Harry Potter - Book And Scroll

14.11.14

54. Cisza

"Jak to dobrze, że skończył się już 
Ten podły dzień, co mi Cię zabrał 
Ciężko było tak po prostu przyjść 
I usłyszeć, że dla Ciebie umarłem."

    Cisza panująca między nimi była niezręczna. Właściwie to ten rodzaj ciszy, kiedy wiadomo, kto powinien się odezwać, ale nie robi tego, bo jest zbyt niepewny. A druga osoba czeka.
    W Harrym aż się gotowało ze złości. Pierwszy raz w życiu miał ochotę strzelić w kogoś klątwą i nie był to Voldemort ani Snape. Właściwie to można stwierdzić, że Mistrz Eliksirów uratował mu życie, kiedy był w szpitalu, więc w obecnej chwili liczył się tylko Riddle. I Ginny.
- H-harry... - odezwała się cicho. - Ja naprawdę...
- Nie obchodzą mnie teraz twoje przeprosiny – przerwał jej, po czym zacisnął zęby. - Odpowiedz dlaczego to zrobiłaś albo naprawdę zrobię się nieprzyjemny.
- D-dobrze... Tylko nie bądź zły... To znaczy bardziej zły... To znaczy... Ja...
    Mimo wszystko zrobiło mu się jej odrobinę żal. Złapał ją za ramię i lekko potrząsnął.
- Ginny, oddychaj. Powoli i spokojnie.
    Musi wziąć się w garść. Nie może się wygadać. Trzeba chronić Draco.
    Wciągnęła dużo powietrza i trochę jej się polepszyło. Usta zacisnęła w wąską linię, a w oczach pojawiła się dawna determinacja. Myśl, Ginny. Uda się.
- Harry, chodzi o to, że... Że ja wciąż coś do ciebie czuję – wyrzuciła z siebie. Z obawą spojrzała na chłopaka, który zastygł w wyrazie szoku.
- Ja... Nie wiedziałem. - Nic innego nie przyszło mu do głowy. Miał kompletny mętlik i nie miał pojęcia co powinien zrobić, jak się zachować. Przełknął nerwowo ślinę. - Rozmawialiśmy o tym już kiedyś i sądziłem, że...
- Tego nie da się ot tak wykasować. - Spojrzała na niego nieśmiało. - Mnie wciąż boli, ciągle przypominam sobie o tobie. Nic na to nie poradzę. Przepraszam.
    Harry zamrugał kilka razy, po czym przypomniał sobie, od czego tak naprawdę zaczęła się ta rozmowa i znów chłód wypłynął na jego twarz. W oczach błyszczały stalowe iskry.
- A jednak to nie jest powód, dla którego niszczy się czyjś związek! I to w taki sposób! Co to było za zaklęcie? - Ginny przełknęła ślinę.
- Znalazłam je w bibliotece, już nie pamiętam formuły. - Przecież nie powie mu, że to czarna magia, której kazał jej użyć Draco. - Chciałam je najpierw tylko wypróbować, ale chyba się trochę zapędziłam i...
Trochę zapędziłam. To nie jest usprawiedliwienie, to nie jest trochę, to nie jest powód! Ginny, to zazdrość, a w prawdziwej miłości nie ma na coś takiego miejsca. Uparłaś się, żeby mnie "kochać". Takich rzeczy się nie robi, gdy jest się zakochanym, tak naprawdę. Wtedy... wtedy trzeba cieszyć się szczęściem tej drugiej osoby, ponieważ tak naprawdę to ona sprawia, że masz ochotę wstać rano z łóżka, spojrzeć w niebo, bo przecież ona patrzy w to samo niebo...
    Ukrył twarz w dłoniach, aby nie zobaczyła jego łez. Harry, weź się w garść! Jesteś Wybrańcem, nie możesz sobie na coś takiego pozwolić!
- Nie chciałam cię doprowadzić do takiego stanu – oznajmiła Weasley, wgapiając się w podłogę. - To naprawdę miało wyglądać zupełnie inaczej...
- JAK?! - wrzasnął Potter, aż podskoczyła z nerwów. - JAK inaczej ma się zakończyć taki podstęp? Powiedz mi, bo ja nie mam pojęcia!
    Wstał z fotela i teraz górował nad nią. Miała wrażenie, że jedyne, co chce zrobić, to udusić ją gołymi rękoma, tu i teraz. Zagryzła wargi i też wstała. Chciała mu pokazać, że się go nie boi. On jednak złapał ją za szatę i przyciągnął do siebie. Widziała jego zielone oczy promieniujące złością. Do tego wrażenie potęgowały okrągłe okulary, które teraz przekrzywiły mu się na nosie. W końcu wycedził przez zaciśnięte zęby:
- Pójdziesz teraz do Hermiony. I wszystko jej wytłumaczysz. Wszystko.
    Ginny nie zdążyła skinąć głową, bo usłyszała chrząknięcie. Odwróciła głowę i zaskoczona ujrzała Carmen. Wyglądała bardziej... złośliwie niż zwykle.
- Przepraszam, że przerywam tę jakże miłą pogawędkę, ale mam coś dla was – powiedziała ze złowieszczym uśmiechem. Harry i Ginny odsunęli się od siebie i patrzyli na nią z lękiem. Jej wizyta nie mogła po prostu oznaczać niczego dobrego. Absolutnie niczego.
Ars amando aimer – rzuciła, machając różdżką, po czym odwróciła się i udała się w stronę schodów. Śmiejąc się, dołączyła do Hermiony stojącej w cieniu.
- Co ona zrobiła? - zapytała zdziwiona Ginny. - Czujesz jakąś zmianę?
- Nie – pokręcił głową Harry. - Po tobie też niczego nie widać.
    Ledwie wypowiedział te słowa, a ogarnęło go nieopisane gorąco. Czuł jak każda komórka jego ciała pali ogniem. Pomyślał, że pewnie tak czuje się człowiek po Cruciatusie... A jednak w pewnym sensie było to przyjemne. Przyjemne i perwersyjne.
    Ona też poczuła pragnienie. Nieopisane, nie wiedziała nawet konkretnie kogo i czego pożąda, ale było to wzrastające w niej napięcie. Rozejrzała się po Pokoju Wspólnym, lecz jej wzrok się zamglił. Zdołała jedynie odnaleźć wejście do dormitorium.


"A teraz zamknij oczy swe 
Dotknij tak jak tylko mnie 
Nie bój się, to tylko sen 
W sen nie trzeba wierzyć 
Zobacz - teraz jestem tu 
Cały z Tobą, cały Twój 
Dobrze, pójdę już, lecz gdzie - nie wiem 
Choć noc, choć mrok - dla nas wszystko już jasne 
Więc jak mam spać, kiedy wiem, że nie zaśniesz..."

***

- Car, co tak właściwie im zrobiłaś?
    Śnieg, który spadł w nocy, chrzęścił im pod stopami, a chłodny wiatr smagał twarze. Jezioro już dawno pokryła warstwa grubego lodu, Wielka Kałamarnica zapadła w sen zimowy, Bijąca Wierzba otuliła się resztkami gałęzi. Wystarczyło wziąć głęboki oddech, aby zaciągnąć się prawdziwym zimowym zapachem. Przez zachmurzone niebo miejscami prześwitywało słońce, nadając światu odpowiednią ilość cieni. Wokół panowała cisza, którą przerywała jedynie rozmowa dwóch Gryfonek.
- Powiedz, nie słyszałam nigdy wcześniej o tym zaklęciu – nalegała Hermiona.
    Car przewróciła oczami, ale jednocześnie można było dostrzec u niej ironiczny uśmiech.
- Cóż, skoro tak im było dobrze ze sobą w nocy... Rzuciłam na nich zaklęcie pożądania.
- Nie rozumiem.
- To proste. Właściwie to trochę inny rodzaj klątwy. Sprawia, że oboje tracą kontrolę nad własnym ciałem i pragnieniami, ale jednocześnie... odpycha ich od siebie. Stary francuski czar, jeszcze z czasów Karola Wielkiego, podnoszący libido. Kiedyś tak ludzi torturowano.
    Hermiona się zaczerwieniła.
- Nie wiem czy to... Dobra kara.
- Och, oczywiście, że nie! - powiedziała Carmen. - Dla takiego dupka żadna kara nie jest odpowiednia, ale zawsze możemy próbować jakąś wymierzyć, prawda? - Mrugnęła.
- Może... W zasadzie to... Ja chyba nie chcę się mścić.
    Brown w jednej chwili przystanęła i obróciła się w stronę rozmówczyni, a jej szalik w czerwono-czarną kratę zatrzepotał na wietrze.
Czego ty nie chcesz? Oszalałaś? Wiesz, co on ci zrobił? Nie minęła nawet doba, a ty... ty...
- To nie tak, Carmen. - Hermiona uśmiechnęła się lekko. - Owszem, jest mi przykro, ale nie czuję tego gniewu, co w nocy. Jest inaczej. Nie potrafię tego wyjaśnić, nie kipię żądzą zemsty.
- A gdyby tak... - Brown złapała brunetkę za ramię i konspiracyjnie przyciągnęła do siebie. - A gdyby tak teraz zaczął z nią być. Chodziłby z nią za rękę. Przytulał. Całował. Nadal by ci to nie przeszkadzało? Granger, obudź się!
- Co... co? - wyrwała się z zamyślenia. - Ach, tak. Nie wiem. To nie boli tak, jak się obawiałam. Wiem, że zrobiłam różne rzeczy... dziwne rzeczy, których pewnie w innej sytuacji bym nie zrobiła. - Zarumieniła się. - Ale wiem, że jest moim przyjacielem i prędzej czy później wszystko się ułoży. Na razie mam Barnabasa i jest po prostu...
Na razie? - powtórzyła z niesmakiem Carmen. - Będziesz teraz zmieniać facetów jak rękawiczki? Hermiono, co się z tobą dzieje? - Dziewczyna spojrzała jej głęboko w oczy, ale nie dostrzegła nic niezwykłego.
- To nie tak! - zaprotestowała. - Jakoś tak dziwnie to zabrzmiało, ale ja... Muszę się zastanowić nad swoimi uczuciami.
- I to poważnie.
- Masz rację. Nic na to nie poradzę, że trochę się zagubiłam, ale mam przy sobie ludzi, którzy mnie wspierają. Ciebie. Może we Francji jakoś to sobie wszystko poukładam, kto wie? A właśnie, co mi pokażesz?
- Cóż, zasadniczo... Mieszkamy niedaleko Paryża, więc pewnie sam Paryż.
- To cudownie! - Hermiona tak uwiesiła się na koleżance, że ta ledwo mogła złapać oddech. Gdy ją w końcu odsunęła, ruszyły dalej. - Byłam już we Francji z rodzicami parę lat temu, ale na nartach w górach, więc nie miałam okazji do zwiedzania. A tutaj stolica!
- Nie tylko. Mam jeszcze dla ciebie niespodziankę, ale to już powiem ci na miejscu.
- Powiedz teraz!
- Nie.
- Proszę!
- Doskonale wiesz, że nie powiem. Wszystko na miejscu.
- Jesteś okropna.
- Staram się.
    Idealnie okrągła śnieżka trafiła prosto w twarz Carmen.
- Ej, jak mogłaś?!
- To nie ja.
- Nie wierzę. Kłamiesz.
- Staram się.
    W ciągu kolejnych dwudziestu minut Hermiona próbowała unikać śnieżek Carmen, które zbyt perfekcyjnie trafiały prosto do celu. Niestety, skończyła cała przemoczona i biała. W końcu padła zmęczona na ziemię i zatopiła twarz w miękkim puchu, który chłodził jej rozgrzaną twarz. Przypomniał jej się ten wieczór, gdy wracała z Harrym od Hagrida. Powiedział jej, że ją kocha, że nigdy jej nie zostawi. A teraz co? Nie było go tu. Zniknął. Co prawda nie bolało to tak bardzo, jak się spodziewała, czuła jedynie smutek, że nie okazała się wyjątkowa. Obiecał. Właściwie to ona też, a zaraz... Już robiło się ciemno, a miała przecież jeszcze kogoś odwiedzić. I miała to być bardzo miła wizyta. Wstała, otrzepała ubranie i zawołała do Carmen:
- Idę do zamku! Umówiłam się!
- To powodzenia! Tylko nie szalej!
    Gdy tylko Granger zniknęła za progiem zamku, Car odwróciła się, aby ujrzeć stojącą za nią wysoką, ciemną sylwetkę. Uśmiechnęła się lekko.
- Wiedziałam, że to ty rzucałeś.
- Ale nie od razu.
- Zaraz potem, też się liczy.
    Odpowiedział jej swoją typową obojętną miną, ale dojrzała błysk w jego oku. Przez to pozwoliła sobie na owinięcie rąk wokół jego szyi i pocałowanie go w płatek ucha. Oddech mu przyspieszył.
Chwycił ją za podbródek i zetknął ich wargi. Tym razem się nie spieszyli. Byli idealni, pasowali do siebie. Jego usta do jej ust, dłonie do dłoni, twarz do twarzy. Wszystko w jak najlepszym porządku, zgodnie z przeznaczeniem, z magią, z istotą bratnich dusz. Na tym wielkim świecie odnaleźli akurat siebie i mieli ogromne szczęście, bo jedno nie potrafiło bez drugiego żyć.
    W końcu Carmen przerwała pocałunek, patrząc mu w oczy.
- Nie masz przypadkiem spotkania dzisiaj?
- Za dwie godziny – odparł Snape. - Za dwie długie godziny.
    Uśmiechnęła się i wtuliła w jego płaszcz. Westchnął cicho i powoli ruszyli w stronę zamku. Rzucił na nich zaklęcie, aby nikt niepowołany ich nie dostrzegł. Mistrz Eliksirów długo się wahał, aż w końcu lekko dotknął długimi palcami wierzchu dłoni Carmen. Ta prawie przystanęła z wrażenia, ale skończyło się na niedowierzającym spojrzeniu w jego stronę. On jedynie rzucił jej swój typowy sarkastyczny uśmiech. Nic już nie mówiąc, splotła swoje palce z jego i szli tak aż do jego komnat. W salonie paliło się w kominku, a mimo to było dosyć chłodno. Zadrżała, gdy poczuła jego chłodne palce pod koszulą. Chwyciła jego twarz w dłonie... Po czym sobie o czymś przypomniała.
- Severus...
- Hmmm?
- Możesz na chwilę przestać?
- Mogę przestać na dłużej niż chwilę skoro tak bardzo...
- Nie o to chodzi. Chodzi o Hermionę.
    Oparł swoje czoło o jej i westchnął.
- Spodziewałem się, że prędzej czy później o to zapytasz. Herbata czy czekolada?
- Też pytanie.
- Czyli to drugie.
    Po chwili trzymała w dłoniach gorący kubek i siedziała wygodnie w fotelu, a on naprzeciwko. Widziała niepokój w jego oczach. Sama też nie była spokojna. Skoro on wie o zachowaniu Hermiony, to musi to być związane z Voldemortem. Ale jak?
- Co chcesz wiedzieć? - zaczął w końcu.
- Cóż... Najlepiej wszystko, chociaż pewnie i tak mi tego nie zdradzisz.
- Masz rację. I to jest główny powód – powiedział, po czym wskazał jej swoje lewe przedramię.
- Rozumiem. Mroczny Znak nie pozwala ci mówić o pewnych sprawach, to jasne. Volde... Czarny Pan przecież nie jest na tyle głupi.
- Fakt. Dlatego sama musisz do tego wszystkiego dojść.
- Ale jak?
- To już, moja droga, pozostawiam tylko tobie. Czyż to nie ty nazywasz właściwie wszystkich dookoła "idiotami"? Udowodnij, że nie jesteś jedną z nich.
- Wyzwanie przyjęte. Powiedz mi tylko jedno. Dobrze myślę, że cały wczorajszy bal był zaplanowany? I że Hermiona jest teraz prawdopodobnie pod działaniem jakiegoś zaklęcia?
    Cisza musiała jej wystarczyć za odpowiedź.

***

"Wiem, że trudno jest uwierzyć 
Jak łatwo się stać tylko wspomnieniem 
Ty nie przyszłaś też, zbyt ciężko jest 
Usłyszeć, że dla mnie Cię nie ma..."
- IRA, "Bezsenni"

    W dormitorium Hermiona spędziła resztę wolnego czasu. Była pewna skuteczności działania zaklęcia Carmen, ale... Nie chciała ryzykować. Zresztą zdawała sobie sprawę, że przecież byli świadkowie tego wydarzenia. Ludzie rozmawiali na ich temat zdecydowanie za często już gdy byli parą, a co dopiero może się dziać, gdy chodzi o zdradę!
    Poprawiła włosy i przemknęła przez Pokój Wspólny, idąc dalej korytarzem. Właśnie, zdrada. Jeszcze do tego z Ginny! Nie rozumiała tego. Mówił jej przecież, że to zamknięty rozdział, a poza tym... Ona kochała Draco. Tego Hermiona była pewna, przecież sama pomogła im zacząć się spotykać. Do tego zauważyła, że Malfoy nie był na balu i nikt nic o nim nie słyszał. Jakby zapadł się pod ziemię. Ginny wyglądała coraz gorzej, wręcz tragicznie... A może to jakiś podstęp? Może niesłusznie zinterpretowała sytuację? Coraz bardziej się w tym gubiła.
    Może Barnabas jej pomoże? Tak, to dobry pomysł. Przez tyle lat na pewno zetknął się z czymś podobnym.
    Na samą myśl o przystojnym nauczycielu Hermionie serce zaczęło szybciej bić. Czuła się szczęśliwa, wreszcie spełniona i nie osamotniona. Była pełna nadziei. On był dla niej dobry i pomocny, wcale nie zawistny, do tego inteligentny. Ideał po prostu.
    Gdy znalazła się przed ciężkimi drzwiami, wzięła głęboki oddech, a uśmiech rozświetlał jej twarz. Będzie wszystko dobrze, wszystko się rozwiąże.
    Zapukała.
    Odpowiedziała jej cisza.

9 komentarzy:

  1. Moim zdaniem Harry próbował się dowiedzieć prawdy, zaś Ginny go znów okłamała. I ona ma czelność mówić, że się bała?! To dlaczego z tego wszystkiego to właśnie On oberwał najbardziej. Przez tą intrygę Hermiona nie spojrzy już na niego tak samo. Uważam, że rozwój niewiedzy u Hermiony coraz bardziej zaczyna mnie zastanawiać, ale i irytować. Jest po prostu dla mnie naiwną i pokrzywdzoną dzieweczką. Przecież to było od początku wiadome co będzie. Po za tym proponuję, by następnym razem niech Hermi naciska Ginny, a nie obarczała winą o zdradę chłopaka. A co do tych sobót to nawet i lepiej. Przynajmniej można wszystko odpowiednio dobrze zaplanować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hermionka, Hermionka.
    A tak fajnie się zapowiadało z tym Barnabasem, ale nie, musiałaś wszystko zepsuć, no musiałaś </3 Ja wiem, że bardziej powinien mnie interesować parring główny, czyli Harry/Hermiona, ale to Twoja wina, że bardziej mnie interesuje Hermiona/Barnabas, w końcu sama stworzyłaś Barnabasa, który jest na tyle wielowarstwową i tajemniczą mimo wszystko postacią, że z rozdziału na rozdział intryguje mnie coraz bardziej. Aż mam ochotę obejrzeć w końcu "Mroczne Cienie".
    Chyba jeszcze nie jestem w stanie czytać o Snape'ie. Wiesz, czytając o nim i o Carmen, zamiast Snape'a stanął mi przed oczami Alan...
    Na jakiejś durnej, Bydgoskiej scenie...
    Z cholerną nagrodą....
    Otoczony bandą półgłówków niegodnych jego uwagi...
    I aż mnie zżera, że mnie tam zabraknie. Mnie. Tej, która wielbi go najbardziej (hmmm, to zabrzmiało jak jakaś ksywa kuzynki Voldemorta :D)
    Dobra, nie marudzę więcej, czekam na następny
    Rickmanicka

    OdpowiedzUsuń
  3. Ginny jest walnieta. Kurde kumam ze kocha Draco, ale żeby być aż tak beszczelna.. nienawidze jej xd. Czuje byłego chłopaka Car który pewnie pojawi się we Francji ^.^ every-story-has-a-beginning.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówisz zaklęcie? Hmm to wszystko robi się co raz bardziej intrygujące, przez co bardziej wciąga, ajk ty to robisz róż to już 54 rozdziały za nami!
    Nie mogę się doczekać, póki co koncepcji nie mam,ale jestem na silnym tropie niczym Holmes <3
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam ponownie, po przeczytaniu tego rozdziału powiem szczerze że troszkę mi ulżyło, chyba z powodu tego że Hermiona w końcu zauważyła że to raczej nie jest tak jak "to wyglądało", lecz boje się tego że ona tak jakby chce.. hmm.. zastąpić Harrego tym wampirzyskiem.. nie wiem dlaczego.. ale go nienawidzę.. ale dziś sie nie rozpisuje bo rano do pracy.. czasu nie ma.. pozdrawiam i czekam niecierpliwie ;)

    Kamil.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja sobie to wyobrażam tak:
    Harry wszystko wyjaśni Hermionie, ale się ponownie nie zejdą, bo coś tam coś tam. Hermiona zrozumie, że kocha Harrego dopiero podczas wojny jak Harry "umrze" lub w trakcie trwania wojny. Czy użyjesz mojego pomysłu czynie użyjesz, ja uwielbiam twoje posty i twoją twórczość ;) Weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że napisałaś kolejny rozdział! :) Bardzo intrygujące.Tylko wydaje mi się, że trochę krótki ten post.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeej, kolejny rozdział ^^
    Kurcze, nie myśłałam, że Ginny tak wybrnie z tej sytuacji... ale w sumie nie wiem, czy ja bym chciała na jej miejscu poświęcać przyjaciół dla nawet tej jakiejś największej miłości.. Ale to moje zdanie ;)
    Wracając do rozdziału, ciekawa jestem co jest z Hermioną, bo faktycznie zachowuje się jakoś dziwnie, ale nie mam nic przeciwko krótkiemu romansowi z Barnabasem :P buahahah jestem taka zuaa, ale serio tak myslę.
    Nie przedłużając pozdrawiam i życzę weeeny!

    ~Julla

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeju *-* Drugi raz czytam tego bloga + doszły 2 nowe rozdziały :3 *czytałam gdzieś we wakacje xD * Nie wiem czemu ale zawsze jak Harry rani Hermionę to ja płacze i tym razem też tak było :/ Niech oni wrócą do siebie. Nienawidzę Barnbasa, psichujek jeden xD ;-; Szkoda mi Mionki, nie krzywdź jej tak (wiem wiem strasznie wszystko Przeżywam ale tak już mam :/) Czekam na następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll