Harry Potter - Book And Scroll

29.9.13

35. Przepraszam

"Her hair was pressed against her face, her eyes were red with anger
Enraged by things unsaid and empty beds and bad behavior
Something's gotta change
It must be rearranged

I'm sorry, I did not mean to hurt my little girl
It's beyond me, I cannot carry the weight of the heavy world
So goodnight, goodnight, goodnight, goodnight
Goodnight, goodnight, goodnight, goodnight
Goodnight, hope that things work out all right!"
- Maroon 5, "Goodnight, Goodnight"

    Draco jeszcze raz spojrzał na kawałek pergaminu, który trzymał w dłoni. Tam, gdzie zawsze. Będę czekać. Westchnął, a po chwili litery zniknęły, pozostawiając po sobie tylko pustkę.
    Sam nie wiedział, co myśleć. Miał tylko nadzieję, że Ginny w końcu powiedziała braciom o... o kolejnym członku rodziny. Jemu samemu to się zbytnio nie podobało, ale cóż... Skoro to było dla niej ważne, to również powinno być takie dla niego. Mimo to nie czuł jakiegoś przymusu – po prostu był.
    Na siódmym piętrze skręcił w odpowiedni korytarz i wszedł do Pokoju Życzeń. Ostatnio było to ich stałe miejsce spotkań. Przy ludziach nauczyli się już grać – odnosili się do siebie chłodno i z udawaną nienawiścią. Czasami Malfoyowi wymsknęła się jakaś aluzja, a wtedy Ginny rumieniła się i szybko odchodziła. Lubił ją taką. To znaczy kochał ją, tak przynajmniej myślał. Nieważne, miał jeszcze czas na podjęcie decyzji.
    Rozmyślania przerwała mu sama Ginny, która wparowała do pomieszczenia jak rozpędzona Błyskawica i wręcz rzuciła się na niego. Blondynowi zabrakło tchu, bo aż przygwoździła go do ściany. Owszem, nie narzekał na sytuację, skoro sama pchała mu się w ramiona, ale... Coś musiało się stać. Nigdy się tak nie zachowywała, więc...
    Z trudem i w sumie z ciężkim sercem odsunął ją do siebie i starał się złapać oddech. Spojrzał jej w oczy. Włosy miała w nieładzie, policzki zarumienione. Wręcz emanowała wściekłością.
- Ginny, co jest? - zapytał cicho, nie ufając swojemu głosowi. Ona tylko prychnęła i spróbowała się znowu przysunąć. Nie wyszło.
- O co ci chodzi? - zapytała z oburzeniem.
- Dlaczego jesteś taka wkurzona?
- Nie jestem.
- Jesteś.
- Nie jestem.
- Przestańmy się zachowywać jak dzieci! - wykrzyknął Draco, coraz bardziej zdenerwowany. - Do rzeczy. Mieliśmy mówić sobie, gdy coś się wydarzy. Opowiadaj. - Zapadła cisza, którą przerywało tylko nerwowe tupanie nogą Malfoya. W końcu Ginny poddała się.
- Ron. Znowu. Coraz bardziej mnie denerwuje – wyrzuciła z siebie. - Dzisiaj przegiął, naprawdę. Najpierw się obraził, a po jakiejś godzinie znowu zaczął mieć wyrzuty DO MNIE. Rozumiesz? Nie obchodzi go, że to nasza mama jest w ciąży. Zupełnie jakby to była moja wina, ja z nim już po prostu nie wytrzymuję... Przepraszam - wymruczała, masując sobie skronie. Draco objął ją lekko i pocałował w czoło.
- Nie martw się. To idiota, sama to przyznałaś.
- Niby tak, ale... To mój brat, Draco. Moja rodzina nauczyła mnie kochać, jego też powinnam i...
- Nie kwestionuję tego. Ale nie możesz... nie powinnaś tak na to patrzeć – przerwał jej. Spojrzała na niego z powątpiewaniem. - To wcale nie znaczy, że masz go lubić, że masz z nim przebywać, a nawet szanować go. Sam sobie pracuje na opinię.
- Nie mówmy o tym, dobrze? - poprosiła. Przytuliła się mocniej do chłopaka, a on zaczął lekko gładzić jej włosy.
- Będzie dobrze. Po prostu... - zawahał się.
- Tak? - zapytała.
- Musimy być razem, po tej samej stronie – wyszeptał.
    Ginny zadrżała na te słowa. Przecież byli po dwóch stronach barykady, tak naprawdę nie powinni się w ogóle kontaktować! A oni na dodatek się spotykali... I czyżby on sugerował jej, żeby... Nie, to niemożliwe. Może to on właśnie chce się zmienić, stać się dobrym?
    Nie miała siły teraz o tym myśleć. Nie chciała. Bała się.
    Usta dziewczyny odszukały zimne wargi chłopaka.

