – podniósł swoje dłonie i udawał, że uważnie je ogląda. To było niesamowite, jak bardzo długie i chude miał palce. I blade.
- To fascynujące, być świadkiem historii przez cały czas... Pamiętasz rewolucję we Francji? - zapytała Hermiona z ożywieniem.
- Tak, nawet wspinałem się na barykady. W nocy, oczywiście – odparł znowu z tym uśmiechem. - A raz zostałem piratem! Marny był ze mnie marynarz, wychodzący tylko po zachodzie słońca, ale spotkałem podobnego dziwaka. Na morzu ich pełno, ale ten był doprawdy wyjątkowy – powiedział z melancholią w sarnich oczach.
- Znam go? Może Czarnobrody?
- Wątpię. Chociaż on sam pewnie by się obraził. – Znowu mrugnął. Hermiona zagryzła wargę. To jej się stanowczo zbyt podobało. - Nazywał się Jack Sparrow. O, przepraszam. Kapitan.
- A umiał latać? - zachichotała dziewczyna. - Ładne nazwisko, "Wróbelek".
- Zdziwiłabyś się, co on wyprawiał. Za to za butelkę rumu oddałby wszystko!
    Zaczęli się śmiać. Długo, głośno i bez zahamowań. Hermionie w pewnym momencie spadła peleryna i wtedy poczuła na sobie dłoń i wzrok Barnabasa. Przestał się śmiać i na nią patrzył. Ten wzrok palił i... Przerażona, że zaraz zrobi coś głupiego, wstała i oddała mu szybko materiał. Zarumieniła się.
- Ja... Ja chyba już pójdę. Robi się późno.
- Oczywiście. Hermiono, dasz radę. Jesteś wielką, mądrą czarownicą, która ze wszystkim sobie poradzi.
- Przepraszam, ale... O co chodzi?
- O twoje "typowe sprawy nastolatków". – Znowu pokazał białe jak śnieg kły.
- O... Oczywiście. Dziękuję.
- Mówię samą prawdę. Pozwolisz, że ci powiem komplement? - zapytał.
- Pozwalam – odparła ze śmiechem.
- Masz najurodziwsze biodra, jakie kiedykolwiek widziałem. - Gryfonka skamieniała, a potem parsknęła głośno. - Coś nie tak?
- Nie, ale... Ale... - nie mogła wydusić z siebie. - W dzisiejszych czasach nikt już tak nie mówi. Ale to miłe i bardzo zabawne, dziękuję. – Znowu się zarumieniła.
- Nic nie poradzę na fakty... - zaczął Barnabas. Odgarnął jej kosmyk włosów z czoła, a potem pogładził delikatnie jej policzek opuszkami palców. Granger aż przymknęła oczy. Po chwili jednak się opamiętała.
- Dob... Dobranoc, Barnabasie – powiedziała, odsuwając się.
- Dobranoc, moja droga. I miłych snów – dodał. Dziewczyna odwróciła się i już miała iść, gdy nagle poczuł, jak mocno go obejmuje w pasie i przytula.
- Dziękuję – usłyszał. W tym momencie znikła mu z oczu, a on wymamrotał ledwo słyszalnie:
- Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.

***

    Hermiona była na siebie wściekła. Dlaczego, na różowe bokserki Roweny (albo Godryka), ona to zrobiła?! Przecież nie powinna! Tak samo, jak nie powinna się zgodzić na zwracanie się do niego po imieniu. To nieodpowiednie, niestosowne, a kontakty z nauczycielem (!) są na pewno mocno karane! Wszystko wydawało jej się dziwne, surrealistyczne, jakby było tylko iluzją. Jakim cudem można sobie tak zagmatwać życie? I to w tak krótkim czasie.
    Dziewczyna westchnęła, gdy dotarła do obrazu Grubej Damy. Wypowiedziała hasło i przeszła do Pokoju Wspólnego. Rozejrzała się i stwierdziła, że prawie nikogo nie ma. Podeszła do Harry'ego, który wciąż siedział tam, gdzie go zostawiła, ku jej ogromnego zdziwieniu. Usiadła obok i spytała:
- Ciągle tu czekasz? Tyle czasu?
- Jasne. Poza tym, nie mógłbym bez pożegnania zasnąć. - Hermiona walnęła się dłonią w czoło.
- No tak! Jutro wielki mecz! Dacie radę?
- To Krukoni, a poza tym ćwiczyliśmy, więc...
- Która godzina? - zapytała szybko.
- Trochę przed dziesiątą... A co?
- Marsz do łóżka, masz się wyspać! - zarządziła Granger, wstała i szybko pociągnęła go za rękę.
- Spokojnie, to nie mój pierwszy mecz w życiu – uśmiechnął się Harry. Odprowadził ją pod dormitorium. - A do tego Ron chyba poszedł pogodzić się z Luną. - Mrugnął.
    Odebrało jej mowę. Jak to? On nigdy tego nie robił! Czy może to z nią jest coś nie tak? Czyżby wyrzuty sumienia? Nie, to niemożliwe. Przecież nic takiego nie zrobiła...
- Hermiono... wszystko w porządku? - W głosie Harry'ego słychać był niepokój.
- Tak, tak. Tylko się zamyśliłam. – Uśmiechnęła się i pocałowała go. - Dobranoc.
- Dobranoc. Miłych snów!
    Tak. Znowu miała dzisiaj o czym śnić.

18 komentarzy:

  1. Jack Sparrow! Przepraszam... Kapitan Jack Sparrow! Brawo! Tu mnie zaskoczyłaś, ale bardzo pozytywnie!
    Nadal uważam, że z każdym rozdziałem Twoje opowiadanie robi się bardziej niesamowite!
    Czekam z niecierpliwością na kolejne części! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajrzałam tu odruchowo i niespodzianka, nowy rozdział. Cudownie rozegrana scena z Lavender :D Masz wspaniałe pomysły i za każdym razem zaskakujesz. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału
    z.

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak przy okazji!
    K O C H A M D Ż E M ! <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Super :-) Zaglądam i bum rozdział :-)
    Czekam na następny z niecierpliwością !!!

    Mojeminiopowiadania.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Na różowe bokserki Roweny lub Godryka! Zarąbiste!
    No i Barnabas wkroczył do akcji. I Kapitan Jack Sparrow <3 zadziwiasz mnie. Już straciłam nadzieję, że napiszesz, a tyu niespodzianka :-) Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział.

    Pozdrawiam i życzę weny
    Julla

    OdpowiedzUsuń
  6. Dżizas, genialne jak zwykle ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Wpadłam na bloga,a tu taka niespodzianka ! NOWY ROZDZIAŁ
    Przeczytałam i piszę:
    Jak zwykle świetny rozdział ;3
    Dobrze,że Herma nie obraziła się na Harry'ego,bo razem są wspaniałą parą.
    Kapitan Jack Sparrow najlepszy ;P
    W następnym rozdziale proszę trochę Rona i Luny :)
    Weny życzę :DD


    OdpowiedzUsuń
  8. Różowe bokserki Roweny mnie rozwaliły xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Na różowe bokserki Roweny rozdział 28 zdecydowanie mój ulubiony. Pobił nawet sceny z Drinny <3
    Barnabas i Mionka... Oj, będzie się działo. Mam pewną teorię, gdzie poszedł Ron i jeżeli ona się sprawdzi to naprawdę BURZA, choć nie w Harrymione. Ale pewnie znów będzie to rzecz, której najbardziej się nie spodziewam i która mnie najbardziej rozwali. Między innymi za to uwielbiam tego bloga.
    JACK SPARROW <333333

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy nowy rozdział? Napisz coś o Carmen i Snape'ie ;}

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie będę się rozpisywać, bo prawdopodobnie zaraz internet mi zniknie i tyle będzie...
    Typowe problemy nastolatków. Merlinie zabij mnie .-.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wybacz ze dopiero teraz i na dodatek z anonimowego ale prad mi wylaczyli ;-; z reszta nie tylko mnie ale cale osiedle jest bez pradu, lecz do rzeczy :
    Laaavender jest okropna ;-; nie lubilam jej ani u Rowling ani tu jej nie lubie i tak zostanie. To poczwara i tyle.
    Wspominalam ze lubie Barnabasa? Nje? To oglaszam calemu swiatu ze go uwielbam ;p a ostatnim zdaniem mnie zabilas :D ta Hermiona to ma dobrze. Dostaje pkt za " najurodziwsze biodra "
    Ty nie dasz rady w byciu beta? Pewnie ze sb poradzisz, chyba ze usniesz podczas czytania, no to inna sprawa :D
    Tyle ode mnie. Pozdrawiam :*
    Rickmanicka

    OdpowiedzUsuń
  13. Kapitan Jack Sparrow? okeeeej, jesteś niesamowita *.* różowe bokserki Roweny też niczego sobie ;)
    czekam na kolejny rozdział, który już dziś.
    i zapraszam do siebie [traitors-kiss.blogspot.com] + dodaję do linkow.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak, zdecydowanie niesamowita <3

    OdpowiedzUsuń
  15. U W I E L B I A M T W O J E O P O W I A D A N I E ! Jest zajedwabiste, swietne i wspaniale <3 kocham cie, ze Hermiona, wybaczyla mu i mu uwierzyla <3 pozdrawiam cieplutko i zegnam milutko ( az do nastepnego rozdzialu <3 )

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietny rozdzial i KOCHAM JOHNNEGO DEPPA <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  17. Jejku, super rozdział! Zabieram się do czytania reszty :D świetnie piszesz, a jeszcze na dodatek Barnabas i Sparrow! :D <3

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll