Harry Potter - Book And Scroll

22.11.14

55. Powracająca przeszłość

"Potem, pamiętam mgliście, było tam coś
ciemnego z czerwonymi oczami oraz coś
bardzo słodkiego i jednocześnie gorzkiego.
Wydawało mi się, że tonę i wszystko zdawało
się wypływać ze mnie. Tak jakby dusza
uchodziła ze mnie i unosiła się obok w powietrzu."
- Bram Stoker, "Dracula"

    Tysiące zwolenników Lorda Voldemorta wsłuchiwało się w jego każde słowo. Aż dziwne, że wszyscy zmieścili się w sali, która owszem, była ogromna, ale na pewno nie przewidziana dla aż takiej ilości osób. W dość ciemnym pomieszczeniu tylko nieliczne świece rzucały mdły blask na Riddle'a i jego najbliższych popleczników, pozostawiając resztę w cieniu. Czarny Pan mówił z zapałem i pewnością siebie, jakich nie powstydziłby się sam Dumbledore.
- ...potęgi przed ostatecznym starciem! To będzie coś niezwykłego, coś, za co warto umrzeć! Narodziłem się, aby na dobre opanować świat i wreszcie to zrozumiałem. A wy jesteście wybrani, jesteście prawie tak samo ważni jak ja. Bez was plan by się nie powiódł, więc wypocznijcie teraz w domu, gdyż już niedługo czeka nas mnóstwo ciężkiej pracy!
- Tak jest! - odkrzyknęli wszyscy głośno i zaczęli się teleportować do swoich domów.
- Zostańcie jeszcze – szepnął Voldemort w taki sposób, że tylko osoby najbliżej niego stojące mogły go dosłyszeć.
    W sali powoli robiło się coraz luźniej, aż w końcu zostało tam tylko kilku Śmierciożerców. Od niektórych można było wyczuć oczekiwanie i zaciekawienie, od innych pierwsze oznaki niepokoju. Twarz Riddle'a wygięła się w imitację uśmiechu.
- Moi wierni... słudzy. Ten rok był dla nas ciężki, ale kolejny będzie jeszcze bardziej. Jednak jest to jedyna droga, która prowadzi nas do zwycięstwa, a przecież nic innego nas nie interesuje. Severusie, masz jeszcze jakieś informacje? Co planuje stary Dumbledore?
- Nic, mój panie – odparł pokornie Snape. - Jest strasznie nieprzygotowany, razem z Zakonem. Można powiedzieć, że obecnie najbardziej zajmuje go obchodzenie Świąt i dawanie prezentów... Niezbyt odpowiedzialne.
- Wybornie! Coś jeszcze?
- Cóż... W sprawie Granger... Myślę, że mamy postęp – powiedział niechętnie, kątem oka spoglądając na widocznie zadowolonego z siebie Collinsa.
- Nareszcie! - Czarny Pan był w coraz lepszym nastroju. - Draco, czy to twoja sprawka?
- Tak, panie. - Chłopak skłonił głowę i wbił wzrok w brudną podłogę.
- Rozumiem, że nie działałeś sam? Zdradzisz mi nazwisko, abym mógł tę osobę odpowiednio... nagrodzić?
- Cóż... Oczywiście, panie, ale wolałbym innym razem. Myślę, że ten ktoś nie jest jeszcze gotowy, aby przejść na naszą stronę, choć wciąż ją przekonuję i... - Przerwał dopiero wtedy, gdy zorientował się, co takiego powiedział.
- "Ją"? - Voldemort wydawał się być bardzo zadowolony. - Nie spodziewałem się po tobie, Draconie, czegoś takiego! Musi wiele dla ciebie znaczyć... Czy ją znam?
- Tak, panie.
- Wiele znaczy dla drugiej strony?
- Bardzo – odpowiedział blondyn, ze strachem patrząc na stojącego obok wampira. Proszę, jeszcze nie teraz. Ona nie jest gotowa...
- Świetna robota. Przede wszystkim z nią rozmawiaj, może się stać naszym dodatkowym szpiegiem i awaryjną furtką. Jednak przed ostateczną bitwą będę musiał wiedzieć kto to, zdajesz sobie z tego sprawę?
    Draco gorliwie pokiwał głową i usunął się w cień. Widział jeszcze pogardliwe spojrzenie Jacka, które mu rzucał, lecz nie zamierzał się kłócić. Jeszcze nie.
- Jesteśmy przygotowani na sylwestrowe fajerwerki? - zapytał Riddle.
- Od kilku dni. Ciocia Bella już o wszystkim wie – odparł Singer pewnie. - Rozumiem, że ja również mam wziąć udział?
- Jak najbardziej, będziesz przewodnikiem, jako jedyny znasz to miejsce. Masz szansę się wykazać, Jack. - Wypowiedział z naciskiem zwłaszcza ostatnie zdanie. - Greyback, wiesz coś o wilkołakach?
    Wyglądający, jakby przed chwilą wyszedł z lasu, człowiek zrobił krok do przodu. Gdyby dzikość dało się jakoś zdefiniować, on zdecydowanie posłużyłby za przykład. Jego włosy były skołtunione, tłuste, oczy przekrwione, rysy twarzy twarde jak kamień.
- Nic, panie. Nie chcą współpracować, chyba się boją.
- Boją? Ha! Barnabasie, przyślij mi paru ludzi z twojego oddziału, pójdą ze mną i Fenrirem pokazać tym parszywym kojotom, co to naprawdę jest strach.
- Oczywiście – odparł Collins z łagodnym uśmiechem.
- Skoro już jesteśmy przy tobie... Gratuluję powodzenia w misji. Spisałeś się. Z tego, co wiem, Granger nie chce nawet myśleć o Potterze. Co jej podałeś?
- Herbatę. Z kilkoma kroplami mojej krwi, oczywiście. W ten sposób przywiązuje się do mnie i nie może myśleć o kimś innym, jej umysł się buntuje. Jak tak dalej pójdzie, będzie zupełnie nieszkodliwa w ciągu miesiąca.
- Nie można szybciej? - zapytał Jack. - Dzięki temu nasz plan miałby większe szanse powodzenia i...
- To są dwie różne kwestie i nie należy ich łączyć – zaprotestował Voldemort. - Singer, zabraniam ci działać na własną rękę! Rozumiesz?
    Mroczny Znak zapiekł chłopaka, który się skrzywił i kiwnął głową.
- Możecie się rozejść, chcę jeszcze porozmawiać z tobą, Barnabasie.
    Czarny Pan odwrócił się i poszedł w stronę drzwi, a wampir podążył za nim. Z korytarza przeszli do jakiegoś mniejszego pomieszczenia, gdzie siedziała Bella... Bo to była Bellatrix, prawda?
- Nellie... - wyrwało mu się.
- Co?
- Nic, nic...
- Ach, widzę zdziwienie na twojej twarzy, Barnabasie. - Voldemort wydawał się być trochę rozbawiony.
- Cóż, panie... Myślałem, że pani Lestrange... wygląda trochę inaczej.
- Masz rację. Ale zacznijmy od podstaw. Już wcześniej mówiłem ci, że będzie mi potrzebna twoja pomoc. Chodzi o to, że jestem wielki i potężny, ale... nie nieśmiertelny. Nie chodzi o przemianę przez ciebie, raczej o pomoc innego rodzaju. Jesteś wielkim czarodziejem i potężnym nosferatu, dlatego chciałbym, aby twoja krew krążyła w moich żyłach. Może to sprawić, że moje zdolności jeszcze się polepszą, zmysły wyostrzą, a śmierć... nie będzie zagrożeniem. Transfuzja krwi, co o tym sądzisz?
- Hmm... - Collins nie wiedział, od czego zacząć. Do tego miał poważne wątpliwości czy ten człowiek jest o zdrowych zmysłach. Ma mu oddać swoją krew? Przecież to... szalone. A Czarny Pan zdecydowanie już dawno zasłużył na miano szalonego. Mówił o tym wcześniej parę razy, lecz teraz... Teraz wyczuł, że to już nie są puste słowa. - Zaskoczyłeś mnie, panie, ale myślę, że podołam zadaniu.
- Cudownie! A teraz kolejna zagadka się rozwiąże. - Riddle wskazał na kobietę w pomarańczowych włosach i koszuli w kwiatowe wzory. - Podejdź tu! Barnabasie, przedstawiam ci doktor Julię Hoffman, która przeprowadzi całą serię zabiegów.
    Kobieta spojrzała obojętnym wzrokiem na wampira i zaraz się ożywiła, a w jej oczach zaświtał jakiś dziwny błysk. Wyciągnęła rękę i powiedziała:
- Wystarczy Jul.
    Mężczyzna chwycił delikatnie jej dłoń i ucałował bladą skórę.
- Jestem oczarowany. Na pewno nie pozwolisz innym nazywać cię Jul. Imię Julia jest tak piękne. Nie ścierpiałbym przemilczenia choć jednej sylaby.
    Wpatrywali się przez chwilę w siebie, po czym jednocześnie odwrócili się w stronę Voldemorta, wyraźnie sprowadzeni na ziemię. Ten spojrzał na nich nieufnym wzrokiem, ale nic nie powiedział na ten temat.
- Jak widzisz, podobieństwo do naszej drogiej Bellatrix jest uderzające. Jak się okazało, panna Hoffman jest jej siostrą przyrodnią. W rodzinie Blacków częste były romanse, pan domu również nie był wyjątkiem. Całe szczęście Julia jest czystej krwi czarownicą, do tego uznanym magomedykiem...
- Kobieta-doktor! Cóż to za czasy...!
- Tak, niewątpliwie niezwykłe... Dwa razy w tygodniu poczynając od Nowego Roku panna Hoffman będzie upuszczała tobie krew, a potem przetaczała ją mi. Z tego, co wiem, nie ucierpisz na tym, gdyż u wampirów regeneracja następuje w jakieś trzydzieści minut po obrażeniu. Masz jeszcze jakieś pytania?
- Nie... Nie sądzę.
- W takim razie idź już i dbaj o swoją... misję.
    Drzwi zamknęły się za nosferatu z trzaskiem. Riddle wpatrywał się dziwnym wzrokiem w kobietę.
- Znacie się?
- Nie. Zupełnie nie.
- To skąd te spojrzenia?
- Po prostu... wydał mi się znajomy, ale to wszystko.
- Na pewno.
- Tak! Tom, przecież nie mam powodu, aby kłamać. - Przewróciła oczami, nalała sobie do szklanki whiskey i usiadła niedbale na fotelu. - Możesz już iść, poradzę sobie.
- Mam nadzieję. - Westchnął i przeszedł do swojej sypialni, gdzie czekała już na niego prawdziwa Bella.
- Dlaczego tak długo? - syknęła przez zęby i w jednej chwili znalazła się przy nim. - Tęskniłam.
    Nie odpowiedział tylko zaatakował jej usta, które już od dawna na niego czekały. Jeszcze rok temu nie pomyślałby, że będzie się poddawał swoim pierwotnym instynktom tak jak inni, a jednak... Coś było w tej kobiecie i ciągle domagało się więcej. Wtedy czuł jak krew w nim buzuje i nie mógł się oprzeć, po prostu nie mógł... Jej ciemne, kręcone włosy fascynowały go, kości policzkowe raniły duszę niczym noże, oczy topiły w uczuciach. Mógł tak wymieniać bez końca, a nie znalazłby w niej żadnej wady, może poza lekkim szaleństwem, ale czyż nie wszyscy jesteśmy wariatami?


***

    Hermiona stała zdezorientowana pod drzwiami. Pukała jeszcze kilka razy, ale nikt nie otwierał. Czyżby zapomniał? A może został pilnie gdzieś wezwany? Trochę ją to zabolało, bo cały dzień nastawiała się na spotkanie z nim. Jutro wyjeżdża i nie zobaczą się przez tyle dni...
    Chciało jej się płakać, ale się opanowała. Przecież specjalnie by jej nie oszukał, po prostu coś takiego się stało, że musiał wyjść ze swoich komnat. Zresztą może się z nim pożegnać jutro rano.
Z tymi myślami ruszyła w drogę powrotną do Pokoju Wspólnego, chciała się jeszcze spakować. Uszła zaledwie kilka metrów, gdy ktoś stanął jej na drodze. I to sprawiło, że miała ochotę odwrócić się i uciekać, gdzie ją nogi poniosą. Jednak one były jak waty, niezdolne do postawienia choć kroku.
- Byłaś u niego, prawda? - dobiegł ją zimny głos, przepełniony żalem.
    Harry wyglądał okropnie. Miał na sobie jakieś potargane ubranie, włosy w większym nieładzie niż zwykle i zapuchnięte, czerwone oczy. Okulary wyglądały na krzywe, chyba wygięły się. Dłonie zaciskał w pięści.
- Wiedziałem. Odkąd tylko się pojawił, byłaś nim zafascynowana. A teraz nadarzyła się doskonała okazja...
- To nie była okazja, Harry. Zdradziłeś mnie, widziałam! A ja do końca byłam wierna, po tym wszystkim... To tak bardzo mną wstrząsnęło...
- Że musiałaś od razu do niego pójść? - Chłopak cały drżał ze złości. - Nie wiesz wszystkiego, nie masz pojęcia, jak było naprawdę!
- Prawda jest taka, że Ginny też mnie oszukiwała. Na pewno spotykaliście się jeszcze wcześniej. A ja głupia wierzyłam, że ona z Draco tak na poważnie...
    Harry przetarł oczy ze zdumienia i otworzył szeroko usta. Wtedy właśnie dziewczyna zorientowała się, że powiedziała za dużo. Przeklęła w duchu. Co się z nią działo? Wcześniej się tak tym nie przejmowała, a teraz? Gdy rozmawiała z nim naprawdę, wszystko wydawało się gorsze i bardziej skomplikowane.
- Malfoy? - W końcu zapytał. - TEN Malfoy? - Pokiwała głową. - Na skarpetki Merlina! O co tu chodzi? Wyjaśnij, skoro już zaczęłaś.
- Cóż... Pod koniec wakacji w Norze Ginny mi powiedziała, że podoba jej się Draco, tak na poważnie. Moim zdaniem nie powinna cierpieć, więc z Car trochę jej pomogłyśmy i zostali parą... Ale nie rozumiem, co to ma do rzeczy.
- Hermiono... - Głos Harry'ego zrobił się bardzo delikatny. - Powiedziała mi dzisiaj, że wciąż mnie kocha i dlatego rzuciła na mnie zaklęcie, abym ją pocałował. Myślałem, że to ty.
- Nie... - Dziewczyna była zdezorientowana. - To niemożliwe. Kłamiesz.
- Hermiono, niby dlaczego miałbym kłamać?
- Nie mam pojęcia, ale nie mówisz mi prawdy, wiem to.
- Przysięgnę! Zrobię wszystko, abyśmy znowu byli razem! Nie zostawiaj mnie! - krzyczał, gdy Gryfonka ruszyła korytarzem w stronę Pokoju Wspólnego. Złapał ją od tyłu za ramię, a ona obróciła się i przyłożyła mu różdżkę do gardła.
- Powinieneś znać mnie już na tyle dobrze, aby wiedzieć, że mnie nie zachodzi się od tyłu, zwłaszcza, gdy jestem uzbrojona! - warknęła. - Zrozum, że takie zaklęcie można rzucić jedynie znając czarną magię, więc Ginny nie mogła tego zrobić! To po prostu niemożliwe!
- Może Malfoy ją zmusił!
- Daj spokój! Ona jest na tyle inteligentna i niezaślepiona, że w życiu by tego nie zrobiła i powinieneś zdawać sobie z tego sprawę! A teraz daj mi odejść!
    Opuściła różdżkę i chciała się odsunąć, ale Harry złapał ją na nadgarstki i przycisnął do parapetu. Nachylił się, a ją znowu ogarnął jego zapach, tak dobrze znany. I pomyśleć, że jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu nie miałaby nic przeciwko takiemu położeniu. Teraz natomiast czuła się niekomfortowo. Zaczęła ją przerażać myśl, że przecież wciąż działa na niego zaklęcie Carmen. Niedobrze.
    Próbowała odwrócić głowę, ale i tak ją pocałował. Przez to wszystkie wspomnienia zaczęły wracać i uderzać w nią z siłą fali tsunami. Chwile, gdy byli razem, szczęśliwi i zakochani, pełni marzeń i planów... Wszystko zmieniło się w pył.
    Mimo to Hermionie wcale nie było nieprzyjemnie, w głębi duszy chyba nawet tęskniła za tym, ale nie potrafiła mu wybaczyć, uwierzyć, że to wszystko tylko mistyfikacja, iluzja. Dla niej obecnie ich związek był iluzją.
- Przestań – udało jej się wydusić, lecz Harry nie zamierzał przestawać.
    Czy sprawiło to zaklęcie, czy poczucie odrzucenia, nie wiedział, lecz naprawdę kochał Hermionę i chciał, aby do niego wróciła. Do tego czuł wręcz niemiłosierne gorąco rozpalające go od środka, żądzę, która musiała znaleźć ujście, a ta dziewczyna była jego jedynym lekiem na całe zło. Bez niej od nie istnieje, świat nie istnieje, nie ma nic.
    Gdy poczuł jak cała się spina, zrozumiał, że ona nie odda tego pocałunku. Jakkolwiek by się nie starał, cokolwiek by nie zrobił, to już nie wróci. Nie chciał działać wbrew jej woli, a tak się właśnie czuł. Dlatego zebrał w sobie całą miłość do niej, całą siłę i wolę jakie miał i się powoli odsunął. Spojrzał jej w oczy, z winą wypisaną na twarzy i puścił jej nadgarstki. Szybko zaczęła je rozmasowywać i spoglądać na niego nieufnie.
- Dlaczego? - wyszeptała. - Dlaczego się powstrzymałeś?
    Na długą chwilę zapadła cisza, przerywana jedynie ich ciężkimi oddechami.
- Bo cię kocham – powiedział i zniknął w głębi korytarza.



16 komentarzy:

  1. Świetny rozdział!!! czekam na kolejny
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow! What a great job. I really enjoyed it. Waiting for some Barnamione (?) action :D
    I love Dark Shadows and Julia Hoffman is the icing on the cake for me. Well done. Regards,
    Vicky ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Meggga rozdział czekam na nastepne <333

    OdpowiedzUsuń
  4. Moim zdaniem za wszystko jest odpowiedzialne głupie zauroczenie Hermiony i na dodatek wszystko komplikuje nasz szanowny Pan Barnaba, który odpowiednio mocno skomplikował życie miłosne Hermiony i Harryego. Niech to a mogło być tak spokojnie, a nie jest. Mimo to miłość nie jest wcale taka łatwa. Liczę na lepsze rozliczenie Harryego i Barnaby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne. Niech Car bedzie z Jackiem!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział, widzę dotrzymałaś obietnicy co do systematyczności, to dobrze! A ten głupi Mr. Barnabas oczywiście musiał jej czegoś dosypać do herbaty... (ja obstawiałam tabletkę
    gwałtu, aalee...)

    OdpowiedzUsuń
  7. O raaaanyyyy, czy tylko.ja lubie Barnabasa? :_: no poza anonimowym nr 2 :) lacze sie z Toba w oczekiwaniach, Vicky!
    Jedyne do czego sie przyczepie, to ze za krotko troche :(
    Musze w koncu obejrzec te Mroczne Cienie
    Rickmanicka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest nas trzy :D Barnabas wszystko urozmaica i komplikuje za razem, ale to dobrze. Bynajmniej dla mnie. A już miałam nadzieję, że Hermiona naprawdę coś do niego czuła. A niech tą herbatę..
      I najwidoczniej coś się święci między profesorkiem a Jul. Czyżby kolejny paring? Oby :)
      Trochę się porobiło więc czekam na działanie Draco i Harry'ego. Pozdrawiam i weny życzę, Jacksa!

      Usuń
  8. Łał super... Naprawdę świetny rozdzial... Brak mi słów. Piękne, ujmujące opisy przeżyć i emocji. Nie wiem jak TY to robisz. Jesteś fantastyczna. Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  9. No w końcu dzieje się coś na co czekałem. :) mam nadzieje że ktoś w końcu połapie się że ten wampirzyna coś namieszał.. mam także wielką nadzieje żę rozdziały będą ukazywały się dalej z taka regularnością, i częstotliwością. A teraz lecę dalej czekać na następny rozdział.

    Kamil.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieję że Barnabas się w końcu odwali od Miony :) Świetna notka tylko trochę krótka :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Cześć,
    Od dłuższego czasu zbieram się żeby skomentować twoją pracę :). Na wstępie przyznaję, że twój blog bardzo pozytywnie mnie zaskoczył na samym początku. Nigdzie indziej nie spotkałam się z tak oryginalnym pomysłem. Świetna jest twoja lekkość pisania, masz naprawdę wielki talent. Ubierasz myśli w słowa, a opisy wychodzą ci niesamowicie. Podoba mi się wprowadzenie nowych postaci do fabuły, nadają one świeżości, a całość jeszcze bardziej intryguje. Wiesz, zawsze wychodzę z założenia, że styl pisania wiele mówi o człowieku i pomimo że nie znam cie osobiście odnoszę wrażenie, że niezwykle fajna i sympatyczna z ciebie osoba. To fantastyczne, ze interesuje cie tak wiele rzeczy, które łączysz ze sobą w całość. Kiedy zaczęłaś pisać ? Postaram się komentować systematycznie, bo wiem że wpływa to na poziom twojej weny. Na dzisiaj już kończę, bo pisanie ze zwichniętym palcem nie idzie mi najlepiej. Pozdrawiam Monika.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy kolejny rozdział???

    OdpowiedzUsuń
  13. Jacksa to mistrzyni sialalalalala

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem tu trochę późno ��. Ten wredny krwiopijca, przeklęty niech będzie na wieki. Biedny Harry ��

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll