Harry Potter - Book And Scroll

11.7.14

50. Bal - część I

    Zaczęło się dość niefortunnie.
    Czarny Pan wezwał przed swoje oblicze najbardziej zaufanych Śmierciożerców. Snape drżał, ale bardziej ze złości niż z lęku. Ten idiotyczny bal się właśnie zaczynał, Brown na pewno go teraz szuka, a tego idiotę wzięło teraz na zebrania! Do tego ten wampir stoi obok niego, jakby nigdy nic! Czy on przypadkiem nie ma jakiegoś zadania...? A właśnie...
- Cisza! - Jak zwykle, gdy przemawiał Riddle, w sali wszyscy umilkli. A nie było ich dużo. - Doskonale. Jesteście moimi najwierniejszymi sługami. Jednak to nie wy, a Barnabas stoi teraz obok mnie. - Wskazał go palcem, a ten się ukłonił, odsłaniając zęby w półuśmiechu. Dzisiaj nikt nie miał maski. - Dlaczego? "Rzeź Kuby Rozpruwacza"! Nawet ja nie spodziewałem się takich tytułów i poruszenia w świecie czarodziejów i – tu się skrzywił – mugoli. Ci głupcy myślą, że to jakaś choroba! Ale nie po to was zwołałem. Wiecie bardzo dobrze, że zbieram siły do ataku na Hogwart. Nie może się to odbyć jeszcze teraz, ale wczorajszy incydent był ważnym testem. Pan Collins spisał się powyżej moich oczekiwań. A Czarny Pan wynagradza zasłużonym. Tak, tak, potrafię być bardzo hojny. Prawda, Draco? - Blondyn spojrzał na swojego mistrza z szacunkiem i skinął głową. Gdy zauważył to stojący obok Singer, cicho się zaśmiał. - Dokładnie. Co do ataku – każdy z was zgromadzonych będzie dowodził swoim własnym oddziałem. Wampiry poprowadzi najpotężniejszy z nich – Collins. To właśnie on jest naszą główną siłą. Nie, nie ilość – jakość. Zrozumiałem wreszcie swoje błędy z przeszłości i już ich nie powtórzę. Nie liczcie na to. - Uniósł lekko do góry kąciki ust. - Oficjalnie mianuję Barnabasa Collinsa również waszym przywódcą. Od dzisiaj to on wami zarządza, oczywiście wcześniej konsultując wszystko ze mną. Mimo to, gdy przyłapie kogoś na akcie nieposłuszeństwa, może go ukarać. Każdego.
    Wzrok Collinsa padł na Snape'a, który poczuł do niego jeszcze większe obrzydzenie niż zwykle. Do tego Czarny Pan kazał mu jeszcze chwilę zostać, a wampir mógł sobie lecieć na przyjęcie. Salazarze, cudownie po prostu!

She says she's no good with words but I'm worse
Barely stuttered out
"A joke of a romantic" or stuck to my tongue
Weighed down with words too over-dramatic
Tonight it's "it can't get much worse"
Vs. "no one should ever feel like..."


Stary, myślisz, że jej się spodoba?
- Niby czemu nie? Zwykle to ja się spóźniam, za to ty dzisiaj się ruszasz z temperamentem gumochłona.
    Harry po raz sto pierwszy tego wieczoru stanął przed lustrem i poprawił muszkę.
- Sam nie wiem... To bardzo ważny wieczór dla Hermiony... dla nas. Po prostu nie chcę niczego zepsuć.
- Gorzej niż w czwartej klasie nie będzie. - Ron poklepał go po ramieniu i otworzył drzwi, wskazując je przyjacielowi. Harry westchnął, poprawił włosy, które tego wieczoru trochę podniósł do góry za pomocą magii, ostatni raz wygładził czarną szatę wyjściową i z wyraźnym wahaniem wyszedł z dormitorium.
    W Pokoju Wspólnym nie było prawie nikogo, w końcu zdecydowana większość wyjechała na Święta i mieli przybyć kominkami od razu do Wielkiej Sali. Zobaczyli Neville'a siedzącego na twardym krześle i nerwowo tupiącego nogą.
- Co się dzieje, Neville? - Mimo wszystko Ron nie mógł powstrzymać uśmiechu na jego widok. - Nie masz się czego bać, nie idziemy na lekcję eliksirów.
- Bardzo śmieszne. Po prostu... Nie, to głupie.
- Zacząłeś, to dokończ – powiedział Harry. Przynajmniej na chwilę mógł pomyśleć o kimś innym.
- Wiecie... - Longbottom nabrał powietrza. - Dostałem niedawno kolejną Przypominajkę i dzisiaj zabarwiła się na czerwono.
- I? - zapytali jednocześnie.
- I boję się, że zapomniałem jak się tańczy.
    Przyjaciele wybuchnęli śmiechem, na co Neville spuścił głowę i zrobił się purpurowy na twarzy. Gdy Harry to dostrzegł, powiedział:
- Spokojnie, już przestajemy. - Ron wciąż chichotał jak dziewczynka, więc szturchnął go łokciem w żebra. Zadziałało. - Słuchaj, takich rzeczy się nie zapomina. Pamiętam jak w czwartej klasie zabrakło ci nocy do tańczenia. Na pewno znowu tak będzie, jeśli nie lepiej.
- Ale ja...
    Neville nie dokończył, bo z dormitorium dziewczyn właśnie wyszły trzy osoby. Właśnie w takich chwilach mówi się, że jest jak w filmie, ale... Tak nie było. Dla Harry'ego było znacznie lepiej.

I'm two quarters and a heart down
And I don't want to forget how your voice sounds
These words are all I have so I'll write them
So you need them just to get by

    Hermiona miała włosy związane w luźnym koku w taki sposób, że ich część opadała jej na szyję, ale tylko do ramion. Ubrała suknię za kolano, koloru wchodzącego słońca. Harry'emu od razu skojarzyło się to z momentem w pociągu, gdy chciał jej coś powiedzieć, ale Carmen im przeszkodziła. Nawet jej teraz nie zauważył, tylko wciąż wgapiał się w swoją dziewczynę i nie mógł uwierzyć, że jest jego. Tylko jego. Przetarł oczy, a z jego ust wyrwało się krótkie:
- Ja pierdolę.
    Chyba nikt inny tego nie słyszał, za to Hermiona zachichotała i pocałowała go krótko w usta na przywitanie. Gdy się odsunęła, zmierzył ją wzrokiem.
- Wyglądasz na wygłodniałą.
- Chciałeś powiedzieć "wytworną"? - Dziewczyna uniosła brew.
- Właśnie. - Skinął głową i zrobił się czerwony na twarzy.
- Ty wyglądasz na wygłodniałego – powiedziała z przekąsem, mrugając do niego.
- Bo jestem – potwierdził i podał jej ramię, którego się chwyciła.
    Tymczasem Ron ledwo poznał Ginny, która była blada i miała delikatny makijaż, ale nadal prezentowała się świetnie w zielonej sukni do ziemi, która mocno opinała ją w talii. Jej rude włosy lekko falowały, gdy szła. Neville szybko podszedł do niej i zaoferował jej ramię, a ona się lekko uśmiechnęła i poszła za Harrym i Hermioną. Może przynajmniej nie będzie sama tego wieczoru. Draco chciałby, aby się dobrze bawiła.
    Jako ostatnia wyszła Carmen. Wszystkim zebranym opadły szczęki, dziewczynom również. Jej współlokatorka uśmiechnęła się chytrze. Brown odgarnęła swoje krótkie włosy z czoła i uśmiechnęła się pewnie. W głębi duszy (tak, posiadała takową) wiedziała, że na Snapie to i tak nie zrobi wrażenia, zresztą nie będą mogli nawet ze sobą zatańczyć. W takim razie po co się w ogóle przebrała? Sama nie miała pojęcia.
    Oczy podkreśliła ciemną kredką, teraz ich brązowy kolor jeszcze bardziej się wyróżniał. Założyła czerwoną sukienkę, która może i wyglądała wyzywająco, ale przecież to była jedyna taka noc. Sięgała przed kolana, opinała ją na biodrach, lecz czuła się w niej dobrze. Zresztą dzisiaj wszystko mogło już być tylko lepsze.
    Z niesmakiem spojrzała na chłopaków, którzy mimo posiadania partnerki, gapili się na nią. Prychnęła i wtedy zauważyła, że Ron podaje jej rękę. Ostentacyjnie złapała go za nią, ale również cicho dodała:
- Na nic więcej nie licz, bo cię przeklnę bardziej niż sklątkę tylnowybuchową na lekcji u Hagrida.
    Rudowłosy przełknął ślinę i trochę się odsunął. I tak szedł do Luny, która miała na niego czekać przed wejściem.
    Po drodze te trzy pary mijały innych, którzy już przybyli i wcześniej postanowili jeszcze odwiedzić przyjaciół z zamku. Niektórzy już poczuli... zew imprezy, bo całowali się w kątach korytarzy.
    Przed wejściem do Wielkiej Sali Ron podziękował Carmen i poszedł szukać Luny, Neville zaczął rozmawiać z Deanem, Ginny oparła się o filar zamyślona, a tłum coraz bardziej się powiększał. Tylko Harry i Hermiona trzymali się za ręce i uśmiechali. Ten wieczór będzie należał do nich.

Dance, Dance
We're falling apart to half time
Dance, Dance
And these are the lives you'd love to lead
Dance, this is the way they'd love
If they knew how misery loved me

    Wrota Wielkiej Sali otworzyły się z charakterystycznym dźwiękiem. Wszyscy zgromadzeni zamilkli w osłupieniu, a przecież jeszcze nie weszli do środka. Nagle uczniowie otrząsnęli się z pierwszego szoku i zaczęli zajmować miejsca. Powstało małe zamieszanie, ale nikt się tym nie przejmował. Hermiona zerknęła w górę i zauważyła tam dziwne obłoki, gdy się rozejrzała, dostrzegła kolumny w greckim stylu i już wiedziała, jaku nauczyciele urządzili ten bal. Wszystko – od okrągłych stolików z muszelkami na białych obrusach po scenę z ciemnego kamienia i marmuru – było wzorowane na Olimpie. Przyjrzenie się bliżej szczegółom przekonało ją o tym. Delikatne greckie ornamenty na ścianach, podłoga wyłożona mozaiką, ale w taki sposób, aby można było swobodnie tańczyć, winogrona i wino w złotych kielichach. Ci jednak, którzy już wypili swoją porcję, ze zdziwieniem stwierdzali, że więcej nalać się nie da. Harry uśmiechnął się na ten widok i usiadł obok Hermiony. Przy ich stoliku siedziała jeszcze Carmen oraz Parvati i jakiś Krukon. Objął swoją dziewczynę ramieniem i dalej obserwował salę.
    Kiedy wszystkie miejsca były już zajęte, a gwar wypełniający pomieszczenie trochę przycichł, do Wielkiej Sali wkroczył Dumbledore w całym swoim majestacie. Jego bladoniebieska szata falowała, gdy szedł, oczy czujnie sprawdzały każdy najdrobniejszy szczegół wystroju. Jednak, gdy stanął na podwyższeniu, na jego usta wypłynął radosny uśmiech. Już otwierał usta, ale nie zdążył nic powiedzieć. Fala oklasków całkowicie zbiła go z tropu, nie spodziewał się czegoś tak miłego. Oczy lekko mu się zaszkliły, ale w końcu uciszył wszystkim gestem dłoni i rozpoczął mowę:
- Na początku bardzo dziękuję wam za to nieoczekiwane powitanie. Dla takiego starca jak ja – tu mrugnął - to naprawdę coś wspaniałego i wartego wspomnienia w takim przemówieniu. Ale nie smućmy się, gdyż dzisiaj nadeszła noc radości! - Uniósł ręce w górę, jakby chciał objąć całą salę. - Bawcie się dobrze, muzyką umili nam czas zespół Spadliśmy Z Miotły wraz ze specjalnym wykonawcą, ale o tym później się przekonacie. Na razie chciałbym wznieść toast za wspaniałe pierwsze półrocze i za was, drodzy uczniowie.
    Po chwili w jego dłoni pojawił się puchar, inni również ujęli swoje naczynia, nawet te puste, na znak szacunku. Po toaście dyrektor jeszcze na chwilę zabrał głos:
- Informuję was też, że od tej pory już nie opuszczę terenu szkoły, więc w każdej ważnej sprawie możecie się zgłaszać do mnie. Do tego jesteście tu bezpieczniejsi niż gdziekolwiek indziej, więc niech wasi rodzice się nie niepokoją. Wesołych Świąt i udanej zabawy!
    Klasnął w dłonie i zniknął. Za to na scenie pojawiła się magiczna perkusja, gitary, mikrofon i keyboard. Przez chwilę na sali zrobiło się ciemno, zadudniła głośna muzyka przypominająca burzę, aż nastała światłość, a z kłębów dymu wyłonili się muzycy. Było ich pięciu, mężczyźni i jedna kobieta z pałeczkami. Od razu zajęli swoje miejsca, a wysoki blondyn z postawionymi włosami podszedł do mikrofonu. Wściekle pomarańczową gitarę miał przewieszoną przez ramię.
- Dobrze się bawicie? - zapytał ludzi, którzy wciąż siedzieli. - Oczywiście, że nie, bo jeszcze nie zaczęliśmy grać! Prawda, Johnny? - Minutowa solówka na gitarze była świetną odpowiedzią mężczyzny w dziurawym kapeluszu, a uczniom już spodobał się zespół. - Jestem Patrick. Przez chwilę pogramy spokojniej, a wy się najedzcie. Potem Prefekt Naczelna otworzy bal swoim pierwszym tańcem.
    Z głośników poleciała dość łagodna muzyka, na stołach pojawiło się mnóstwo jedzenia i ponczu, a Hermiona czuła, jak coś nieprzyjemnie ją uciska w żołądku. Była jak sparaliżowana.
- Oddychaj, słyszysz? To nic wielkiego – próbował ją pocieszyć Harry.
- NIC WIELKIEGO?! - powtórzyła oburzona z wyraźną złością. - Harry, zbłaźnię się przed wszystkimi!
- Wiesz... Z kimś musisz zatańczyć, więc chętnie zbłaźnię się z tobą – powiedział spokojnie. Jego lekki uśmiech i zielone oczy dodały jej otuchy. - Zresztą... Już to kiedyś robiłem. Gorzej nie będzie.
    Hermiona powoli się uspokajała i nawet zjadła trochę pyszności. Za to Carmen siedziała sztywno i wpatrywała się w stół, gdzie siedzieli nauczyciele. Dumbledore, McGonagall, Sprout, Collins, Trelawney. Sinistra, Hagrid, Flitwick, Hooch, Burbage. Snape'a nie było. Dlaczego? Postanowił to wszystko zostawić, ot tak? Prezent, a raczej jego brak by mu wybaczyła, ale jak mógł w ogóle się nie pojawić? A może to jej prezent dla niego go wystraszył? O Merlinie, dlaczego nie zdecydowała się na coś bardziej tradycyjnego, normalnego? Wszystko się zepsuło. Było już tak dobrze, a teraz... Teraz sama stwierdziła, że jest w nim beznadziejnie zakochana. A on w niej nie. Czy mogło być większe cierpienie? A jednak nie żałowała ani jednej chwili spędzonej z nim. Kłopot w tym, że chciała więcej. Tego wieczoru nie tknęła nawet kęsa.
    Tymczasem coraz większa ilość ludzi skończyła już jeść i mimo oparcia w Harrym, Hermionie wciąż drżały nogi. Jej stres osiągnął apogeum, gdy jej chłopak nagle wstał i bez słowa podszedł do muzyków na scenie. Przez chwilę rozmawiał z wokalistą i coś mu tłumaczył. Ten na koniec uśmiechnął się, z dłoni zrobił pistolet i wymierzył w niego. Uśmiechnął się, dając znać, że wszystko będzie w porządku. Harry wrócił do stolika jakby nigdy nic, a Hermiona patrzyła na niego z niedowierzaniem.
- Co ty znowu knujesz? - zapytała.
- Ja? Nic. Skąd ci to przyszło do głowy? - odparł spokojnie i wypił trochę ponczu.
    Dziewczyna przewróciła oczami, ale nic więcej nie powiedziała.
    W końcu muzyka ucichła i wzrok wszystkich spoczął na scenie.
- Tak, panie i panowie, nadszedł czas na Prefekt Naczelną. Dodam, że kompletnie się tego nie spodziewała i teraz się rumieni. Skarbie, wszystko będzie w porządku – rzucił i mrugnął w jej stronę. - W każdym razie Hermiona Granger jest dla kogoś z was tu zgromadzonych bardzo ważna, bo zadedykował jej piosenkę. Na co czekacie? Ruchy, na parkiet! Świetnie. Zaczynamy? Okej, lecimy!
    Harry wstał, podał dłoń Hermionie, która była cała czerwona na twarzy i drżała, ale gdy tylko go dotknęła, uspokoiła się. Z ukrytych głośników popłynęła muzyka, najpierw spokojna, a potem coraz żywsza. W pewnym momencie potknęła się z wrażenia, bo zrozumiała, co to za piosenka.
- Nie zrobiłeś tego! - zawołała do chłopaka, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Niby czego i czemu? - zapytał z wielkim uśmiechem na ustach.
    Dotarli już na środek parkietu, zatrzymali się, Harry objął Hermionę w talii, a ona położyła dłoń na jego ramieniu. Zaczęli tańczyć, gdy Patrick zaczął śpiewać zaskakująco podobnie:

My life will never be the same
'Cause girl, you came and changed
The way I walk
The way I talk


I cannot explain the things I feel for you
But girl, you know it's true
Stay with me, fulfill my dreams
And I'll be all you'll need

    Ludzie zaczęli klaskać, a Hermionie zaszkliły się oczy. Zrobili obrót, potem kolejny. Z każdym krokiem taniec wydawał się łatwiejszy, wychodził im zupełnie naturalnie, jakby właśnie po to zostali stworzeni – aby właśnie teraz trwać w tej jednej chwili.
    Przy kolejnej zwrotce ludzie zaczęli wstawać i do nich dołączać. Dumbledore ponownie tańczył z profesor Sprout, a Trelawney udało się zaciągnąć na parkiet Barnabasa. Mimo to grzecznie się uśmiechał, lecz gdy wróżka ciągnęła go za rękę, rzucił błagalne spojrzenie w stronę Hermiony. Lekko się uśmiechnęła, ale nie zbił jej z tropu. To już była przeszłość i liczył się tylko Harry. Tylko Harry.
    W trakcie jej ulubionego momentu ją pocałował. Nie musnął krótko ustami – pocałował tak naprawdę, z pasją. Myślała, że zmieni się w sowę i odleci. Bo niemożliwością było, aby jeden człowiek mógł czuć się tak szczęśliwy.

Girl, I know that this is love,
I feel the magic all in the air...
And girl, I'll never get enough
That's why I always have to have you here, hoo!

    Niektórzy się na nich gapili, ale to nie było ważne. Liczyli się oni, tu teraz. Reszta mogła zniknąć. Sam Voldemort nie byłby teraz w stanie ich rozdzielić. Mieli siebie.

You always fold just before you're found out
Drink up its last call
Last resort
But only the first mistake and I...

I'm two quarters and a heart down
And I don't want to forget how your voice sounds
These words are all I have so I'll write them
So you need them just to get by

    Carmen jako jedna z nielicznych osób siedziała przy stoliku. Poncz lał się strumieniami, ludzie tłoczyli się na parkiecie, zespół grał świetnie nawet jak na jej gust. A mimo to ona się nie bawiła.
Średnio co pięć minut znalazł się jakiś chłopak, który prosił ją do tańca, lecz uciekał tuż po tym, jak posyłała mu swoje mordercze spojrzenie. Świetnie, gorzej być nie mogło!
    Dlaczego akurat teraz, gdy zorientowała się, że coś do niego czuje? Gdy się przywiązała? On robi takie coś? Tak, to było bardzo w stylu Snape'a, ale myślała też, że przecież ma swój honor!
    Albo stało się coś niedobrego i leży teraz z odciętą głową i w przyciasnym zielonym golfie w rowie przy jakiejś mugolskiej drodze, albo jej nie chce. Zważywszy na talent do pojedynkowania się Severusa, obstawiała numer dwa.
    Westchnęła i nalała sobie wina. Udało jej się przełamać zaklęcie i teraz jej kielich się ciągle napełniał. Przełykała czerwony płyn, gdy nagle zamarła. Cała sala zamarła. Ci wszyscy stłoczeni na parkiecie idioci przystanęli i zbierali szczęki z podłogi. Zaraz, co oni tam mówią na scenie...?
- ...zaprosić do nas jednego z najlepszych muzyków swojego pokolenia. W każdym razie jedynego jeszcze żyjącego. Panie i panowie... - Blondyn zawiesił głos, ale skupił wzrok na stole nauczycielskim. - Przed wami Barnabas Collins!
    Car opluła się winem, całe szczęście na sukience w tym samym kolorze nie było nic widać. Zresztą nie miała dla kogo ładnie wyglądać. Wszystko na nic.
    Mimo to z zaciekawieniem patrzyła jak blady jak ściana wampir wskakuje prężnym krokiem na scenę. Dzisiaj jego włosy były w artystycznym nieładzie, założył jak zwykle białą koszulę, ale nie miał kamizelki. Rozpiął ją jedynie pod szyją, na jej gust trochę za mocno. Do tego miał czarną, dopasowaną marynarkę, w której podwinął rękawy, ale mankiety koszuli i tak wystawały i zasłaniały nadgarstki, i dziwnie wyglądające spodnie. Gdy dziewczyna wytężyła bardziej wzrok, zauważyła, to były to zwykłe dżinsy z wielkimi dziurami na kolanach. Cóż, jak widać profesorek bardziej elegancko ubiera się na co dzień, niż na specjalne okazje. Ironia losu. Zaraz... co on miał na nogach?! Te buty wyglądały jak prawdziwy koszmar szewca! Ubłocone, wyraźnie znoszone, kiedyś czarne...
    Carmen przewróciła oczami, ale dalej obserwowała
    Tymczasem wampir podbiegł do mikrofonu, uśmiechnął się czarująco, obrzucił wzrokiem zachwycone dziewczęta na parkiecie i zszokowanych chłopców, po czym odezwał się:
- Dzięki, Pat, za powitanie. Zaszczytem dla mnie jest granie z wami. Mam nadzieję, że jeszcze pamiętam jak to się robi... Piosenka nazywa się "Dance, Dance", czyli w sam raz na dzisiejszą noc.
    Dobiegły go oklaski, a on przewiesił sobie niebieską gitarę Fendera przez ramię i zagrał pierwszy akord. Potem poszło już szybko – Patrick mu ustąpił i teraz to on śpiewał, pobudzając całą salę do tańca. Nie mogło być lepiej.

Why don't you show me the little bit of spine
You've been saving for his mattress, love


Dance, Dance
We're falling apart to half time
Dance, Dance
And these are the lives you'd love to lead
Dance, this is the way they'd love
If they knew how misery loved me

    Widziała Harry'ego i Hermionę skaczących w rytm muzyki, Ginny, Neville'a i wiele innych znanych sobie twarzy. Bliźniacy Weasley postanowili wspiąć się na scenę i skoczyć z niej. Nie wiadomo jakim cudem, ale im się udało – tłum poniósł ich na rękach, a oni użyli swojego nowego wynalazku – Pomniejszonych Fikających Fajerwerków. Były w stu procentach bezpieczne, a efekt niesamowity. Promienie uformowały się na koniec w godła czterech domów, a potem połączyły w jedno – herb Hogwartu, po czy, rozprysły się na malutkie iskierki.
    Barnabas chciał już schodzić ze sceny, ale publiczność ubłagała go o bis. A potem jeszcze pięć kolejnych. Carmen spokojnie piła wino.
    Prawie je ponownie wypluła, gdy zobaczyła ubraną na ciemno postać, którą tak dobrze znała. Snape zakradł się do stołu nauczycielskiego i tłumaczył coś Dumbledore'owi. Stary czarodziej jedynie się uśmiechnął i... mrugnął do niej?
    Coś czuła, że ta sukienka jednak nie będzie sucha.

Why don't you show me the little bit of spine
You've been saving for his mattress (mattress, mattress)
I only want sympathy in the form of you crawling into bed with me

Dance, Dance
We're falling apart to half time
Dance, Dance
And these are the lives you'd love to lead




______________________________________________
Obecnie zakochałam się w zespole Fall Out Boy, więc jest tu parę nawiązań, w tym piosenki. Wytłuszczony druk – "Dance, Dance". Zachęcam do tłumaczenia w razie czego. Warto też słuchać w czasie czytania.

8 komentarzy:

  1. "- Wyglądasz na wygłodniałą.
    - Miałeś na myśli "wytworną?"
    - Właśnie.
    - Ty wyglądasz na wygłodniałego"

    Aaaaaa kocham ten cytat, i "Turystę", Johnny był tam taki zabawnie uroczy :**

    Co do rozdziału - świetny, jak miło, że jednak Snape się pojawił, bo strasznie było mi szkoda Carmen, tak się wystroiła dla niego. "W głębi duszy (tak, posiadała takową) ..." no wiesz co? jesteś okrutna dla niej, jak można w ogóle wątpić :P
    I w sumie nie dziwię jej się, że się opluła, gdybym piła coś wtedy miałabym mokrego laptopa. Po Barnabasie bym się tego jednak nie spodziewała :P
    No i ten taniec Hermiony z Harrym... słodko ;)
    Ale fajnie by było, gdyby później zadziałoby się coś bardziej szalonego lub niebezpiecznego na tym balu ^^

    Pozdrawiam, życzę duuużo weny
    ~Julla

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!
    Czekam na drugą część!
    Pozdrawiam i weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!
    Dopiero trafiłam na twojego bloga i jestem zachwycona.Zapraszam na swój blog:
    harry-love-hermiona.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to opowiadanie! Rozdział był genialny, zresztą jak wszystkie poprzednie. A Harrymione to po prostu "cud, miód, orzeszki" :D Czekam na dalszy ciąg, już nie mogę się doczekać.
    Życzę weny!

    Ps. Chyba będę odliczała dni do kolejnej części! :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne :D
    Czekam na więcej z niecierpliwością :D
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Coś czuła, że ta sukienka jednak nie będzie sucha"
    Hahahah :D świetny rozdział, z niecierpliwością czekam na pozostałe części :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Booooski! Błagamq weź pogódz Car i Jacka. Sbape nie zasluguje na nia. A moze zadziwisz nas i stworzysz nowa postac idealna dla Car? ~ Hucwotka Vicky :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham twoj blog prosze cie pisz dluzzse notki

    OdpowiedzUsuń

Harry Potter - Book And Scroll