***


    Carmen się obudziła. Nie miała ochoty wstawać, ale należałoby wrócić do wieży. Hermiona pewnie już była u Pottera. Nie powinna być teraz sama.
    Brown westchnęła i wtuliła się mocniej w zagłębienie szyi Snape'a. Jeszcze tylko chwilkę i pójdzie. Momencik.
    Gdy wczoraj powiedziała mu o Jacku, przyjął to spokojnie. To było aż dziwne. Spodziewała się krzyków, wrzasków, napadu wściekłości, czegokolwiek – nic, tylko standardowa maska na twarzy. I nic więcej. Nawet się nie odezwał, nie poruszył palcem. Stał.
    Cisza, która wtedy zapadła, była chyba najbardziej bolesna. Wwiercała się w duszę Carmen, a w każdym razie w jej resztki, ale sama jednocześnie czuła dziwny spokój. Nic nie musiała ukrywać i to było dobre. Bardzo, bardzo dobre.
    Podeszła do niego i niezgrabnie przytuliła. Nie miała co liczyć na to, że on to zrobi. Zresztą tak naprawdę żadne z nich nie miało w tym jakiegoś ogromnego doświadczenia. Po chwili poczuła jak jego mięśnie tężeją, niemrawo odwzajemniając uścisk. To już było dużo. Stali tak długo, dwoje sztywnych ludzi, których zraniło i zmieniło życie. Ale mieli siebie.
    Powoli się rozluźniali. W końcu Carmen się odezwała.
- Przepraszam. To było głupie.
- Nie da się ukryć – syknął złośliwie. Dobry znak.
- Nie skomentuję tej dziecinnej odzywki.
- A jednak to robisz – skrzywił się w parodii uśmiechu.
- Oj, zamknij się – powiedziała Brown i skutecznie go uciszyła.
    Teraz odsunęła się od mężczyzny i spróbowała przeciągnąć się tak, aby go nie obudzić. Merlinie, nie miała ochoty wstawać. Nie chciała...
- Budzisz mnie ot tak czy masz może jakiś konkretny powód? - zapytał ją sarkastyczny głos.
- Nie chciałam cię budzić – odparła.
- W takim razie marne są efekty twoich działań – burknął. - Wybierasz się gdzieś?
- Eee...
- Twoja elokwencja mnie poraża – przewrócił oczami. - Jest trzecia nad ranem, gdzie idziesz?
- Do dormitorium. Nie mogę ciągle zostawać tu na noc, inni już coś podejrzewają i...
- Inni? - uniósł brew.
- Hermiona – wydusiła z siebie Carmen. - Pokłóciłyśmy się. - Opuściła smętnie głowę.
- Ach, więc zamierzasz ją... przepraszać o trzeciej rano, tak? - Snape wydawał się być rozbawiony.
- Może. Coś w tym rodzaju.
- Rozumiem, że na razie nie powinienem pytać? - zapytał, ziewając w międzyczasie.
- Twa dedukcja mnie poraża, mój drogi Watsonie.
- Watsonie? - zapytał ze zdziwieniem. Carmen wybuchła śmiechem na widok jego miny.
- Widzę, że masz wyraźne braki w dobrej literaturze mugolskiej. - Mrugnęła do niego. - No dobra, nie obrażaj się – powiedziała i pocałowała go. Wplótł rękę w jej włosy i wydawał się przyjąć te... przeprosiny. W każdym razie Carmen zapomniała po co w ogóle wstawała. Znowu nic poza nimi dla niej nie istniało, byli tylko oni. Tylko oni i ich usta poruszające się z potrzebą, w tylko im znanym rytmie. Ich dłonie znowu poznawały ich ciała, a to, że byli tak blisko siebie było dla nich największą magią na świecie. Jednak po chwili... No dobra, po bardzo długich chwilach do świadomości Carmen zaczęła przedostawać się jakaś informacja. Coś o dziewczynie z niemiłosiernie kręconymi włosami.
Z ogromną niechęcią odsunęła się, oblizując usta jak kot.
- Muszę iść.
- Cholerne Gryfonki – warknął Snape, odwracając się na bok i wtulając głowę w poduszkę.
- Jasne, też cię lubię – syknęła Car przez zęby, ubrała się i ruszyła w stronę wyjścia.
- Widzę cię dzisiaj na eliksirach, Brown – usłyszała głos dobiegający spod kołdry i zacisnęła zęby, żeby nie parsknąć śmiechem.
    Szybko wyszła, rzucając na siebie zaklęcie, aby nikt niepowołany jej nie zobaczył. Ruszyła schodami w górę, starając się iść w miarę cicho, aby nie pobudzić obrazów drzemiącym w swoich ramach. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że jej nogi nie wiodą jej do Pokoju Wspólnego. Zdezorientowana rozejrzała się wokół. Ku swojemu zdziwieniu zauważyła wielkie drzwi, które były zaskakująco znajome. Ze zrezygnowaniem wyjęła różdżkę i mruknęła Alohomora! Drzwi od razu się otworzyły. Mogliby chociaż na noc jakoś to zabezpieczać.
    Szybko wkroczyła wgłąb Skrzydła Szpitalnego. Po co tu przyszła? I to prawie o czwartej rano! Podrapała się w głowę i doszła do wniosku, że widocznie chodziło o Pottera. Podeszła ostrożnie do jego łóżka. No cóż, nigdy nie był według niej jakoś cudownie piękny, ale teraz wyglądał po prostu tragicznie.
    Usiadła obok na krześle, gdy dojrzała, że otwiera oczy. Na jej widok uśmiechnął się paskudnie.
- Proszę, kogo moje oczy widzą? Ty też się chcesz poużalać? Wiecznie zawziętej Carmen zmiękło serce, którego nie ma?
- Doskonale wiesz, że mnie to nie ruszy – odparła spokojnie.
- Więc po co tu jesteś?
- Nie wiem. Samo tak wyszło. Jakoś nigdy specjalnie nie rozmawialiśmy, może nadszedł w końcu na to czas?
- Ty się mnie pytasz? Teraz, kiedy PODOBNO nie jestem sobą?
- Tak, właśnie teraz. Może w końcu będziesz obiektywny. - Zainteresowało go to, więc uniósł się wyżej na łóżku. - Gdzie pielęgniarka?
- Śpi. - Harry machnął ręką w bliżej nieokreślonym kierunku. - Mógłby zaatakować sam Voldemort, a i tak by się nie obudziła. - Spojrzał na nią znowu. - O co chodzi?
- Sama nie wiem. Coś mnie tu samo przyprowadziło.
- Taa... To ja idę spać – oznajmił Harry, ziewając i odwracając się na drugi bok.
- Nie, czekaj. Masz w ogóle jakiś plan pokonania Voldemorta czy coś w tym rodzaju?
- W sumie... - podrapał się po głowie – to nie. Nie mam najmniejszej ochoty go pokonywać.
- Nie czujesz się tym... Wybrańcem?
- Nie. Właściwie to odkąd tylko trafiłem do Hogwartu, to chciałem być normalnym chłopakiem. A tu nagle pojawia się jakiś psychol, który na dodatek zabił moich rodziców, próbuje mnie zamordować i zabrać jakiś kamyk, który uczyni go nieśmiertelnym, potem właściwie to samo chce zrobić jego wspomnienie. Później jest z nim spokój, ale i tak muszę ratować mojego ojca chrzestnego. Następnie ktoś zgłasza mnie do niebezpiecznego konkursu i wygrywam, ginie jakiś Krukon, Węża Morda znowu żyje i wabi mnie do Ministerstwa Magii, gdzie przecież od razu powinni go złapać aurorzy, a jego psychowielbicielka morduje mojego jedynego żyjącego członka rodziny. Raczej niezbyt normalne.
- Ale w sumie... inaczej byłoby ci nudno – powiedziała Carmen, ponownie tego dnia skrywając uśmiech. To było aż dziwne.
- A... odezwała się ta, co nie lubi nudy.
- O co ci chodzi? - zapytała zdziwiona.
- "Mój umysł nie znosi stagnacji. Chcę problemów. Chcę pracy. Dajcie mi najprostszy kryptogram lub skomplikowaną analizę i jestem w swoim żywiole. Ale nie zniosę nudnej rutyny. Tęsknię za mentalnym uniesieniem" - wyrecytował Harry, udając głos Brown.
- Super. Masz z tym jakiś problem? W ogóle kiedy to słyszałeś? - warknęła przez zaciśnięte zęby.
- Już dawno temu – znowu machnął ręką. - Nie denerwuj się tak, żyłka ci pęknie. Poza tym nieładnie, Carmen, nieładnie... - Wyglądał, jakby przyłapał ją na czymś złym.
- Naprawdę jesteś wkurzający.
- Staram się. Wracając... Co robisz tu tak późno? Wracasz skądś. Masz wyraźnie pomięte wczorajsze ubranie. Czyżby chłopak, co? - Dziewczynie zamarło serce, ale wzięła się w garść.
- Widzę, że zaklęcie zrobiło z ciebie geniusza dedukcji. Wcześniej nawet nie potrafiłeś odkryć sensu przepowiedni, a teraz takie wnioski... Zupełnie nie jestem pod wrażeniem.
- Ja też nie. Ty tylko grasz, jesteś nikim. - Carmen przed oczami stanął obraz Jacka. - I niedługo wszystko się wyda, stracisz przyjaciół, każdego, na kim ci zależy. - Znowu ten paskudny uśmiech. W jego zielonych oczach widoczne było szaleństwo i Brown musiała się bardzo powstrzymywać, aby mu nie przyłożyć. Wstała tylko i rzuciła na odchodne:
- Mam nadzieję, że to zostanie między nami. - Harry już otwierał usta, aby coś powiedzieć, ale przerwała mu. - W innym wypadku w jednym ze swoich eliksirów leczniczych możesz znaleźć truciznę. Nie ryzykowałabym na twoim miejscu.
    I zostawiła go zszokowanego.
    Co ją podkusiło, żeby tu przychodzić? Nic dobrego z tego nie wynikło. W zasadzie to w ogóle było to jedno wielkie NIC. Westchnęła i ponownie zaczęła wspinać się po schodach. Obudziła oburzoną Grubą Damę i szybko weszła do dormitorium. Na zewnątrz robiło się już widno.
    W pokoju zastała dwa puste łóżka. Parvati ciągle rozpaczała po Lavender i pewnie siedziała gdzieś teraz w zamku, płacząc. Dostrzegła Hermionę leżącą w pościeli i wgapiającą się w baldachim. Miała zapuchnięte oczy i wyglądała tragicznie. Właściwie teraz to pasowała do Pottera leżącego w Skrzydle Szpitalnym.
    Carmen podeszła do niej i zauważyła, że dziewczyna trzyma w dłoniach jej poduszkę i wtula się w nią. Dobra, to było dziwne. Podeszła do niej i wpatrywała się w nią tak zażenowana. Co powinna zrobić? To ludzie zwykle ją pocieszali, ona tego nie umiała. I czy powinna przeprosić? Sama nie wiedziała. W końcu to Hermiona źle zinterpretowała jej zachowanie. Nieważne.
    Niepewnie usiadła na brzegu łóżka. Dziewczyna nie zwróciła na nią uwagi, chociaż zapewne zorientowała się, że tu jest. Powiedzieć o Snapie czy nie powiedzieć? Ugh! Dlaczego to wszystko musi być takie trudne?!
    Zastanowiła się, czego sama by oczekiwała w takiej sytuacji. Zebrała się w sobie i odgarnęła Hermionie włosy z czoła. To nie było dla niej łatwe, ale powinna jej zaufać. Nie miała prawie nikogo innego.
- Przepraszam – wyszeptała gładko.
    Hermiona jakby mechanicznie skinęła głową.
- To moja poduszka?
    Ponowne skinienie.
- Chcesz, żebym została?
- Tak – wychrypiała Granger i przesunęła się, aby zrobić miejsce przyjaciółce.
    Carmen położyła się niepewnie obok. Nie, to zdecydowanie nie było normalne. A może jednak?
Poczuła jak Hermiona chwyta ją za rękę. Zobaczyła jak przymyka oczy. Tak, to była długo noc.
- Dziękuję – wyszeptała, a po chwili Brown usłyszała jej spokojny oddech.
- Dobranoc – słowa samoistnie wyszły z jej ust.

22 komentarze:

  1. Powiem Ci, że widać, że miałaś kryzys. Rozdział nie jest zły.. jest inny. Jakby niedociągnięty, niepoprawiany, całkiem inny, niż poprzednie :) Nie przejmuj się, regeneruj, zbieraj siły na kolejne.
    Nie wiem sama co mnie podkusiło, żeby właśnie teraz wziąć komputer do ręki, no i sprawdzić, czy coś tu się pojawiło. Jakaś magia ^^ Czekam na kolejną akcję Harry-Hermiona ;> Wydaje mi się też, że powoli będzie robić się jeszcze bardziej mrrocznie.
    Tak więc niech wen wraca! Bo oberwie! Trzymaj się :) ~Accio~

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie się doczekałam! I chyba warto było tak czekać, chociaż dla mnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby pojawił się tu Barnabas. Ale to pewnie tylko ja :D
    No, Jacksa, a już miałam focha strzelać. Ależ ty masz wyczucie czasu, no.
    Weny życzę, a w piątek oczekuję kolejnego rozdziału! Powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojenyjenyjeny.
    Ten nowy Harry nie zbyt mi się podoba...
    Carmen i Snape są tacy słodcy <3
    Draco mnie wkurza, ale nadal:
    Draco i Ginny są tacy słodcy <3
    Czekam na następny i pozdrawiam,
    Honeyed Girl.

    OdpowiedzUsuń
  4. Długie czekanie się opłaciło ^^ Ten rozdział jest o wiele,wiele inny od pozostałych.Jest jakiś...Dojrzalszy.Taki dorosły.Po prostu mam takie skojarzenia :33
    Czekam na jakieś rozwiązanie tej całej sytuacji,jakiś przełom,bo jak na razie to jest trochę nudno ..
    Życzę wspaniałego rozdziału i pozdrawiam wszystkich ^_^

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział!! Mam nadzieję , że stary Harry wróci, bo ten nowy mi się nie podoba.
    Weny życzę !!

    OdpowiedzUsuń
  6. A i zapomniałam wspomnieć...
    Właśnie pojawił się u mnie nowy rozdział. Też przesadziłam z przerwą. Mam nadzieję, że zajrzysz ^^.

    OdpowiedzUsuń
  7. Strasznie się cieszę, że jesteś :D Rozdział wciągający i baaaardzo ciekawy!
    Czekam na więcej.

    PS Na brak komentarzy to ja powinnam narzekać :P

    OdpowiedzUsuń
  8. swietny, dlugo wyczekiwany rozdział (:
    carmen jak zwykle niesamowita, no i draco... fajnie, naprawde :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Przerwa poskutkowala bo ja już czuje niedosyt! Taki Harry jest mega! xD
    Mam nadzieje, że klątwa rzucona na ciebie szybko zniknie i wena cię nie opuści c:
    Pozdrawiam c:

    OdpowiedzUsuń
  10. NARESZCIE!!
    Oczekiwanie zostało wynagrodzone. Zgadzam się z poprzednikami i poprzedniczkami, że rozdział jest inny niż reszta, ale to nie znaczy że jest gorszy. Jest naprawdę niesamowity i mega wciągający.
    Carmen i Snape <3
    Ginny i Draco <3
    Harry <3
    może coś ze mną nie tak, ale nie lubię jak wszystko jest idealne, szczęśliwe i bez problemów.
    I mam pytanko: gdzie się spotkali Draco i Ginny? W pokoju wspólnym? Draco w pokoju wspólnym gryfonów? Coś mi nie pasuje. I gdyby byli w pokoju wspólnym to Ginny by się tak nie zachowała raczej,
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział (oby był w piątek)
    z.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię takiego Harry'ego. Jest taki zły! Zły Harry! Bardzo, bardzo zły! Niedobry Potter! Ahahah! Przepraszam, odbija mi już. Rozdział fajny, trochę w innym stylu. Carmen i Severus są tacy, że awwwww! I ta rozmowa z Harrym *.*

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam pojęcia co ci tu napisać, żeby cię nie zdemotywować. Nie mogę spać, nie myślę, nie piszę (ale tego akurat nikt nie zauważył xD). Nie wiem, czy ty śpisz, ale jest nadzieja, że chociaż myślisz.
    Niech moc tatinka Vadera będzie z tobą.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawy rozdział. Wstrętny ten Harry! Nawet Carmen potrafi wyprowadzić z równowagi swoim gadaniem.
    Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się w tym tygodniu ;)

    Pozdrawiam
    ~Julla

    OdpowiedzUsuń
  14. Skoro przerwa była bardzo potrzebna, to wybaczyć można... A ty mi będziesz teraz musiała wybaczyć, że poprzedniego rozdziału nie skomentowałam. Jaki wstyd ;_;
    Kocham rozmowę Harry'ego z Carmen, ten nowy Harry bardziej mi się podoba, heh I żeby kotoś jeszcze zginął, będzie tak ciekawie! Mają być trupy, krew ma się lać, to jest ROZKAZ!
    No to ja ci weny życzę kochana, niech cię klątwa opuści, bo mi ona baaardzo przeszkadza. Na kolejne rozdziały liczę, dłuuuuuugie i ciekawe! I krwawe najlepiej :D

    Pozdrawiam
    Hermionka

    P.S. Przypomniało mi się, że miałam cię poinformować o pierwszym rozdziale u mnie!
    001. Błękit - czyli jak być Syrenką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeeezu, ja jestem mądra, miało być ktoś a nie kotoś!

      Usuń
  15. Pff, ja tam sie zgadzam z Harrym. Co go interesuje jakis psychol ktory wiecznie chce go zabic? (Swoja droga bardzo milo z jego strony ze w ksiazce zawsze czekal do konca roku. Voldemort widac dba o edukacje Harry'ego)Dlaczego tylko on ma myslec nad planem unicestwienia Voldzia? Co z innymi? Mogliby wykazac chodz minimum zaangazowania. Co do rozdzialu - wiem ze jestes geniuszem i ze nastepnym razem bedzie jeszcze lepiej. Generalnie mi sie podobalo ;)
    Pozdrawiam.
    Wybacz bledy - tel.
    Rickmanicka.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejejejje <3 Nareszcie przeczytałam! ;33

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy nowy rozdział będzie.?:////

    OdpowiedzUsuń
  18. Błagam,o kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  19. Pliss dokoncz tego bloga noo..!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Proszę weź jakoś usmierc tego Barnabasa bo ja go szczerze nienawidzę ! ;_;
    Blog najlepszy jakiego czytałam ♥

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll