Harry Potter - Book And Scroll

24.3.13

16. Niechciane wspomnienia


Dla Karola. Za całe zło, które mi wyrządziłeś.

"Jeżliś zdradzony w życiu kilka razy,
Oh! jakiż to wielki ból...
Współczuję skargę twą ponad wyrazy:
Łez moich tyś Pan! Tyś król!

Lecz skoro w roku zdradzili cię ludzie
Trzysta-sześćdziesiąty-raz?...
Serca mi nie stać i byłbym w obłudzie,
Nie będąc głuchym jak głaz.

Im mniej kto zdradzan, tym srożej zdradzony! -
Lecz kto nie doznał - jak zdrad:
Męczeńskich nie dość mu palm i korony,
Nad które cóż? dawa świat..."
- Cyprian Kamil Norwid, "Obojętność"



    Koniec. Pustka. Nic.
    Leżała na kanapie w Pokoju Wspólnym. Oczy miała na wpół przymknięte. Nie widziała. Ręce splotła na piersi. Wyglądała, jakby spała. Spokojnie. Jednak w pewnym momencie zagryzła wargi. Zacisnęła pięści, a z gardła dobył się ledwo słyszalny krzyk. W kącikach jej oczu pojawiły się łzy, które nie wypłynęły. Nie mogły. Nie u niej.
    W jej umyśle trwała walka. Tysiące myśli kłębiło się na tej stosunkowo niewielkiej powierzchni, jaką jest ludzki mózg. Po raz pierwszy, odkąd zażywała swój eliksir, pogorszyło jej się, zamiast polepszyć.
    Wróciły wspomnienia. Te wspomnienia. Przecież już dawno wymazała je z pamięci! Nie powinno ich być. Nie. Nie...
    Jest tu. Nie widzisz Go? Stoi tuż obok ciebie. Drżącymi wargami czule całuje twój policzek na pożegnanie. Ostatni raz wtulasz się w Jego ramiona. Ostatni raz tu jesteście. Odchodzi. Nie dotkniesz już żadnego detalu jego ciała. Nie ucałujesz troskliwie jego spierzchłych i przekrwionych ust. Znikniesz, wraz z mrugnięciem jego ospałych powiek. Twoja miłość będzie trwała wieczność, pamiętaj o tym...
    Ale ja nie chcę pamiętać. Nie Jego. To nie miłość. Ja nie czuję. Ja nie mam uczuć, rozumiesz?! A wtedy? To nie było uczucie. To było oszustwo.
    Każda cząstka tego uczucia do Niego, wypalała się w niej bardzo powoli. Bolało to bardziej niż cokolwiek innego, jednak w ten sposób chciała odciąć się od Tej osoby. Tak, jakby nigdy nie istniał, zniknął razem z porywistym wiatrem, który lekko poświstuje. "Nigdy nie byłeś w moim życiu", ciągle żyje tym przekonaniem. Nie wraca do przeszłości, która często komplikuje naszą przyszłość. Doznała amnezji, ale tylko w stosunku do Tej osoby. Piękny sen o przyszłości prysł, niczym bańka mydlana.
    Chciałaby, żeby tak było. To byłoby najprostsze. Dostać amnezji. Zapomnieć. Ale Jego nie da się nigdy do końca zapomnieć. Po tym wszystkim, co zrobił. Czego nie zrobił. Jak ją zostawił. Upokorzył. Zdradził. Oszukał. Zniszczył tę cieniutką nić zaufania do otaczającego świata, jaka zaczęła się w niej tworzyć.
    Przyzwyczajenie do drugiego człowieka może prowadzić do obłędu. Uzależnienie tak silne, że aż toksyczne. Bardzo trudno jest się tego wyzbyć. Obłęd przerodzi się w obsesję. Obsesja doprowadzi do depresji. A koniec? Będzie okrutny. Powolna i bolesna egzekucja uczuć, prowadząca do śmierci. A wszelkie uczucia będą wypalać się, nie zostanie z nich nic. Serce będzie jedną, ogromną pustką przestrzenną.
    Jak w tej baśni – "Włochate serce czarodzieja". Po tych wydarzeniach wyzbyła się wszystkich uczuć. Po tym, jak jedna z niewielu osób, którym pozwoliła zbliżyć się do siebie i lepiej poznać, wbiła jej trujący sztylet prosto w to małe, nieokiełznane jeszcze serce. Była zagubiona, a on wtedy pomógł. Cały czas pomagał. Do czasu.
    Siedziała samotnie w swoim pokoju. W pustych czterech ścianach. Podeszła do lustra, spojrzała na siebie i krzyknęła z całych sił: "Gdzie jesteś?! Widzisz, jak ja wyglądam? Widzisz, jak się staczam na dno? Nic nie ma dla mnie znaczenia, rozumiesz? Bez ciebie jestem nikim. Błagam cię, na wszystko, co dla mnie ważne, wróć!". W tym samym momencie jej pięść ze zdwojoną siłą zderzyła się z lustrem. Ona, stojąc roztrzęsiona ze łzami w oczach, przyglądała się jak kawałki szkła spadały w przeciągu kilku sekund na ziemię. Jej mama szybko wbiegła do pokoju, przytulając córkę i mówiąc: "Już dobrze, uspokój się. Jestem przy tobie". To smutne, jak miłość może zniszczyć człowieka.
    Miłość? Ale czy to właśnie była miłość? Myślała, że tak. Miała nadzieję. Był tak blisko niej, nawet w tych najgorszych chwilach. A dlaczego ją zostawił? Nadal tego nie wiedziała.
    Pamiętała, jak się poznali. Siedziała w swoim ulubionym miejscu na ławce w parku, niedaleko swojego domu na obrzeżach Paryża. Nie potrzebowała wtedy jeszcze plastrów ani eliksiru. To wszystko nastąpiło po Nim. Obserwowała zachód słońca. Wtedy przysiadł się do niej wysoki, dosyć blady chłopak. Miał ciemne włosy i zielono-szare oczy. Hipnotyzowały. Był przystojny i to strasznie. W każdym razie na pewno dla innych. Na początku nie zwróciła na niego uwagi – jeszcze jeden chłopak, któremu wpadła w oko, jak to inni mówili. Wydawał się zwykły, ale taki nie był. Tego jednego była całkowicie pewna. Był inny. Tak jak zresztą ona. Nadal wpatrywała się w horyzont, aż nagle usłyszała jego głos:
- Cześć, Carmen. Słyszałem o tobie. Podobno masz niesamowity umysł. Może poćwiczysz na mnie? - Posłał jej jeden z tych uśmiechów, które potem zaczęła uwielbiać, a po wszystkim nienawidzić. Były zbyt perfekcyjne.
- Co tu ćwiczyć? - zapytała apatycznie, wciąż wpatrując się w zachód słońca. - Jesteś Francuzem, w moim zresztą wieku, masz dwie młodsze siostry i małego psa razy shih-tzu o imieniu Chester... Aha, i urodziłeś się dziewiątego czerwca. Coś jeszcze? - Chłopak przez chwilę nie mógł wydusić z siebie słowa. Po chwili wyciągnął do niej rękę i powiedział:
- Tak, jestem Jack. Nie tłumacz mi, skąd to wiesz, bo pewnie wtedy cały urok twojej błyskotliwej dedukcji by przepadł. – W tym momencie poczuła coś na kształt szacunku do niego. Pierwszy raz nikt jej o to nie spytał.
    A przecież to było takie proste... Sierść, tatuaż, smycz wystająca z kieszeni... I był czarodziejem, wyczuła magię od niego. Nawiasem mówiąc, całkiem potężną.
    Później były inne spotkania. Wiele spotkań. Jemu jako pierwszemu chłopakowi pozwoliła się złapać za dłoń. Ufała mu. Rozumiał ją i nie miał nic przeciwko długim rozmowom z nią. Po prostu był.
    Carmen wzdrygnęła się na kanapie. Chciała przestać, zapomnieć, nie myśleć o człowieku, który tyle dla niej znaczył, aby potem tak strasznie zdradzić. Porzucić.
    Dotyk jego ust. Na szyi, na wargach, na policzku... Jackie. Jego cudowne oczy i miękkie włosy. Delikatna skóra na dłoniach, długie palce. Jego gra na skrzypcach. Ich wspólna gra. Myślała, że się zakochała. Myślała. Bo wtedy nadszedł ten dzień. Dzień, w którym wyszła na spotkanie z nim, a on nie przyszedł. Nie odezwał się. Nie wysłał sowy.
    Potem go spotkała. Minął ją, nawet na nią nie spojrzawszy. Szedł z jakimś chłopakiem i blondynką. Nie zamienił z nią słowa. Po tym, jak ją przytulał, obiecywał, że nigdy nie opuści. Jak mówił, że ją kocha. Ona też to zrobiła. Jeden, jedyny raz, gdy była już absolutnie pewna.
    Kocham cię, Jackie.
    Już nigdy nie zamieniła z nim słowa. Nie odezwał się. Ignorował ją. Tak po prostu. Nie wiedziała, czy coś o niej usłyszał albo kogoś poznał. Nic. Potem było jeszcze gorzej. Zaczął rozpuszczać o niej plotki. A może to nie był on? Ale tylko Jack znał te wszystkie jej sekrety. Tylko on. Później doszły jeszcze szyderstwa. W końcu nikt się do niej nie odzywał. Nikt do niej nie podchodził. Zawsze już była sama, bez nawet znajomych. Był też taki moment, że chciała skończyć ze sobą. I z tym całym okropnym światem. Nikt by za nią nie płakał.
    Tłumiąc w sobie uczucia, katujemy samych siebie. Niewyznane cholernie bolą, a nieodwzajemnione powodują na sercu bardzo głębokie rany. Serce wykrwawia się, zwalniając swój rytm. Cierpi coraz mocniej i mocniej, zbliżając się ku wyczerpaniu. To proces końcowy serca, które mozolnie umiera razem ze wszystkimi uczuciami, bez wyjątku.
    Stłumiła je w sobie. To było tego lata. Przeniosła się do innej szkoły, bo nie chciała go już widzieć. Już nigdy. To był koniec, zdecydowanie. Z tym, że to jeszcze bolało. Cholernie mocno. Jemu jedynemu tak ufała. Otworzyła się. Uznała to za błąd. Przez niego już nigdy się nie otworzy. Już nikomu nie pozwoli, aby odkrył jej prawdziwe uczucia.
    Nigdy nie...
- Carmen, obudź się! Znowu wzięłaś to świństwo? Zbudź się!
    Dziewczyna poderwała się z miejsca i głośno zaczerpnęła oddech. Była tu, w Hogwarcie, a nie w Paryżu. Przetarła dłonią czoło, na którym pojawiły się kropelki potu. Już jest dobrze. Już wszystko jest...
- Podaj mi wody – wyszeptała do wstrząśniętej Hermiony spierzchniętymi ustami.
- J-jasne. – Gryfonka po chwili podała jej szklankę. Brown piła łapczywie. - Coś się stało? - Car spojrzała na Granger swoimi karmelowymi oczami.
- Kiedy wykluczy się niemożliwe, wówczas to, co pozostanie, choćby najbardziej nieprawdopodobne, musi być prawdą.
- Co to znaczy? - zapytała Miona z obawą w głosie. Spojrzała na drżącą rękę przyjaciółki, trzymającą szklane naczynie z wodą.
- Spójrz na mnie, ja się boję. Boję – powtórzyła drżącym głosem. - Zawsze potrafiłam patrzeć z rezerwą. Dystansować się od uczuć – wzięła łyk płynu. - A teraz, zobacz, ciało mi się sprzeniewierza – wskazała, niemal pogardliwie, na swoją dłoń. Po chwili zaśmiała się obłąkańczo. - Interesujące, nie? Emocje. Sól w oku, kłody pod nogami...
- No już dobrze, spokojnie, może... trochę się uspokój. Byłaś ostatnio dosyć zdenerwowana, wiesz, że tak. Myślę, że...
- Wszystko ze mną w porządku! Zrozumiałaś?! - wykrzyknęła. - Mam ci to udowodnić? Od kogo by tu zacząć? Może od nich? - Carmen wskazała na dwójkę uczniów przechodzących kawałek dalej. - Dwójka "przyjaciół" wracających ze spotkania klubu gargulkowego. On ma dziewczynę, ona udaje, że prawie go nie zna. Są razem od trzech miesięcy, ukrywają się, bo ich znajomi się nie lubią. Na dodatek on ma w Hogwarcie młodszego brata o imieniu Henry."Ależ skąd to wiesz?" Jechał z nami pociągiem do szkoły i słyszałam jak go wołał. Nie oszukuję, słucham. W przeciwieństwie do niektórych, używam swoich zmysłów. Jak więc widzisz, nic mi nie jest. A właściwie nigdy nie było lepiej, więc zostaw mnie w spokoju!
- Jasne. Dlaczegóż miałabyś mnie słuchać? Jestem tylko jedną z twoich przyjaciół.
- Ja nie mam przyjaciół – odwarknęła Car i rzuciła się na kanapę, wtulając twarz w poduszkę.
- Nie masz – prychnęła Hermiona, wstała i zaczęła odchodzić od dziewczyny. Na odchodnym rzuciła: - Ciekawe, czemu.

***

    Reszta października minęła z ogromną prędkością. Hermiona w pierwszej chwili nie wierzyła własnym oczom, gdy zerknęła na kalendarz. Był piątek, 31 października. Ubrała się i zeszła na śniadanie, gdzie usiadła obok Harry'ego.
- Cześć, Hermiono – powiedział i pocałował ją delikatnie w policzek.
- Cześć – odpowiedziała brunetka, odurzona zapachem bijącym od chłopaka. Z każdym dniem, chwilą, czuła, że coraz bardziej się do niego przywiązuje, bardziej niż do przyjaciela.
- Słyszałaś, że Dumbledore odwołał dzisiaj lekcje? - rzucił mimochodem Potter, pomiędzy kęsami tosta z dżemem dyniowym.
- Nie. A dlaczego? - zapytała z zainteresowaniem.
- Ponieważ, moja droga – dziewczyna się zarumieniła – mamy dzisiaj Noc Duchów i dyrektor stwierdził, że konieczne są wielkie przygotowania! - Czarnowłosy odsłonił rząd równych i białych zębów.
- Idziesz tam?
- No, tak. Pomyślałem, że pójdę z kimś, kto jest wyraźnie spragniony zabawy...
- Ach tak... To świetnie. Miłej zabawy z Nevillem – powiedziała poważnym tonem, grzebiąc widelcem w talerzu z omletem.
- Hahaha... To było niezłe. - Harry przysunął się bliżej i objął ją ramieniem. Zaczęli śmiać się razem.
- Uczę się być rozrywkowa. Masz na mnie zły wpływ – wyszeptała to tak, aby tylko on usłyszał.
- A, to szkoda. – Wybraniec udawał, że nieco posmutniał. - W takim razie nie idę. Myślałem, że pójdziemy tam razem, ale w takiej sytuacji...
- Oj, nie denerwuj mnie! Oczywiście, że pójdziemy tam razem. Ron przecież idzie z Luną.
- Właśnie. Tylko muszą być stroje wieczorowe. – Harry się lekko skrzywił.
- Oj, nie marudź! Dobrze wyglądasz w szacie wieczorowej. I przecież będziesz musiał ją ubrać na Bal Bożonarodzeniowy. A zresztą z tego, co mi wiadomo, to wystarczy schludne ubranie, więc możesz po prostu ubrać koszulę - rzekła Hermiona i przytuliła mocno Harry'ego. Po chwili odsunęła się, poprawiła włosy i dodała: - Zabieram Ginny do dormitorium i lecę się przygotować...
- Ale to się zaczyna dopiero o dwudziestej...
- Wiesz, że zawsze chcę mieć wszystko przygotowane. Spokojnie, zaraz wrócę. W końcu to tylko kolacja – odrzekła Gryfonka, uśmiechnęła się i jeszcze raz pocałowała go w policzek. Chwyciła Ginny za rękę i zaciągnęła do Pokoju Wspólnego.
    Usiadły w pustym dormitorium i zaczęły przeglądać szafę. Hermiona ominęła swoją kreację na Boże Narodzenie i sięgnęła w czeluście wielkiej garderoby. Przeważnie większości ubrań nie nosiła, jednak dzisiaj był wyjątkowy moment. W końcu zdecydowała się na ładną, biało-czarną spódniczkę i ciemną bluzkę z wielkim, czerwonym kwiatem na ramieniu, który zaczarowała tak, że pachniał jak prawdziwy. Odłożyła ubrania na bok i postanowiła porozmawiać z rudowłosą.
- Ginny, jak ci idzie z Draco?
- Wiesz... Trochę się boję. – Hermiona uniosła pytająco brew.
- Czego?
- No bo... Mam ten eliksir, ale boję się go mu podać. A co, jeśli on sobie przypomni i zacznie się ze mnie śmiać? Właśnie tego się obawiam. Że go już na zawsze stracę.
- Na pewno tak nie będzie, Gin – pocieszyła ją przyjaciółka. - Owszem, Malfoy jest wredny, ale na pewno nie głupi. A musiałby taki być, gdyby cię odrzucił. Poza tym, gorzej już nie będzie. Może być tylko lepiej, a zawsze trzeba próbować. – Rudowłosa od razu odzyskała humor.
- Dzięki, Hermi. Naprawdę. Bez ciebie w ogóle bym nie próbowała.
- Nie ma sprawy. A więc ustalone? Podasz mu to dzisiaj na kolacji z okazji Nocy Duchów?
- Tak. Pójdę wcześniej do kuchni i powiem Zgredkowi, że jako "niespodziankę" ode mnie ma nalać do pucharu Draco eliksiru. Chyba dobry pomysł, co? - zapytała niepewnie Ginewra.
- Nawet bardzo dobry. Na pewno chętnie pomoże przyjaciółce Harry'ego Pottera. – Zaśmiały się razem.
- Dobra, ja lecę się przygotować. Na razie, Miona!
- Trzymaj się, Gin. I powodzenia – powiedziała brunetka, wychodząc z dormitorium.

***

    Harry stał przed lustrem w swoim pokoju i nerwowo przygładził włosy. Nie pomogło – nadal niesfornie układały się według własnego upodobania. Czasem myślał, że mają wolę akurat przeciwną do jego. Poprawił kołnierzyk koszuli i zerknął na Rona, który również nieźle się ubrał – Luna miała na niego zaskakująco dobry wpływ.
    W końcu wybiła za piętnaście dwudziesta i chłopcy zeszli do Pokoju Wspólnego. Czekali na dziewczyny. Harry dodatkowo trzymał w dłoni czerwoną różę z małą karteczką, której nikt poza Hermioną nie będzie mógł odczytać. Przygryzł nerwowo wargę.
    Bardzo chciał zrobić na dziewczynie dobre wrażenie. Najlepiej mu wyszło wtedy nad jeziorem. O piosence dowiedział się od Carmen, zaklęcie ćwiczył chyba z tydzień. A moment przyszedł sam. Zupełnie, jakby los chciał go popchnąć do czynu.
    Nareszcie czuł się szczęśliwy. Odkąd tylko pamiętał, dziewczyny chciały się z nim umówić ze względu na jego sławę. Hermiona była inna. Zaprzyjaźnili się i poznawali coraz lepiej. A chwilowe kryzysy w ich relacji tylko umacniały tę więź.
    W tym roku wszystko było inne, jakby nierzeczywiste. W wakacje trochę ze sobą pisali, ale coś się zmieniło. Nagle Harry zobaczył nie tylko przyjaciółkę i Pannę-Wiem-To-Wszystko-Granger, ale dostrzegł też coś innego. Inteligentną i ładną dziewczynę, która naprawdę go znała i chciała takim, jaki jest. A on w końcu przejrzał na oczy. Żałował na przykład, że w czwartej klasie uganiał się za Cho, aby pójść z nią na Bal, a potem i tak nic z tego nie wyszło. Do tej pory widział czasem przyjaciółkę w objęciach Kruma.
    Postanowił, że w tym roku się to nie powtórzy. I w ten weekend zamierza to udowodnić.
    Otrząsnął się z rozmyślań, gdy poczuł kuksańca w boku. Ron przywrócił go do rzeczywistości. Przez chwilę błądził wzrokiem, ale potem zobaczył – Hermiona stała na schodach i uśmiechała się do niego. Tylko do niego. Odwzajemnił się i zaoferował jej ramię. Gdy go dotknęła, poczuł jej cudowny zapach. Wtedy Harry'emu zaparło dech.

12 komentarzy:

  1. Zabiję Cię.
    Przerwać!? W takiej chwili!? Niee, tak się bawić nie będziemy :D "Oddawaj" następny rozdział! :D Cóż ja mogę rzec...To było piękne <3 Wszystko jest na miejscu, wszystko się zgadza. No i Hermiona :3 Która uśmiechała się TYLKO do NIEGO! :D Co do nominacji, to bardzo Ci dziękuję, ale nie biorę udziału w tego typu zabawach blogowych. :C

    OdpowiedzUsuń
  2. O boże :D Cuuudne. Taki słoodki. Już nie umiem się doczekać kolejnego

    OdpowiedzUsuń
  3. aaaa! Dzięki wielkie za nominację! ;**
    Z tymi Snape'ami to rozumiem twój ból, ja będę miała w kwietniu testy gimnazjalne i też każdy nauczyciel myśli, że tylko jego przedmiot jest w szkole i ze wszystkiego każą nam się uczyć! Ale jasne, bo my nie ludzie, swoich spraw nie mamy -.-'
    Ale do rzeczy. Grrrr... Carmen... Nie no, i tak jej nie lubię, za dużo jej, w ogóle pominęłam tę część o niej. Nie obraź się, zwyczajnie jej nie lubię ;/ Mam czasami wrażenie, że Carmen jest ważniejsza od Hermi! A ja kocham Hermi! No, i tyle ;D
    Ale faktycznie za tą końcówkę, to można cie zabić, aczkolwiek nie zrobię tego, bo nie dowiem się co bedzie dalej. A ja chcę wiedzieć! I jeszcze w takim momencie koniec! Ładnie to tak?! Heh ^^ Ale dobra, jak sobie pomyślę, ze w nastepnej notkę może się pocałują, to... Ach! Chyba sama ci te 10 komentarzy nabiję, tak dla pewności ;p Mój jest długi więc powinien liczyć się co najmniej za dwa jak nie za trzy!
    Ej A Harry i Mionka są parą, bo już sama nie wiem?
    Powodzenia w szkole! I dużooo weny na święta!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, absolutnie Carmen nie jest ważniejsza! Odegra tu ważną rolę w opowiadaniu i sam fragment u góry jest ważny, aby trochę ogarnąć jej psychikę :D I nie, nie są parą, ale już bliziutko! A Twoje komentarze są dla mnie naprawdę bardzo ważne ;**

      Usuń
    2. Dobrze wiedzieć, że jest jeszcze ktoś kto mnie potrzebuje ;*

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo za nominację! :* I bardzo mi miło, że wykorzystałaś część moich tekstów do swojego opowiadania. Cenie sobie takie rzeczy! :) Co do rozdziału jest cudowny! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. AWWWWWW! Otwieram sobie jedną z ulubionych zakładek w przeglądarce żeby sprawdzić czy jest coś nowego, a tutaj zdj mojego ukochanego Benedicta/Sherlocka <33 Kurczę, mam obsesję na punkcie Sherlocka. :) Zaczynam lubić Carmen, bo ja sama mam tylko jedną osobę, którą toleruję. Reszta jest zbyt bezmyślna i mają za mały iloraz inteligencji, żeby się ze mną zadawać (nie, nie mam zbyt wysokiej samooceny, po prostu nie znajduję innych słów, którymi mogłabym je zastąpić. Albo mam- nie mam osoby, która do mnie pasuje). Hmm, nowy rozdział w nudny niedzielny wieczór, wybawienie. Co do jego treści, traktuję go jako specyficzne wprowadzenie do następnego, który, mam nadzieję, mnie powali. Jeszcze zasadnicze pytanie- GDZIE JEST BARNABAS? :) Chociaż trochę go powiąż z Hermioną, proszęęę! :D Wybacz chaotyczność mojego komentarza, ale nie jestem przyzwyczajona do dodawania ich. :)
    Dziewczyna, która odgadła rolę Barnabasa w tym opowiadaniu, która spamowała o Sherlocku na asku i ta, która jest nałogowcem związanym z czytaniem Twojego bloga, pozdrawia serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! Świetny, ale za króciutki moim skromnym zdaniem. Mam ochotę na więcej :P Carmen to naprawdę interesująca osoba. Coraz bardziej podoba mi się jej postać ;) Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział. A, jeśli Ci nie przeszkadza, to chciałabym zaprosić ewentualnie na mojego fotobloga osoby, które lubią koty i inne dziwne zdjęcia http://fotytwaila.blog.pl/ ale gdyby ci to przeszkadzało to po prostu to usuń ;)
    Pozdrawiam Julla
    PS. Życzę weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle spóźniona, ale jestem. Nie do rozdziału - Dlaczego autorki najlepszych niezamkniętych blogów Potterowskich chcą iść na prawo?! Ty, Bellatrix... Ja Was nigdy nie zrozumiem.
    I do rozdziału: Na początku kompletnie nie wiedziałam o co chodzi (teraz wiem jak się czują ludzie czytający mnie...). Przecież to nie pasowało do Hermiony. Ale mnie wyruszyło. Tak prosto, krótkimi zdaniami. Taki styl pisania lubię. On jest taki prawdziwy i zwyczajny. W wydarzeniach (oprócz tego fragmentu o Carmen) było słodko. Wiem, jestem po części sadystką, ale fajnie byłoby (JA SIĘ NIE WTRĄCAM I WIEM, ŻE TO TWOJA HISTORIA) wprowadzić jakieś łzy, komplikacje i takie inne. No i to chyba tyle wykładu Pani-Wiem-Najlepiej-Joker.
    Czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział, czekam na książkę pani adwokat, bo z pewnością powinnaś ją napisać. Masz talent. Pozdrawiam i życzę udanych zimowych świąt ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy nadejdzie chwila, w której moje poszarzałe z niedoczekania oczy ujrzą nowy rozdział? No wiesz... teraz miałaś trochę czasu, więc czekam na kolejny wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i chciałabym dodać, bo zapomniałam, że to nie żart :P Tak w ogóle to Wesołych Świąt

      Usuń

Harry Potter - Book And Scroll