Harry Potter - Book And Scroll

20.6.15

61. All monsters are human

"Diabeł jest prawdziwy i nie jest małym,
czerwonym człowieczkiem z rogami i ogonem.
Może być piękny, ponieważ jest upadłym aniołem
i kiedyś był ulubieńcem Boga."
- "American Horror Story"

     Drwiący uśmiech igrał na jego ustach. Kilka czarnych kosmyków uciekło ze starannie zaczesanej do tyłu fryzury i teraz opadały mu na czoło. Stalowe oczy błyszczały niebezpiecznie.
- To tym się teraz zajmujesz? Będziesz niszczył wszystko to, co piękne? - Car ruchem głowy wskazała na połamaną Wieżę Eiffle'a. Po chwili rozległ się wybuch i jej szczątki stanęły w płomieniach.
- Błąd – odparł sucho, coraz bardziej się do niej zbliżając. - Ja tworzę piękno. I z chęcią będę patrzył jak wszystko to, w co wierzyłaś i co kochasz, stanie się ruiną. - Odsłonił swoje białe zęby w kolejnym uśmiechu.
- Dlaczego to robisz? - Carmen odsunęła się stanowczo. - To mnie najbardziej zastanawia.
- Kochanie... Jestem jak pies goniący za samochodem. Nie wiedziałbym, co z nim zrobić, jeśli bym go złapał... A jednak sprawia mi to szaloną przyjemność.
     Wyciągnął szybko rękę do przodu i złapał Carmen za gardło. Z zaskoczenia upuściła różdżkę.
- Mógłbym cię teraz zabić... Mógłbym zrobić z tobą wszystko, ale... Jeszcze nie czas na to.
- W takim... razie... puść mnie! - Car czuła, że zaczyna brakować jej powietrza.
- Bo widzisz, wierzę, że cokolwiek cię nie zabije, bo prostu uczyni cię... dziwniejszym. Jestem ciekaw, jaki będzie następny etap u ciebie, słońce.
      Cofnął rękę, dziewczyna zaczerpnęła głośno powietrza, mroczki stanęły jej przed oczami. Musiała się schylić i oprzeć dłonie o kolana, aby uspokoić oddech.
- U ciebie nie będzie już żadnego, nawet w Świętym Mungu by ci już nie pomogli! - zdołała w końcu wykrzyknąć.
- Carmen, Carmen... Stałaś się bardziej naiwna niż sądziłem. Kto ci tak pomieszał w głowie? Ta Granger czy jeszcze ktoś inny?
- Nie twoja cholerna sprawa – wycedziła i zacisnęła dłonie w pięści.
- Jaka buntownicza. - Jack zaczął powolnym krokiem okrążać Gryfonkę, przyglądając jej się wnikliwie. - Powinnaś coś zrozumieć. Kiedy to do mnie dotarło, moje życie zupełnie się zmieniło, oczywiście na lepsze. Pomogło mi to wybrać właściwą drogę, nową.
       Zamilkł na chwilę, jakby czekał na jej reakcję, ona jednak trwała bez ruchu.
- I tak ci powiem. Otóż jedyny sensowny sposób na życie w tym świecie, to ten pozbawiony reguł. Natomiast ja jestem przedstawicielem chaosu, a Czarny Pan jego uosobieniem. I wiesz, co jest najważniejsze w chaosie? Jest sprawiedliwy.
       Przystanął tuż przed nią, ich twarze dzieliło może kilka centymetrów. W końcu Car się odezwała:
- Masz rację, Jack. Jest sprawiedliwy...
       W tym momencie przyłożyła swoją różdżkę do jego gardła, siłą odwróciła go i przyparła plecami do ściany. Szybkim ruchem wytrąciła mu jego własną różdżkę z dłoni. Ta upadła na zmarzniętą ziemię. Jedna chwila wystarczyła, aby dziewczyna nastąpiła na nią nogą i złamała ją.
- To za wszystko, co mi zrobiłeś. A to dopiero początek.
       Chłopak wydawał się zaskoczony, jednak wciąż uśmiechał się sarkastycznie.
- Wiesz, że to nic nie da, prawda? Czarny Pan dysponuje armią znacznie większą i bardziej potężną niż sobie wyobrażasz. Może was zabić kiwnięciem palca.
- To dlaczego jeszcze tego nie zrobił? - Carmen uniosła pytająco brew, jej różdżka prawie się wbijała w szyję Singera. - Nie dość, że jesteś potworem, to jeszcze nie masz pojęcia, co mówisz.
       Tym razem Jack wybuchnął opętańczym śmiechem.
- Naprawdę, Car? Jeszcze się nie zorientowałaś, że wszystkie potwory są ludźmi? Do diabła z bazyliszkami, testralami, ghulami... Przestaliśmy szukać potworów pod naszymi łóżkami, gdy zrozumieliśmy, że one są w nas. Tak naprawdę my nigdy nie...
       Jego dalsze słowa zagłuszyły trzaski aportacji. No tak, gdy było już po wszystkim, zjawiali się aurorzy. Typowe. Dobrze, że gdy schylała się, aby zaczerpnąć wcześniej oddechu, chwyciła swoją różdżkę, a Jack się nie zorientował.
       Jakiś niski mężczyzna w krzywo założonej szacie podbiegł do niej i machnięciem różdżki założył Jackowi magiczne kajdanki. Chłopak nawet się nie szarpał. Za to do Carmen zaraz podszedł drugi mężczyzna, wysoki i syknął jej do ucha:
- Miałaś nie pakować się w kłopoty.
- Nic nie obiecywałam.
- Wszystko w porządku?
       Odwróciła się w jego kierunku.
- Właśnie zaatakował mnie mój były chłopak, Śmierciożerca, który mi groził. Obezwładniłam go, chociaż to nie moja działka, ale pewnie, wszystko gra jak w zegarku!
- Czy to moja wina? Nie. Więc łaskawie się zamknij. - Snape ścisnął krótko jej dłoń i odszedł w stronę nowego więźnia.
       Car stała tak przez chwilę, bo właściwie nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Ma wrócić do domu i udawać, że nic się nie stało? Nie mogła. Do tego martwiła się o Hermionę. Ten głupi wampir mógł jej coś zrobić. Jest zły i Carmen coraz bardziej utwierdzała się w tym przekonaniu. Musi coś zrobić, działać... Ale nawet nie wiedziała, gdzie teraz są.
       Jej błądzący wzrok napotkał dziwną postać zmierzającą w jej kierunku. Po chwili rozpoznała fiołkowe szaty.
- Profesor Dumbledore? - zapytała zdziwiona. - Co pan tu robi?
- Severus mnie zawiadomił, razem poprosiliśmy Ministerstwo i francuski rząd o pomoc. - Dyrektor uśmiechnął się ciepło i położył swoje stare dłonie na jej ramionach. - Będzie dobrze, dziecko. Ten chłopak już nikogo więcej nie skrzywdzi, a ty dobrze się spisałaś. Co jeszcze... Dbaj o niego – mrugnął i poszedł w stronę Snape'a, który właśnie się wściekał i tłumaczył coś bladej kobiecie o rudych włosach.
       Carmen westchnęła, wyjęła miotłę i poleciała do domu. Będzie miała dużo do powiedzenia rodzicom...

***

       Harry zwijał się na podłodze z bólu. Blizna piekła go niemiłosiernie, aż sam nie mógł w to uwierzyć. Tak źle nie było od bardzo, bardzo dawna.
       O północy obudził się przez jakiś okropny koszmar, już nie pamiętał nawet co to było. Był zlany potem, musiał zdjąć koszulkę. Chciał zejść do kuchni i się czegoś napić, ale nie zrobił nawet dwóch kroków, a jego czoło przeszedł ostry ból. A potem kolejna fala i kolejna. Czuł, jak jego głowa płonie żywym ogniem. Zaczął krzyczeć.
       Minęło jakieś pół godziny, zanim drzwi się otworzyły i wparował przez nie Ron, a za nim cała gromadka Weasleyów. Mieli na sobie resztki confetti, a niektórzy nawet śmieszne czapeczki. Świętowali wspólnie Sylwestra, Harry nie miał na to ochoty i położył się wcześniej spać. Widocznie nie bardzo go słyszeli na dole.
       Teraz spanikowany Ron klęczał przy przyjacielu i potrząsał go za ramiona. Widział, że to przez bliznę, ale starał się złapać z nim jakikolwiek kontakt. Nie było jednak efektu, twarz Harry'ego wyrażała niewyobrażalne cierpienie. Przez ułamek sekundy doświadczyli kontaktu wzrokowego, a potem Wybraniec wywrócił oczami, przez co Ron mógł dostrzec już tylko białka jego zmęczonych oczu.
       Odpłynął.
       Widział obraz jakby z lotu ptaka (lub hipogryfa, jak kto woli). Nadal czuł pulsujący ból, lecz umiał go zignorować, nie zwracać na niego uwagi. Jego wzrok przykuły okrągłe ruiny rozświetlone blaskiem ognia. Na szczycie stały dwie postacie, mężczyzna obejmował kobietę.
       Z obrzydzeniem zauważył, że to Voldemort.
- Tom, to naprawdę wspaniała demonstracja siły. Nie obawiasz się, że stracisz zbyt wielu ludzi?
- Moja droga Bello – pogładził ją długim palcem po policzku – po czymś takim, zgłosi się jeszcze więcej chętnych. Ludzie zaczną panikować, szukać rozwiązania. Zapragną być po wygranej stronie...
- Po naszej stronie. - Bellatrix wyglądała jakby chciała odgarnąć Riddle'owi włosy z twarzy. Oczywiście, gdyby jakieś miał.
- Racja. Ataki we wszystkich stolicach europejskich... Jeszcze parę lat temu bym nawet nie marzył o czymś takim! A tu proszę: Paryż, Madryt, Warszawa, Sztokholm, Bruksela...
- RZYM! - krzyknęła na całe gardło Lestrange, rozpościerając ręce na boki.
- Tak, Rzym także jest nasz – powiedział Voldemort z błyskiem w czerwonych źrenicach i pocałował kobietę w jej zimne usta. Objęła go.
       Harry nie miał ochoty tego oglądać, usłyszał już wystarczająco wiele. Spróbował przypomnieć sobie wszystko, co wie o Oklumencji, każdą nudną i okropną lekcję ze Snape'em...
- Harry, kochanie, wszystko dobrze?
       Powoli otworzył oczy i ujrzał rude włosy oraz przejętą twarz pani Weasley. Odkrył też, że leży na łóżku, widocznie go na nie przenieśli, gdy miał wizję. Spróbował się podnieść, ale nie miał tyle siły i od razu opadł na materac. Ręką dotknął czoła, poczuł, że ma tam wilgotny ręcznik.
- Było strasznie, ale już przeszło. Dziękuję pani – wychrypiał. Jeden z bliźniaków okrył go kocem.
- Porządnie nas przestraszyłeś, stary – powiedział Ron. - Miałeś jakąś wizję?
       Harry kiwnął głową i sięgnął po okulary leżące na szafce nocnej.
- Musimy zawiadomić profesora Dumbledore'a...

***

       Hermiona znalazła się w dobrze sobie znanej komnacie. Trochę bała się zostawiać Carmen samą, ale wiedziała, że jest tak uparta, iż za żadne skarby świata nie pójdzie z Collinsem. Strasznie się do niego uprzedziła, a szkoda. Przynajmniej Snape zaraz do niej dołączy, więc nic się jej nie stanie.
       Usiadła na kanapie, była już zmęczona. Zbyt wiele wrażeń na tak krótką noc. Jak dobrze, że miała Barnabasa – gdyby nie on, kto wie, co stałoby się później. Może Śmierciożercy by je porwały? Kto by pomyślał, że Voldemort wybierze na cel inny kraj niż Anglię. Naprawdę interesujące.
       Przyjęła oferowany kubek herbaty i z uśmiechem spoglądała na siadającego obok niej wampira. Oparł się wygodnie i jedną ręką objął dziewczynę.
- Jak ci minęła przerwa świąteczna? - zapytała.
- Głównie mizernie, bo ciebie nie było, moja droga – odparł z błyskiem w oku. - Ale tobie na pewno wspaniale, Paryż wspominam bardzo dobrze.
- Cóż, mogło być lepiej...
- A to niby czemu? - Wydawał się rozbawiony.
- Z moim ukochanym wampirem wszystko jest sto razy lepsze. - Odwróciła głowę i go pocałowała. Poczuł jak gryzie go w dolną wargę.
- Pani prefekt ma pazurki, czyż nie? - Uśmiechnął się szelmowsko i pocałował ją w czoło. - Czas spać, na pewno bardzo to przeżyłaś...
       Hermiona nic na to nie odpowiedziała, tylko weszła na duże łóżko Collinsa i nakryła się szczelnie kołdrą. Z uśmiechem patrzyła jak ten kładzie się obok i nie odrywa od niej wzroku. Przegrała ten pojedynek na spojrzenia i pierwsza zasnęła.
       Obudziła się z lekkim bólem głowy. Widać zmieniające się ciśnienie robiło swoje i nie mogła nic na to poradzić. Rozejrzała się – Barnabas jeszcze spał, więc zaczęła mu się przypatrywać. Dla niej był perfekcyjny. Wydawał się teraz taki spokojny, a jednocześnie silny i potężny, nie do ruszenia. Cieszyła się, że go ma. Ba, w myślach nawet nazywała go swoim ukochanym! Nie śmiała jeszcze wypowiedzieć tego na głos, ale w głębi serca czuła, jak bardzo się do niego przywiązała, jak bardzo go pragnęła.
       Lekko się poruszył i mruknął coś pod nosem. Przysunęła się bliżej i palcami gładziła kosmyki jego włosów, delikatnie, aby go nie obudzić. Mimo to w pewnym momencie uchylił powieki i dostrzegła coś w tych brązowych oczach... Zdecydowanie?
- Co robisz? - dobiegł ją jego cichy szept.
- Podziwiam. Chcę się na ciebie napatrzeć, ale to jest chyba niewykonalne.
- Podobnie jest z tobą, Hermiono. - Uniósł się na łokciu i ujął jej twarz w dłoń. - Wystarczy, że nie widzę cię przez chwilę, a już tęsknię. Sprawiasz, że moje od dawna niebijące serce znów chce pełnić swoją rolę. Jesteś niesamowita.
       Lekko się zarumieniła, ale nic nie powiedziała. Oplotła dłońmi jego szyję i przytuliła go mocno. W ten sposób wampir znalazł się nad nią, a jej brązowe loki rozsypały się po poduszce.
       Barnabas zaczął błądzić ustami po jej małżowinie usznej. W odpowiedzi dłonie Hermiony rozpoczęły wędrówkę po jego karku, a w końcu plecach. Wciąż miał na sobie koszulę, co strasznie irytowało dziewczynę i stwierdziła, że później się tym zajmie. Odwróciła głowę i jej usta napotkały jego zimne wargi.
       Nosferatu usiadł na łóżku, ciągnąc ze sobą brunetkę, przez co wylądowała na jego kolanach. Mruknęła z zadowoleniem i pozwoliła mu zdjąć swoją koszulkę. Zimnymi palcami najpierw dotknął jej brzucha, a potem przesuwał się do góry, umiejętnie grając na jej ciele niczym na instrumencie.
       Zszedł ustami na jej szyję, czym kompletnie ją zaskoczył. Z gardła Hermiony wyrwał się krótki okrzyk, palce zacisnęły się spazmatycznie na włosach mężczyzny. Przypomniała jej się wczorajsza noc, kiedy tak bardzo go pragnęła... Po chwili znowu ogarnęło ją to wspaniałe uczucie, gdy jego kły ocierały się o skórę na jej szyi... Całował ją z zapamiętaniem i niewątpliwym talentem, przez co robiło jej się gorąco. Drżącym głosem zdołała wyszeptać:
- Jeszcze... Proszę.
       Wampir przestał na moment, przez to Hermiona obdarzyła go zdziwionym spojrzeniem i cicho jęknęła.
- Na pewno? - zapytał.
       Pokiwała znacząco głową. Chciała go, była tego pewna na sto procent, zupełnie inaczej niż w noc podczas Balu Bożonarodzeniowego, kiedy obawiała się, że go poniesie i zrobi jej krzywdę. Był delikatny i nigdy nie zrobiłby nic, przez co by cierpiała. Tak w każdym razie myślała.
       Barnabas rzucił jej łobuzerski uśmiech i ponownie zajął się jej szyją. Co jego język z nią wyczyniał... Nagle ponownie poczuła jego kły na swojej skórze. Jednak tym razem nie było to lekkie muśnięcie.
      Nosferatu wbił swoje kły w jej tętnicę szyjną i zaczął pić krew dziewczyny. Hermiona zorientowała się, co się dzieje i próbowała się wyrwać, nic to jednak nie dało. Barnabas trzymał ją mocno, wzbogacony doświadczeniami całego swojego wampirzego żywota.
       Gdy Hermiona była już na skraju utraty przytomności z powodu braku dużej ilości krwi, przestał pić. Położył ją ostrożnie na łóżku i oblizał swoje zakrwawione usta, po czym rozpiął mankiet koszuli i wgryzł się w swój nadgarstek lewej ręki, tuż nad Mrocznym Znakiem.
       Czerwona ciecz popłynęła obfitym strumieniem. Ustawił się tak, aby skapywała do otwartych ust dziewczyny. Widział przerażenie w jej oczach, lecz to go nie powstrzymało przed dokończeniem swojego dzieła.


8 komentarzy:

  1. Ubolewam nad brakiem harmony, jednak wiem, że niestety trzeba czekać.
    Myślę, że moje komentarze są na tyle krótkie z braku mojego shipu:(
    Dziękuję pomimo wszystko za rozdział i czekam co tam się stanie z Hermioną.
    Weny, weny, weny,
    m.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc z każdym kolejnym rozdziałem jestem coraz bardziej przerażona. Barnabas robi się potwornie irytujący. Co mogę powiedzieć- za dużo Hermiony i Barnabasa, a za mało Harry'ego. Mam nadzieję, że moment ich pogodzenia zbliża się wielkimi krokami i będzie niebanalny. Długo jeszcze czasu musi minąć?

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim zdaniem ten cały Barnaba jest cholernie irytujący. Właśnie przez niego no i naiwną, żałosną miłość Hermiony względem niego, która była skutkiem niezłego namieszania w jej głowie. Na dodatek Voldemort, który wykorzystuje jeszcze bardziej głupiutką Ginny. By udowodnić, że nie cofnie się przed niczym byle nie osiągnąć celu. A ta przepowiednia, która dotyczy Całej Trójki Gryffindoru, zaczyna się potwierdzać. Po raz kolejny ubolewam nad idiotką jaką jest Panna Granger, a tak się wydawała, że jest zupełnie inaczej. No cóż pociąganie za odpowiednie sznurki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Błagam wstaw szybko nowy rozdział... Proszę... Ale ten był wspaniały i ten Barnaba... o matulu

    OdpowiedzUsuń
  5. Barnabas mnie wkurza. Harry i Hermiona muszą być razem. A tak z ciekawości, ktoś zauważy, jak zabije Barnabasa kółkiem, obleje wodą święconą i wcisne mu czosnek do gardła, a po wszystkim dla pewności podpalę go. Czekam na nekst. ♥ Julia

    OdpowiedzUsuń
  6. O mamusiu... Mam nadzieję, że Hermionie nic poważnego się nie stanie, i że Harry wybaczy jej zdradę i będą w końcu szczęśliwi.
    Błagam, wstawiaj szybciej rozdziały, bo nie sposób wytrzymać cały tydzień :D ja nie mam życia, ciągle zastanawiam się tylko nad tym, co się dalej wydarzy :D
    KW.

    OdpowiedzUsuń
  7. EH... niech Hermiona będzie z Harrym! Nie lubię tego irytującego wampira!
    Czekam na następy rozdział :)
    Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ON JĄ ZMIENI?? Czy tylko uleczy? Cóż.. byłoby ciekawie: Hermiona jako wampirzyca ^^
    Jack lubi używać cytatów Jokera :P Ale jakoś mimo wszystko nie mogę sobie wyobrazić jako Cumberbatcha... nwm nawet czemu, ale jakoś mi nie pasuje... No ale mniejsza o to, świetny rozdział, pomysł z tymi stolicami Europy bardzo mi się podoba, ciekawa jestem co będzie dalej.

    Pozdrawiam
    ~Julla

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll